Polska ma szanse na wyjście z grupy
Z Dariuszem Dziekanowskim, byłym reprezentantem Polski i asystentem Leo Beenhakkera, rozmawia Hubert Zdankiewicz
Co trener reprezentacji może poprawić na chwilę przed taką imprezą jak Euro?
Sprawić, aby lewa strona prezentowała się lepiej od prawej - na pewno zaskoczylibyśmy tym rywali. A już tak poważnie, to dobrym pomysłem był moim zdaniem ten pierwszy wyjazd z rodzinami do Turcji. Dwie sprawy zostały w ten sposób załatwione - zawodnicy mogli spędzić czas z bliskimi, a przy okazji lepiej się poznać. To ułatwia integrację drużyny. Ponadto selekcjoner mógł mieć ich na oku i poznać piłkarzy nie tylko od strony sportowej, lecz także prywatnej. Jeśli natomiast chodzi o kwestie szkoleniowe, to na kilka tygodni przed Euro można poprawić niektóre elementy - taktykę, stałe fragmenty gry. Przede wszystkim powinno się jednak uważać, żeby czegoś nie zepsuć. Nie można zwłaszcza ulec pokusie, by ciężej trenować.
Tak jak wy cztery lata temu?
Dokładnie. Jeśli zawodnik był w formie w trakcie sezonu, to dużo jej nie straci, nie więcej niż 3 - 5 proc. A jeżeli ma kilkumiesięczne zaległości, bo np. leczył kontuzję, to nie nadrobi ich w dwa tygodnie. W ten sposób można tylko zamulić piłkarzy. Nie tylko my popełniliśmy ten błąd. W Polsce popularna jest opinia, że skoro jesteśmy gorzej wyszkoleni technicznie od rywali, to musimy nadrabiać to przygotowaniem fizycznym. Pamiętam, jak w 1986 r. pojechaliśmy przed mundialem w Meksyku do Niemiec i trenowaliśmy, jakby to był styczeń, a nie czerwiec. Efekty były podobne.
To były inne czasy.
To nie kwestia czasów, tylko odpowiedzialności selekcjonera. Musi mieć wcześniej przygotowany plan działania i konsekwentnie go realizować. To niełatwe, bo przed dużą imprezą wszyscy patrzą mu na ręce. W głowie rodzi się wówczas pokusa, żeby zrobić coś pod publiczkę. A co można zrobić najłatwiej? Przykręcić śrubę.
Smuda też pana zdaniem tak zrobił?
Trudno mi ocenić, bo nie byłem na zgrupowaniu. Niemniej niepokoi mnie trochę, gdy czytam, że piłkarzy bolą nogi. Mam nadzieję, że nie przesadził.
O selekcjonerze Franciszku Smudzie mówi się, że jest w czepku urodzony. To prawda?
Ma szczęście, bo większość podstawowych piłkarzy jest zdrowa i w formie. Przede wszystkim trójka z Borussii Dortmund, ale też Obraniak, Rybus czy Grosicki. Są w tej kadrze piłkarze, którzy wygrywają mecze, i tacy, którzy je remisują, jak Murawski, Dudka czy Polański. Problem jest z obroną, niemniej są powody do optymizmu.
Nie brakuje panu kogoś?
Smuda dobrze zrobił, że nie robił w ostatniej chwili rewolucji, tak jak Paweł Janas w 2006 r.
Nikt mnie nie przekona, że odsunięcie Dudka i Frankowskiego było dobrym pomysłem. Bez względu na to, w jakiej byli formie. Tamten mundial to była tragifarsa. Zawodnicy nie wytrzymali ponoć presji, bo za dużo przyjechało z Polski kibiców... Dziwne tłumaczenie jak na zawodowców. Chociaż z drugiej strony, jak oni mieli radzić sobie z presją, skoro patrzyli na ławkę i widzieli przerażoną minę trenera. To jego w pierwszej kolejności przerosło zadanie. Na tych mistrzostwach doszło do kuriozalnych sytuacji, chociażby wtedy, gdy trenerzy się zamknęli i nie wychodzili na konferencje prasowe, a piłkarze zamiast do kibiców, szli na ryby. Nie można aż tak odizolować się od świata.
Wracając do powołań - czy np. Artur Boruc i Michał Żewłakow nie powinni wrócić do kadry?
Oni akurat sami sobie zamknęli do niej drzwi. Podobnie Sławek Peszko. Inna sprawa, że w tym ostatnim przypadku Smuda przeszedł do historii. Chodzi mi o sposób załatwienia sprawy. Zamiast pojechać do klubu, porozmawiać z trenerem, dyrektorem sportowym i samym zawodnikiem, on pojechał na komisariat, żeby wypytywać niemieckich policjantów. To niepoważne.
A Paweł Brożek? To swoista ironia, bo cztery lata temu był w formie, ale na Euro nie pojechał. Teraz nie jest i jedzie.
Brożek zbyt łatwo zadowala się tym, co ma - brakuje mu determinacji, by walczyć o swoje miejsce. Zraził tym do siebie Beenhakkera, ale Smuda ma widocznie inne zdanie. Jego prawo.
Do sztabu kadry dołączył psycholog. To dobry pomysł?
Zaskakujący. Jeszcze kilka miesięcy temu Smuda mówił, że nie jest mu potrzebny, bo w kadrze nie grają wariaci. To akurat dobrze o nim świadczy, że wyciąga wnioski i potrafi zmienić zdanie. I to w tak dojrzałym wieku...
Zabrzmiało ironicznie.
Trochę tak, bo dopiero teraz podejmuje tak ważne decyzje. Jak trenerem był jeszcze Beenhakker, Smuda opowiadał, że on będzie miał psychologa, że będzie monitorował formę zawodników. Ale dajmy już mu spokój. Teraz możemy mu tylko życzyć powodzenia.
Porozmawiajmy więc o Euro. Kto jest pana faworytem?
Nie będę oryginalny: Niemcy, Hiszpania, Holandia.
O Hiszpanach mówi się jednak, że już nie wycisną z siebie tyle, co 2 i 4 lata temu.
Zgadzam się. Jeżeli wycisną, to będzie im się należeć wielkie chapeau bas. Tym bardziej że zagrają bez Carlesa Puyola i Davida Villi. Więcej szans daję Niemcom, bo mają świetnego trenera, młody zespół i są głodni sukcesu. Niespodziankę mogą sprawić Włosi, Francuzi także.
A Polska?
Myślę, że powinniśmy wyjść z grupy. Mamy dobry układ gier, bo na początek zagramy z Grecją.
Na niedocenianiu Grecji można się nieźle przejechać. Pamięta pan Euro 2004?
Ja akurat tyle bramek im strzeliłem, że wolno mi mówić takie rzeczy. W razie czego niech mnie wezmą na kolejnego trenera napastników (śmiech).
Są tacy, którzy mówią, że Frankowski - zamiast trenerem - powinien być podczas Euro piłkarzem. Inni uważają z kolei, że to niepoważny pomysł.
Biorąc pod uwagę, jaką pełni rolę w sztabie szkoleniowym, to by faktycznie było niepoważne. Patrząc jednak tylko na to, co prezentuje na boisku, to byłby świetny pomysł.
Bo nastrzelał goli w słabej polskiej lidze?
A Irek Jeleń w 2006 r. to gdzie niby gole strzelał? A jednak nie przeszkodziło mu to błyszczeć na mundialu. Mówimy przecież o roli zmiennika dla Roberta Lewandowskiego - kogoś, kto będzie wchodził na maksymalnie 15 - 20 min. Ze swoim spokojem i sprytem Tomek mógłby się przydać. Brakuje mi również Arka Piecha. To taki chłopak bez barier, myślę, że spokojnie by sobie poradził. Nie byłby gorszy od Kucharczyka, Brożka czy Sobiecha.
Ostatnio dużo się mówi, że Rafał Wolski powinien wyjechać za granicę. Nie za wcześnie?
Pytanie, czy ma jeszcze szanse rozwoju w Legii? Nie ma za wcześnie, wyjeżdżasz, jak jesteś gotowy. Cristiano Ronaldo i Cesc Fabregas, gdy trafili do Anglii, byli młodsi od Wolskiego. Kwestią jest tylko dobry wybór klubu. Robert Lewandowski - spójrzcie, ile dały mu treningi u Juergena Kloppa. Gra świetnie w Borussii. Czy byłby dziś takim piłkarzem, gdyby został w Lechu Poznań.
Jego klubowy kolega Łukasz Piszczek może trafić do Realu Madryt? Nie za wysokie progi?
Nie trzeba bać się marzeń, kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. A pociąg do takiego klubu jak Real odjeżdża tylko raz w życiu.
@RY1@i02/2012/106/i02.2012.106.00000160c.802.jpg@RY2@
Jan Frydrychowski/PAP
Dziekanowski: trener musi uważać, by na ostatniej prostej przed turniejem nie popsuć niczego w zespole
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu