Dziennik Gazeta Prawana logo

Jednakowe podwyżki dla wszystkich są nieracjonalne

3 lipca 2018

Rozmowa z dr. Aleksandrem Proksą, dyrektorem departamentu prawnego Narodowego Banku Polskiego, byłym prezesem Rządowego Centrum Legislacji

Ze sprawozdania szefa służby cywilnej za 2013 rok wynika, że zatrudnienie w administracji trzeci rok z rzędu spada. Tym razem o 500 etatów. Łącznie około 2400. Czy zwolnienia nie powinny być większe?

Z pewnością tak. Przecież rząd już w 2011 roku w drodze specjalnej ustawy zamierzał zmniejszyć zatrudnienie w administracji co najmniej o 10 proc. W korpusie służby cywilnej, liczącym ok. 122 tys. członków, powinno to być ok. 12 tys. osób, co nie oznacza, że tyle właśnie osób kierownicy urzędów powinni zwolnić. Są przecież tzw. naturalne procesy kadrowe, w tym emerytury, renty czy odejścia z inicjatywy samego urzędnika.

Należy jednak docenić to, że od trzech lat zatrudnienie w administracji rządowej generalnie nie wzrasta, lecz maleje. Okazuje się więc, że można zmniejszać liczbę urzędników bez konieczności cięć etatowych wymuszonych specustawą. Tej metodzie racjonalizacji zatrudnienia, wątpliwej zarówno co do istoty, jak i sposobu jej przeprowadzenia, sprzeciwił się wówczas Trybunał Konstytucyjny. Dobrze, że kancelaria premiera monitoruje stan zatrudnienia w administracji rządowej i co kwartał żąda od kierowników urzędów informacji o stanie zatrudnienia. Te nie są jednak pełne, bo nie zawierają np. danych o liczbie osób zatrudnionych w danym urzędzie na podstawie umów-zleceń lub o dzieło. Ten segment zatrudnienia nie podlega wspomnianej kontroli. A powinien, skoro na podstawie umów cywilnoprawnych można pracować przez wiele lat i takie umowy są często w praktyce zawierane przez wiele instytucji.

Dlaczego pan uważa, że zwolnienia powinny być większe?

Informatyzujemy administrację publiczną i ten proces, choć nadal w niezdowalającym tempie, ale postępuje. Większość spraw będzie można już wkrótce załatwić przy pomocy e-maila i podpisu elektronicznego, a to powinno się wiązać ze zmniejszeniem liczby urzędników. Inaczej wprowadzanie tej informatycznej rewolucji nie ma większego sensu. Dyrektorzy generalni nie muszą jednorazowo zwalniać 10 proc. urzędników, bo instytucje państwowe nie lubią takich nagłych akcji. Można jednak systematycznie co roku ciąć etaty o blisko 5 proc., czyli o tyle, ile średnio każdego roku notuje się naturalnych odejść z administracji rządowej. Nie muszą to więc być wyłącznie zwolnienia. Wystarczy, że w miejsce pracowników odchodzących na emeryturę lub do sektora prywatnego nie zostaną zatrudnieni nowi, a jeśli istnieje taka konieczność, to w pewnej proporcji, np. przez obsadzenie nie więcej niż 1/3 zwolnionych etatów.

Wieloletni Plan Rządu zakłada, że do końca 2016 roku płace w sferze budżetowej będą zamrożone. Członkowie korpusu służby cywilnej są jedyną grupą w sektorze publicznym, której od 2009 roku nie wzrastają płace, nawet o wskaźnik inflacji. Czy to prawidłowe działanie?

Tak, ale z pewnymi zastrzeżeniami. Dyrektorzy generalni na pewno mają świadomość jeśli nie kryzysu, to gospodarczego spowolnienia i niełatwej sytuacji ekonomicznej. Zamrożenie funduszu płac oparte było jeszcze na założeniach, jakie urzędy przedstawiały przy jego planowaniu. Były więc takie, które wykazywały, że w urzędzie ma być 250 etatów, a obsadzonych było 200. Środki otrzymywały na całe 250. Urzędy miały więc realną możliwość podwyżek płac indywidualnych, obsadzania wolnych etatów czy przyznawania wysokich nagród. Obecne zaciskanie pasa być może zmusi dyrektorów generalnych do podjęcia odpowiednich działań menedżerskich. Jeśli zechcą podwyższyć wynagrodzenie, np. najlepszym urzędnikom, to powinni dokonać tego za pomocą zmniejszenia liczby etatów. Warto też przy tej okazji przeprowadzić wewnętrzny audyt i sprawdzić, czy wszystkie stanowiska są niezbędne i jednakowo obłożone pracą.

Każdy urzędnik zdaje sobie sprawę, że w urzędzie można wygospodarować dodatkowe środki. W ubiegłym roku średnie płace na kierowniczych stanowiskach wzrosły o 170 zł. A w całej administracji o średnio 40 zł. Mówi się też, że kierownicy otrzymują wysokie nagrody. Czy na tym powinno polegać racjonalizowanie zatrudnienia?

Z pewnością nie. Przy przyznawaniu nagród muszą obowiązywać przejrzyste i możliwie jednoznaczne zasady. Nie powinno być tak, że pracownik szeregowy otrzymuje 200 - 300 zł nagrody kwartalnej, a dyrektor 20 tys. zł.

Pełnomocnik rządu do spraw równego traktowania kobiet i mężczyzn jest przeciwny ujawnianiu wysokości nagród. Ale pojawiły się rozstrzygnięcia sądowe, zgodnie z którymi można publikować informacje na ten temat. Czy pracownicy powinni mieć informacje o wysokości bonusów?

Warto się nad tym zastanowić. Zapewne upublicznienie jednostkowej wysokości nagród pozwoliłoby wyeliminować jawne patologie. Z drugiej jednak strony mogłoby dochodzić do sytuacji, że większość urzędników otrzymywałaby bonusy w tych samych wielkościach. A nie o to chodzi. Z pewnością jednak w urzędach powinny być wypracowane jasne kryteria przyznawania nagród. Dyrektor przy podziale świadczenia powinien także wskazywać jego najniższą i najwyższą wysokość.

Członkowie korpusu służby cywilnej mają prawo domagać się podwyżek, bo po raz kolejny przy ocenie okresowej wykazali, że są dobrymi pracownikami. Na ponad 80 tys. ocenianych tylko ponad 200 osób zostało negatywnie zweryfikowanych, w tym tylko 9 otrzymało notę poniżej oczekiwań. Czy to oznacza, że w administracji rządowej pracują sami fachowcy?

Doświadczenie uczy, że niekoniecznie. Blisko 100 proc. ocenianych z wynikiem pozytywnym skłania co najmniej do zastanowienia. Tym bardziej że przecież w urzędzie, jak w każdym zakładzie pracy, można wskazać dobrze i słabiej pracujące osoby. Swoistą winę za to ponoszą zwykle bezpośredni przełożeni, którzy z różnych i nie zawsze racjonalnych powodów (np. przesadnej obawy o konflikt w zespole), są pobłażliwi i wyrozumiali wobec swoich podwładnych.

Jak więc zobiektywizować ocenę okresową?

Dyrektorzy generalni powinni zwrócić uwagę dyrektorom, naczelnikom itd., że ocena okresowa pracowników danej komórki organizacyjnej ma być przeprowadzona obiektywnie i uwzględniać rzeczywisty stopień wypełniania powierzonych pracownikom zadań . Nie może się zatem sprowadzać do wystawienia wszystkim tej samej noty.

Rząd w ubiegłym roku rozpoczął pracę nad zmianą przepisów w kwestii przeprowadzania ocen dla urzędników. Część urzędów krytycznie się odniosła do tych zmian. Padały argumenty, że już mają wypracowaną ścieżkę weryfikowania pracy urzędników i chcą, aby tak zostało. Co się powinno zmienić?

Ocena powinna być dostosowana do stanowiska. Nie może też sprowadzać się do wypełniania sterty dokumentów. Na całościową ocenę dokonywaną raz na dwa lata powinna mieć wpływ codzienna obserwacja i tzw. noty cząstkowe. Ocenianie jest prawidłowe, jeśli rzeczywiście pozwala wyłonić najlepszych urzędników, ale i wskazać outsiderów. Oczywiście oceny okresowe nie mogą być narzędziem do pozbywania się osób niewygodnych.

Warto się zastanowić nad upublicznieniem wysokości nagród przyznawanych w administracji rządowej. Nie powinno być tak dużej dysproporcji w ich wysokości między dyrektorami a pozostałymi pracownikami

@RY1@i02/2014/112/i02.2014.112.088000500.802.jpg@RY2@

artur chmielewski

dr Aleksander Proksa dyrektor departamentu prawnego Narodowego Banku Polskiego

Rozmawiał Artur Radwan

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.