To wciąż nie jest optimum formy
Justyna Kowalczyk po biegu na dystansie 16 km stylem dowolnym, w którym zajęła 3. miejsce, utrzymała prowadzenie w klasyfikacji generalnej, ale i znacznie przybliżyła się do zwycięstwa w Tour de Ski.
Polka traci do liderki, Włoszki Arianny Follis, tylko 4,1 sek i zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji cyklu. W czterech z pięciu ostatnich startów stawała na podium. W Cortinie-Obertilach była gorsza tylko od Follis i Słowenki Petry Majdić. Finka Aino-Kaisa Saarinen nie wytrzymała tempa narzuconego przez rywalki i finiszowała blisko pół minuty za triumfatorką. Na kolejne zawodniczki trzeba było czekać 2 minuty.
- Nie sądzę, by Justyna była już w najwyższej formie. Ona ma jeszcze rezerwy, podobnie jak i jej najgroźniejsze rywalki. Trzeba też poczekać na powrót do pełnej dyspozycji wszystkich przeziębionych - tłumaczy Aleksander Wierietielny, trener Kowalczyk. - A kiedy Justyna będzie miała optimum? Tego to nawet ja nie wiem. Zobaczymy w kwietniu po analizie wyników - dodaje szkoleniowiec.
Tymczasem trwa exodus uczestników z Tour de Ski, których nie kusi już perspektywa 100 tys. euro premii za zwycięstwo w imprezie oraz dodatkowych 400 punktów do klasyfikacji Pucharu Świata (zaliczka ta odpowiada czterem wygranym). - Najważniejsze są igrzyska w Vancouver - powiedział w środę trener niemieckiej ekipy Johen Behle, tłumacząc swoją decyzję o wycofaniu większości swoich podopiecznych z TdS.
Ogólem ze 178 narciarzy, którzy stanęli na starcie inaugurującego cykl prologu w Oberhofie, jeszcze przed startem we włoskiej Cortinie wycofało się 66. Wśród nich ubiegłoroczna triumfatorka Finka Virpi Kuitunen, ale także zwyciężczyni sprintu w Pradze Rosjanka Natalia Korosteljewa i Majdić, która po pięciu startach zajmuje 2. miejsce, nie wyklucza, że może nie dotrwać do końca.
- My także szykujemy się do startu na igrzyskach - odpowiada trener Justyny. - Ale od początku sezonu zakładaliśmy start w Tour de Ski i teraz nie zamierzamy się z tych planów wycofywać. A ból, cierpienie? To taki już jest sport, trzeba przygotować się na to, że będzie bolało, bo jak inaczej osiągać dobre wyniki? - pyta szkoleniowiec. - To dla nas megasprawdzian fizyczny. Choćby ostatni etap TdS w Val di Fiemme i wspinaczka na Alpe Cermis. Ze sportem to już nie ma zbyt wiele wspólnego, bo to nie narciarstwo, a zwykłe człapanie. Nie jest to ani ładne, ani śmieszne, ale jest to w programie. Jednak zdobycie tej góry to prawdziwy test, który przejdą tylko najlepsi - dodaje trener Polki. Kowalczyk udało się to już trzykrotnie.
Niemcy, Włosi i Skandynawowie już podnieśli wrzawę, że w okresie olimpijskim takie imprezy powinno się organizować pod koniec sezonu, a nie tuż przed igrzyskami. Argumentują, że zwycięzca imprezy już w połowie sezonu może sobie zagwarantować triumf w klasyfikacji generalnej PŚ. - Ale przecież wszyscy mają tak samo ciężko, wszyscy ryzykują ewentualnymi kontuzjami - mówi Wieretielny. - Po ciężkich zawodach w Oberhofie od razu wsiedliśmy do samochodów. O jakichkolwiek zabiegach nie mogło być mowy, zamiast masaży szybki prysznic i kilkugodzinna jazda. Podobnie było po sprintach w Pradze. Pamiętam, że kilka lat temu Katarina Neumanova miała do dyspozycji helikopter. Teraz Szwedzi mają własny samolot, ale rzadko z niego korzystają. Wszyscy poruszamy się samochodami i cierpimy z powodu tych samych niedogodności - dodaje.
- Justyna nie po to tak ciężko pracowała, by to wszystko teraz stracić. Wiemy, co robimy - zaznacza na koniec Wierietielny.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu