Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kraj

Z nimi będzie znacznie taniej

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Warunki finansowe proponowane przez kandydatów na najbliższych współpracowników Smudy były nie do przyjęcia dla PZPN. Zamiast Koźmińskiego dyrektorem kadry będzie Furtok. Wałdocha w roli asystenta selekcjonera zastąpi Zieliński

Kompletowanie sztabu reprezentacji sprawia ogromne trudności PZPN. Na propozycje obsady strategicznych funkcji drugiego trenera i dyrektora sportowego przedstawione przez Franciszka Smudę z różnych powodów nie chciano przystać. Efekt jest taki, że nominacje nie wynikają z żadnego merytorycznego klucza. Asystentem Smudy zostanie tymczasowo Jacek Zieliński, a dyrektorem sportowym były prezes GKS Katowice Jan Furtok.

Ogromne nadzieje można było wiązać przede wszystkim z nowym dyrektorem sportowym, który w polskiej reprezentacji miał stanowić nową jakość. Być kimś tak istotnym dla kadry jak dla niemieckiej drużyny Oliver Bierhoff, hiszpańskiej Fernando Hierro czy - do niedawna - Demetrio Albertini dla włoskiej. Wedle europejskich standardów dyrektor sportowy ma bardzo szeroki zakres obowiązków i znaczącą rangę. Z jednej strony tworzy bufor pomiędzy federacją a selekcjonerem, uczestniczy w doborze przeciwników, buduje strategię działania, z drugiej wykorzystuje swoje zagraniczne kontakty, spotyka się z menedżerami i trenerami klubowymi, negocjuje zwolnienia zawodników na mecze przypadające w terminach, które nie są oficjalnymi UEFA itd.

Idea była taka, aby zburzyć stereotyp przaśnego dyrektora, który ma bardziej charakter kierownika drużyny z czasów komuny i odpowiada za to, aby donieść selekcjonerowi piwo z lodówki.

Smuda wymarzył sobie, że kimś, kto wniesie nową jakość, będzie Marek Koźmiński. Były reprezentant Polski, medalista olimpijski, przed dziesięć lat grający we włoskiej lidze, a ostatnio biznesmen działający na rynku nieruchomości, ma także doświadczenie w branży sportowej jako właściciel Górnika Zabrze. Atutem 38-letniego Koźmińskiego były także umiejętności dyplomatyczne, nigdy dotąd nie był kojarzony w sposób kontrowersyjny.

Koźmiński, spodziewając się oferty ze strony PZPN (poinformował go o swoich zamiarach Smuda), solidnie się do rozmowy kwalifikacyjnej przygotował. Wychodząc z założenia, że nie należy wyważać otwartych drzwi, próbował skorzystać z wzorców zachodnich. Zadzwonił do Bierhoffa, z którym grał kiedyś w Udinese, aby ten przedstawił mu w szczegółach sposób funkcjonowania dyrektora reprezentacji w Niemczech.

- To powiedz, co ty byś chciał robić? - usłyszał podczas rozmowy z prezesem PZPN przed świętami Bożego Narodzenia.

Rozmowa była jednak bardzo krótka. Były reprezentant nawet nie zdążył ustalić, za co miałby odpowiadać.

- Dobra, to usiądziesz jutro ze Smudą na konferencji prasowej. Przedstawimy cię - zaproponował Lato bez wdawania się w detale.

Koźmiński na konferencji się nie pojawił, bo nie miał pojęcia, jaką pracę tak naprawdę mu się oferuje. Najprawdopodobniej byłoby tak jak przed kilkoma miesiącami, kiedy jemu i Grzegorzowi Mielcarskiemu PZPN oferował udział w Komisji Zagranicznej. Obaj odmówili, bo gdy zapytali się, na czym miałaby polegać ich rola, usłyszeli, że na uczestniczeniu w posiedzeniach i pobraniu diety. Szefowie PZPN próbowali w ten sposób ocieplić sobie swój wizerunek i stworzyć alibi. Przecież mieliby w swoich strukturach młodych ludzi z otwartymi głowami, o których tak zabiegały media. Nie mieliby jednak oni tak naprawdę nic do powiedzenia.

Lato do Koźmińskiego więcej już się nie odezwał, a wczoraj przedstawił jako dyrektora sportowego kadry Jana Furtoka - niegdyś ulubionego piłkarza wpływowego w PZPN Antoniego Piechniczka. Były reprezentant Polski, później m.in. trener i prezes GKS Katowice, ostatnio trudnił się biznesem. Jest właścicielem firmy, która zajmuje się marketingiem sportowym, ale także... transferami piłkarzy.

- Ja go bardzo dobrze znam, to jest człowiek, do którego mam zaufanie. To nie jest Jasiu z łapanki. To jest Jasiu Furtok. On wie, jak pachną skarpetki, jakie boisko jest dobre, jakie buty są dobre. To jest człowiek z branży. Tylko takimi ludźmi muszę się otaczać, bo oni mogą mi pomóc, a nie zaszkodzić - powiedział wczoraj oficjalnie Smuda, który jak się okazało, nie zamierzał walczyć za wszelką cenę o wytypowanych przez siebie współpracowników.

Opcja awaryjna zwyciężyła także podczas wyboru drugiego trenera. Tomaszowi Wałdochowi, którego zażyczył sobie Smuda, zaproponowano 2,5 tysiąca euro pensji, co były gracz Schalke 04 Gelsenkirchen i 74-krotny reprezentant Polski potraktował jako kwotę niewystarczającą.

- Potwierdzam, że mieliśmy kilka kandydatur, ale nie dogadaliśmy się w sprawach finansowych. Warunki proponowane przez te osoby były nie do przyjęcia - powiedział prezes PZPN.

Stanęło na tym, że rozmowy z Wałdochem będą kontynuowane w marcu, kiedy ten skończy szkołę trenerską w Kolonii i będzie mógł na stałe przenieść się do Polski. Najprawdopodobniej jednak dołączy on do kadry w 2011 roku, kiedy sztab zostanie poszerzony przed zbliżającym się Euro 2012.

- O Tomku nie zapomnę - zadeklarował Smuda.

Na turniej o Puchar Króla do Tajlandii (17 - 23 stycznia) w roli asystenta pojedzie Jacek Zieliński. Były zawodnik Smudy, gdy ten prowadził Legię, i znakomity obrońca reprezentacji nie sprawdził się w roli pierwszego trenera Legii, Kolportera i Lechii, ale uważany jest za bardzo dobrego asystenta. Ostatnio był bezrobotny, zatem żadnych wygórowanych warunków nie stawiał.

- Prowadził zespoły ekstraklasy, ma już trochę doświadczenia. Poza tym mieszka w Warszawie, jest więc na miejscu. Powtarzam jednak, że Wałdoch jest zainteresowany i może zostać dokoptowany do składu. Nie jest możliwe, żebyśmy w trójkę prowadzili reprezentację do samego Euro 2012 - tłumaczył selekcjoner.

@RY1@i02/2010/003/i02.2010.003.000.020a.001.jpg@RY2@

Zieliński (z prawej) i Furtok (w środku) pomogą Smudzie

Piotr Kucza/Newspix.pl

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.