Mam nadzieję, że Smuda jest słownym człowiekiem
Tomasz Wałdoch został na lodzie. Przynajmniej do marca pozostanie bezrobotny. Nie dogadał się z władzami PZPN w kwestiach finansowych i zamiast niego asystentem Franciszka Smudy został Jacek Zieliński.
Marek Koźmiński nie ukrywał, że prezes Grzegorz Lato pertraktował z nim w sprawie pracy w sposób bardzo mało profesjonalny. Pisaliśmy o tym wczoraj na łamach DGP. Wiemy, że podobnie styl pracy PZPN ocenia także Wałdoch. On jednak nie chce polemizować z prezesem na łamach mediów. Szczegóły pertraktacji z Latą pozostawia dla siebie.
- Mógłbym mówić dużo rzeczy, mam swoje odczucia, ale nie chcę ujawniać szczegółów - powiedział nam Wałdoch. - Jest mi przykro. Jestem mocno rozczarowany, ale temat kadry jest już dla mnie zamknięty. Trudno. Życie toczy się dalej. Straciłem pracę w Schalke, a nowej teraz nigdzie nie podejmę, bo jestem zbyt zajęty nauką do egzaminów, które czekają mnie w marcu w szkole trenerów. Gdy ukończę uczelnię w Kolonii, to odświeżę stare kontakty i poszukam gdzieś pracy - mówi niedoszły asystent Smudy.
Mówiło się o dwóch przeszkodach, które w zatrudnieniu Wałdocha widzieli działacze PZPN - nie chciał się przeprowadzić do Polski i żądał zbyt dużych zarobków. Na pensję w wysokości 10 tys. euro miesięcznie dla drugiego trenera reprezentacji Lato nie chciał się zgodzić.
- Nie komentuję. Nikomu do kieszeni nie zaglądam i chciałbym, żeby nikt nie interesował się moimi zarobkami. Jeśli chodzi o fakt, że mieszkam w Niemczech, to też nie powinien być dla nikogo problem. Za trzy miesiące kończę naukę i od tej pory mógłbym być dyspozycyjny. Powiedziałem to prezesowi bardzo otwarcie. W przyszłości chcę do Polski wrócić z całą rodziną. Tak zadecydowaliśmy z żoną. Na razie jednak jest to niemożliwe, bo dzieci uczą się w Niemczech, niedługo czekają ich matury. Decyzja o ich powrocie lub pozostaniu zapadnie, kiedy będą już dorośli. Dom w Niemczech nie przeszkadzałby mi jednak być zawsze do dyspozycji selekcjonera i władz związku - zaznacza Wałdoch.
Smuda mówił jednak, że jego sztab może być za kilka miesięcy powiększony o Wałdocha. W perspektywie Euro 2012 selekcjoner będzie potrzebować większej grupy współpracowników. Jednym z nich miałby być Wałdoch.
- W tej chwili nie będę myśleć o kolejnej próbie podjęcia pracy w PZPN, bo przecież dopiero co dostałem odmowę. Jeśli jednak trener Smuda wciąż chce ze mnie skorzystać, to się cieszę. Mam nadzieję, że selekcjoner jest słowny i naprawdę jeszcze na mnie liczy. Wcześniej też dużo się mówiło, ale w końcu okazało się, że były to tylko słowa. Nie mam jednak do nikogo osobiście żalu. Nikogo to pewnie nie interesuje. Zależało mi na tej pracy. Czułem, że jest to dla mnie szansa na zdobycie doświadczenia i trenerski rozwój. Przez ponad dwa miesiące czułem się tym drugim trenerem. Życie przynosi jednak niespodzianki. Zobaczymy, co się jeszcze wydarzy - kończy Wałdoch.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu