Nigdy wcześniej Polak nie pojechał tak dobrze
Rajd Dakar bez Krzysztofa Hołowczyca mimo wszystko skończył się dla Polaków szczęśliwie. Historyczny wśród naszych motocyklistów wynik osiągnął najmłodszy z nich 25-letni Jakub Przygoński - był 8.
Ostatni, sobotni etap z Santa Rosa do Buenos Aires był płaski i bardzo szybki. Przygoński przejechał go wyjątkowo ostrożnie, żeby dowieźć do mety rezultat, na który pracował przez dwa tygodnie tej morderczej przeprawy - 9 tysięcy kilometrów po pustyni Atakama, Andach, skałach i bezdrożach Argentyny i Chile. Rok temu w debiucie zajął 11. miejsce, tym razem zależało mu na pozycji w pierwszej dziesiątce. Na mecie w Buenos Aires był dopiero 14., ale obronił 8. miejsce w klasyfikacji generalnej.
- Nie było łatwo poprawić 9. miejsce Marka Dąbrowskiego sprzed 7 lat. Trzeciego dnia miałem problemy z motocyklem i godzinę straty. Zaliczyłem kilka wywrotek, awarii, ale wszystko ogarnąłem - cieszył się Przygoński.
Osiem miejsc za nim (na 16.) uplasował się najbardziej doświadczony Polak, Jacek Czachor. Na mecie świętował jubileusz - dziesięć startów w tym rajdzie, wszystkie ukończone.
Trzeci z motocyklistów z Orlen Teamu, Dąbrowski, był 33. To sukces, bo na przygotowania miał tylko cztery miesiące po poważnej operacji ramienia. Nieco wyżej, na 27. pozycji, uplasował się Krzysztof Jarmuż.
Jedyny Polak w rywalizacji quadów Rafał Sonik zaczął rajd od mocnego uderzenia (zwycięstwa w etapie) i tak samo go skończył. Tym razem jednak nie odebrano mu zwycięstwa za naruszenie regulaminu, jak zdarzyło się przed dwoma tygodniami. W klasyfikacji generalnej Polak musiał się zadowolić piątym miejscem.
mm
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu