Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Pięć gemów Radwańskiej i długa droga w dół

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Przez pierwszych dwadzieścia minut wczorajszego meczu o ćwierćfinał Agnieszka Radwańska była królową kortu centralnego w Sydney. Prowadziła 5:0 z Dinarą Safiną. Wtedy czar prysł, a Rosjanka zaczęła grać.

- To była wielka szansa, bo Safina była do pokonania. Grając z tysięczną tenisistką świata, Agnieszka nie dostałaby na początku tylu prezentów - twierdzi Wojciech Fibak. - Ale żeby wykorzystać taką szansę w australijskich warunkach, trzeba być do nich przyzwyczajonym. A niewiele ponad tydzień temu Agnieszka musiała w Krakowie walczyć z odśnieżaniem samochodu.

Teoretycznie jednak sytuacja Radwańskiej była lepsza od położenia Safiny. Polka miała już za sobą w Sydney brawurowo wygrany mecz pierwszej rundy (6:0, 6:4 z Jill Craybas). Rosjanka jeszcze niedawno nie była wcale pewna, czy kontuzja kręgosłupa pozwoli jej na grę w Sydney. Właśnie ten uraz w październiku zeszłego roku wyeliminował ją z turnieju mistrzyń w Dausze - jej zejście z kortu to był wzruszający, łzawy spektakl. Wcześniej przez wiele miesięcy druga tenisistka nie zachwycała formą fizyczną ani psychiczną. Kiedy wczoraj wyszła na kort, była jednym wielkim zwątpieniem we własne siły. Przez dwa pierwsze gemy serwisowe właściwie nie była w stanie podać piłki, nie mówiąc już o wygraniu punktu. Po meczu dziennikarze zapytali ją, czy znów zbierało jej się na płacz, kiedy Radwańska przełamała jej serwis po raz trzeci.

- To był pierwszy mecz roku. Jeśli zaczynasz płakać w pierwszym meczu, co może się stać, kiedy sezon będzie się zbliżał do końca? Po dwudziestu minutach przegrywała 0:5. Pomyślałam sobie: dobrze, po prostu postaraj się jeszcze trochę wytrzymać na korcie - opowiadała Safina.

Rosjanka najwyraźniej nauczyła się panować nad swoją psychiką. Od tego momentu wygrała 9 gemów z rzędu - akurat tyle, żeby wygrać seta i zdobyć przełamanie w drugim. Po godzinie i 47 minutach wygrała 7:5, 6:4.

- Agnieszka z marszu wygrała kilka gemów, wykorzystując słabość rywalki. Ale kiedy Safina uporządkowała grę, przestała oddawać punkty za darmo, okazało się, że Polce zabrakło automatyzmu ruchów - tłumaczy Fibak. - Aklimatyzacja trwa przynajmniej 10 dni. To scenariusz stary prawie jak sam tenis. Pamiętam, jak sam podróżowałem zimą na turniej Bahamy przez Nowy Jork, w jakimś kożuchu, wyrwany ze studiów. Wyszedłem na kort i z marszu wygrałem kilka gemów, a potem było dokładnie jak z Agnieszką. Ale nie tylko z nią. Swietłana Kuzniecowa też wczoraj przegrała.

Do startu w wielkoszlemowym Australian Open Radwańskiej pozostał niespełna tydzień.

@RY1@i02/2010/008/i02.2010.008.000.019a.101.jpg@RY2@

Fot. PAP/EPA

Dinara Safina zaczęła bardzo słabo, ale potem nie dała Agnieszce Radwańskiej szans

Marta Mikiel

marta.mikiel@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.