Emerytura obywatelska wchodzi bocznymi drzwiami. Składki coraz mniej istotne
Po obniżeniu wieku emerytalnego mnożą się propozycje wprowadzenia emerytury obywatelskiej. Czyli stałej, równej kwoty wypłacanej każdemu obywatelowi po ukończeniu przez niego określonego wieku bez spełnienia żadnych warunków stażu pracy
Wszystkim po równo, wpłaty się nie liczą
W związku z ostatnią reformą przywracającą poprzedni, niższy wiek emerytalny ZUS przyjrzał się bliżej wysokościom emerytur. Okazało się, że tendencja jest malejąca i za jakiś czas większość świadczeń będzie oscylować wokół minimalnej emerytury, która obecnie wynosi 1029,80 zł. Według ostatnich danych świadczenia w takiej właśnie wysokości pobiera 151,6 tys. osób na 5,5 mln emerytów. Nie wydaje się to na razie dużo, ale jak zwraca uwagę Łukasz Kozłowski, ekspert ekonomiczny Pracodawców RP, taką emeryturę będzie otrzymywać w przyszłości większość kobiet, jeśli wiek emerytalny pozostanie na obecnym poziomie.
Warto też zwrócić uwagę na medianę emerytur wypłacanych z ZUS. W 2016 r. wynosiła ona jedynie 1834,40 zł brutto, co oznacza, że tylko połowa osób pobierających to świadczenie otrzymywała wyższą kwotę. Gdy weźmiemy pod uwagę tylko kobiety, liczby okazują się jeszcze bardziej niepokojące. W ich przypadku mediana wynosi zaledwie 1590,68 zł brutto, a więc niewiele ponad 1300 zł netto. A kwoty rzędu 1000 zł netto proponuje się jako punkt wyjścia do dyskusji o emeryturze obywatelskiej. W przypadku jej wprowadzenia składki, przynajmniej emerytalne, uległyby likwidacji. Wszystkim zostawałoby więcej w portfelu, a chętni mogliby oszczędzać dodatkowo. Podobno zwolennikami takiego systemu są czołowi politycy PIS, ale jak wielokrotnie podkreślał resort pracy, żadne prace legislacyjne w tym kierunku nie są prowadzone.
Co to takiego
Na czym polega emerytura obywatelska? Najczęściej pod tym pojęciem rozumiane jest świadczenie wypłacane z budżetu dla osoby, która ukończyła określony wiek. Nie ma znaczenia, czy wcześniej pracowała i ile zarabiała. Jak tłumaczy prof. Inetta Jędrasik-Jankowska z Uniwersytetu Warszawskiego, takie świadczenie jest oparte na zupełnie innym modelu zabezpieczenia społecznego - na systemie zaopatrzeniowym (a więc świadczeniach wypłacanych z budżetu), a nie ubezpieczeniowym (uzależnionym od odprowadzonych składek).
W tej dyskusji jako wzór stawiana jest Kanada, która od dłuższego czasu wypłaca emerytury obywatelskie. Nie wszyscy zwolennicy tego systemu zdają sobie jednak sprawę, że emerytura obywatelska to niejedyne świadczenie wypłacane po zakończeniu kariery zawodowej w kraju klonowego liścia. Istnieje w nim bowiem także drugi, obowiązkowy filar oparty na systemie składkowym - osoby pracujące, podobnie jak w Polsce, opłacają składki, a ich emerytura jest uzależniona od tego, ile zarabiali. Ponadto istnieje trzeci filar, czyli prywatne sposoby oszczędzania. Nie mają więc racji więc ci, którzy twierdzą, że w Kanadzie wypłacana jest tylko emerytura obywatelska. Podobnie mylą się ci, którzy myślą, że w Polsce emerytura z ZUS jest uzależniona tylko od uzyskiwanego wynagrodzenia i odprowadzanych od niego składek. Wiele polskich przepisów pozwala na uzyskanie wyższego świadczenia, niż wynikałoby to tylko z osobiście wypracowanych składek, a różnica uzupełniana jest ze środków publicznych. Zbliża to więc już polski system do modelu zaopatrzeniowego. Przy czym rząd wprowadza coraz więcej takich rozwiązań. Czy więc emerytura obywatelska staje się faktem, chociaż nikt jej tak (jeszcze) nie nazywa? Wiele wskazuje na to, że tak.
Dla matek z czwórką dzieci
Jako pierwszy przykład można wskazać najnowszą rządową propozycję przyznawania emerytury minimalnej, niezależnej od lat pracy, kobietom, które urodziły i wychowały przynajmniej czwórkę dzieci. W połowie kwietnia przedstawił ją premier Mateusz Morawiecki na konwencji PiS (inaugurującej niejako kampanię przed wyborami samorządowymi). Propozycja emerytalna została zaprezentowana jako jeden z elementów słynnej już "Piątki Morawieckiego", czyli planu partii rządzącej na najbliższe lata.
Nie znamy jeszcze szczegółów zapowiedzianego rozwiązania. Nie oceniając samej zasadności wprowadzenia takiego mechanizmu - który nie jest zresztą na świecie nowością - można jedynie stwierdzić, że to rozwiązanie podobne do emerytury obywatelskiej. Jak zapowiedziano, świadczenie ma być przyznawane bez względu na staż pracy czy odprowadzone składki. Można się więc spodziewać, że nawet jeśli kobieta nie była nigdy ubezpieczona, to otrzyma minimalną emeryturę. Przypomnijmy, że aby ją uzyskać w normalnym trybie, kobieta musi legitymować się 20-letnim stażem ubezpieczeniowym, a mężczyzna 25-letnim. Nawet gdy suma zgromadzonych składek jest tak niska, że ZUS musiałby przyznać emeryturę niższą niż minimalna, jest ona do tego poziomu podwyższana. Podwyższenie emerytury do gwarantowanej kwoty jest finansowane z budżetu państwa.
Ktoś powie, że przecież matkom postawiono warunek - urodzenie i wychowanie kilkorga dzieci. Owszem, jest to wymóg, ale nie jest to kryterium używane w sferze ubezpieczeń społecznych. Przepisy ubezpieczeniowe przewidują w zasadzie tylko dwa kryteria uzyskiwania świadczeń emerytalnych: wiek i staż ubezpieczeniowy. Prawdopodobnie w przypadku tych kobiet warunek ukończenia powszechnego wieku emerytalnego będzie pozostawiony, tak zrobiono w krajach, gdzie wprowadzono emerytury obywatelskie.
@RY1@i02/2018/091/i02.2018.091.18300080a.801(c).jpg@RY2@
Świadczenia na jesień życia i ich finansowanie
Urodzenie i wychowanie na równi z pracą
W polskich przepisach istnieją już zasady mające zminimalizować negatywny wpływ urodzenia i wychowywania dzieci na stan konta w ZUS. Do takich należy przede wszystkim finansowanie składek emerytalnych za osoby pobierające zasiłek macierzyński. Podstawą wymiaru takich składek jest kwota pobieranego zasiłku. Składki te finansuje budżet państwa, a więc wszyscy podatnicy. Co ciekawe, taka osoba może dorabiać, a podjęcie dodatkowego zatrudnienia nie wyklucza dalszego finansowania składek z budżetu.
Kolejnym takim przykładem jest finansowanie składek za osoby, które przebywają na urlopie wychowawczym. Podstawa ich wymiaru jest uzależniona od zarobków danej osoby, ale nie może być wyższa niż 60 proc. przeciętnego ani niższa niż 75 proc. minimalnego wynagrodzenia. Z tego samego źródła są finansowane składki także za osoby, które nie pracowały na etacie, a więc nie mają prawa do urlopu wychowawczego w rozumieniu kodeksu pracy, ale również zrezygnowały z pracy zarobkowej (która jednak musiała trwać co najmniej 6 miesięcy), aby opiekować się dzieckiem. Dotyczy to m.in. przedsiębiorców, zleceniobiorców, współpracowników. Budżet państwa finansuje za nich składki obliczone od podstawy wynoszącej maksymalnie 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Z tego samego źródła finansowane są również składki za osoby, które nie spełniają warunku wcześniejszej pracy zarobkowej, ale też opiekują się dzieckiem - z tą jednak różnicą, że podstawa wymiaru ich składek wynosi zaledwie 75 proc. minimalnego wynagrodzenia. Z rodzicielstwem związany jest także kolejny przykład finansowania składek przez budżet - opłacanie części składek za nianie zatrudniane na podstawie umowy uaktywniającej.
Bezrobotni i opiekunowie
Powyższe przypadki to nie jedyne sytuacje, gdy składki finansowane są ze środków publicznych. Tak jest np. również wtedy, gdy chodzi o bezrobotnych pobierających zasiłek z powiatowego urzędu pracy. Składki są finansowane z Funduszu Pracy. Tak samo są finansowane składki za osoby pobierające stypendium na podstawie przepisów o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy w okresie odbywania studiów podyplomowych. Składki za osoby rezygnujące z zatrudnienia z powodu konieczności sprawowania opieki nad ciężko chorym członkiem rodziny finansują z kolei ośrodki pomocy społecznej. Za osoby pobierające świadczenie pielęgnacyjne, specjalny zasiłek opiekuńczy albo zasiłek dla opiekuna składki finansuje wójt (burmistrz lub prezydent miasta). Są one jednak opłacane od niskich podstaw, co w przyszłości przełoży się na bardzo niskie emerytury.
W skali całego roku budżet państwa przekazuje do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych składki za setki tysięcy osób. Jak podaje ZUS, obecnie z tytułu chociażby przebywania na urlopie wychowawczym ubezpieczeniu podlega 104,7 tys. osób, a z tytułu pobierania zasiłku dla bezrobotnych - 240,1 tys. osób.
!Wiele polskich przepisów pozwala na uzyskanie wyższego świadczenia, niż wynikałoby to tylko z osobiście wypracowanych składek, a różnica uzupełniana jest ze środków publicznych. Zbliża to polski system do modelu zaopatrzeniowego. Do tego rząd wprowadza coraz więcej takich rozwiązań.
Zagrożeni przedsiębiorcy
Na przewidywane spłaszczenie wysokości emerytur ma też wpływ sposób opłacania przez przedsiębiorców składek za nich samych. Uiszczane przez nich zryczałtowane składki w przyszłości będą miały odzwierciedlenie w niskim stanie konta w ZUS, co z kolei będzie oznaczało konieczność podwyższenia obliczonych na jego podstawie emerytur do kwot gwarantowanych.
Przepisy, które obowiązywały do 30 kwietnia 2018 r., kiedy weszła w życie Konstytucja biznesu, przewidywały dwie minimalne podstawy wymiaru składek dla przedsiębiorców. Pierwsza, zwana małym ZUS, to 30 proc. minimalnego wynagrodzenia. A to oznacza miesięcznie jedynie 199,34 zł składek na ubezpieczenie społeczne (z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym) i dodatkowo 319,94 zł składki zdrowotnej w większości odliczanej od podatku dochodowego. Składka emerytalna to więc zaledwie 122,98 zł. Okres opłacania tak niskiej składki wlicza się jednak do okresu ubezpieczenia, który później uprawnia do otrzymania emerytury minimalnej. Przedsiębiorca traci prawo do opłacania tak niskich składek po upływie 24 miesięcy od rozpoczęcia prowadzenia działalności. Wówczas już musi je opłacać od podstawy wymiaru wynoszącej nie mniej niż 60 proc. przeciętnego wynagrodzenia. Składka emerytalna w takim przypadku wynosi 520,36 zł.
Prawo do opłacania zryczałtowanych składek miało w założeniu wynagrodzić przedsiębiorcom ryzyko, jakie ponoszą w związku z prowadzeniem działalności gospodarczej. Nawet jeśli zarobią sporo, nie zapłacą więcej. Mogą, co prawda, dobrowolnie podwyższyć podstawę wymiaru składek, ale niewiele osób się na to decyduje.
W małej firmie składka od przychodu
Problem mają osoby prowadzące działalność, dla których składki nawet w minimalnej wysokości są zbyt duże. Aby im ulżyć, rząd zapowiedział prace nad uzależnieniem wysokości składki od osiąganego przychodu. Zmiana miałaby jednak dotyczyć tylko tych przedsiębiorców, którzy osiągają przychód nie większy niż dwuipółkrotność minimalnego wynagrodzenia. Powyżej tego progu składki nadal byłby płacone ryczałtowo. Przedsiębiorcy z przychodami poniżej tego limitu nie mogliby jednak płacić składek mniejszych niż aktualny mały ZUS. Tyle założenia. Pojawiły się bowiem obawy, że zmniejszy to przychody FUS. Premier jednak podkreślił, że tak nie musi być, bo wiele osób wyjdzie z szarej strefy. Nawet jeśli tak będzie, to może się okazać, że przez wiele lat będą one płacić minimalną składkę emerytalną na poziomie obecnych 122,98 zł lub niewiele wyższą. Propozycja rządu nastawiona jest więc na wciągnięcie jak największej liczby osób do systemu ubezpieczeniowego, nawet kosztem dopłacania do ich przyszłych świadczeń przez podatników. Nie trzeba bowiem przeprowadzać skomplikowanych symulacji, aby zauważyć, że tak niskie składki nie będą i nie mogą być ekwiwalentem otrzymywanego w przyszłości świadczenia emerytalnego. Przy zachowaniu obecnego systemu emerytalnego, jeśli te osoby osiągną odpowiedni staż, to także otrzymają gwarancję wypłaty minimalnej emerytury. Przypomnijmy: w 2018 r. wynosi ona 1029,80 zł, a więc ponad ośmiokrotnie więcej niż najniższa składka emerytalna oraz dwukrotnie więcej niż składka opłacana po upływie 24-miesięcznego okresu ulgi składkowej. Gdyby zapowiedzi rządu się sprawdziły i część prowadzących działalność wyszłaby z szarej strefy, oznaczałoby to z jednej strony zwiększenie wpływów podatkowych, ale z drugiej obciążenie FUS wypłatą świadczeń dla osób, które wpłaciły do niego relatywnie mało. Dodatkowe obciążenie tego funduszu sprawiłoby, że powiększyłby się jego deficyt, który musiałby zostać pokryty przez budżet państwa, a więc wszystkich podatników.
Jak to się robi w innych krajach
@RY1@i02/2018/091/i02.2018.091.18300080a.802.jpg@RY2@
Kanadyjski system emerytalny, wskazywany w wielu dyskusjach jako modelowy, opiera się na trzech filarach:
1. Gwarantowana emerytura obywatelska (system zaopatrzeniowy).
2. Emerytura zależna od osiąganych wynagrodzeń (system ubezpieczeniowy).
3. Prywatne plany emerytalne.
Dzięki temu wiele osób w tym kraju nie odczuwa finansowo przejścia na emeryturę.
Obywatele i rezydenci Kanady, którzy legitymują się odpowiednio długim stażem pobytu w tym kraju, mają prawo do specjalnego świadczenia - Old Age Security (OAS). Wystarczy, że ukończą 65 lat, a będzie im wypłacane, nawet jeśli w swoim życiu nie wpłacili żadnej składki albo nadal pracują. OAS jest wypłacane z budżetu państwa, a więc finansują je wszyscy podatnicy.
Wysokość OAS uzależniona jest od długości zamieszkania w Kanadzie i maksymalnie może wynosić 589,59 dolarów kanadyjskich (CAD), a więc niespełna 1600 zł. To niewiele, biorąc pod uwagę, że minimalna stawka za godzinę pracy waha się od 10,96 do 14 CAD (od ok. 30 do 38 zł) w zależności od prowincji. Chociaż pobierając OAS, można dorabiać, to jeśli dodatkowe przychody przekroczą dozwolony pułap, wypłata OAS jest zawieszana.
To nie wszystkie świadczenia, na jakie można liczyć. Otrzymując OAS, można ubiegać się także o dodatki:
● Guaranteed Income Supplement - wypłacany, gdy dochód wnioskodawcy jest zbyt niski i wynosi maksymalnie 880,61 CAD (ok. 2378 zł) dla osoby samotnej lub takiej, której małżonek (partner) nie otrzymuje OAS, lub 530,12 CAD (ok. 1430 zł), jeśli małżonek (partner) otrzymuje OAS lub Allowance;
● Allowance - wynosi maksymalnie 1119,71 CAD (ok. 3024 zł) i jest przyznawany osobom pozostającym w związku małżeńskim lub partnerskim, jeśli osiągają niski dochód;
● Allowance for the Survivor - wynosi maksymalnie 1334,72 CAD (ok. 3600 zł) i jest wypłacany wdowie (wdowcowi) lub osobie, której partner zmarł, jeśli osiągany dochód jest zbyt niski.
Oprócz OAS osoby pracujące mogą uzyskać emeryturę, której wysokość jest uzależniona od osiąganych zarobków (odprowadzanych składek). Prawo do tej emerytury nie pozbawia prawa do OAS.
Wiek emerytalny w Kanadzie to 65 lat, jednak emeryturę można uzyskać już od 60. roku życia - jest ona wtedy zmniejszona. Jeśli wnioskodawca złoży wniosek później, maksymalnie do ukończenia 70. roku życia, może liczyć na jej zwiększenie.
Wysokość emerytury jest uzależniona od średnich zarobków w trakcie aktywności zawodowej. Ciekawym rozwiązaniem jest to, że przepisy pozwalają przy wyliczaniu tej średniej pominąć lata z najniższymi zarobkami (maksymalnie 8 lat). Jeśli ubiegający się o emeryturę w przeszłości zrezygnował na jakiś czas z pracy lub zatrudnienia w pełnym wymiarze z powodu wychowywania dzieci, okresy te mogą również zostać pominięte.
Pobieranie świadczeń z systemu zaopatrzeniowego i ubezpieczeniowego może jednak nie wystarczyć, aby zapewnić sobie na emeryturze odpowiedni poziom życia. Kanadyjczycy oszczędzają więc dodatkowo. Oszczędzanie w formie zorganizowanej możliwe jest poprzez przystąpienie do zakładowych programów emerytalnych, indywidualnych planów emerytalnych lub w ramach wolnych od podatku kont oszczędnościowych.
@RY1@i02/2018/091/i02.2018.091.18300080a.803.jpg@RY2@
System emerytalny w Nowej Zelandii opiera się na trzech filarach:
●
Wypłacana każdemu, kto osiągnął wiek emerytalny (65 lat) i mieszkał w Nowej Zelandii wystarczająco długo. Nie jest wymagany staż pracy ani przerwanie zatrudnienia. Jej wysokość nie jest uzależniona od zarobków.
●
Można tu oszczędzać w ramach systemu stworzonego przez państwo albo tylko poprzez prywatne programy. Ten filar opiera się na opłacanych składkach.
●
@RY1@i02/2018/091/i02.2018.091.18300080a.804.jpg@RY2@
System emerytalny w USA opiera się na trzech filarach:
●
Podobnie jak w Polsce składki płacone są jako procent od wynagrodzenia. Wysokość emerytury jest więc zależna od osiąganego wynagrodzenia, od którego płacone są składki, a także od stażu pracy.
●
Ubezpieczenia te prowadzone są przez pracodawców w systemie zdefiniowanej składki (świadczenia zależą od wysokości składek wpłacanych przez pracowników i pracodawców) albo zdefiniowanego świadczenia (wysokość emerytury zależy od stażu pracy i wynagrodzenia).
●
Środki na nich zgromadzone można wypłacać tylko w określonych przypadkach (np. osiągnięcia wieku emerytalnego). W przeciwnym wypadku podlegają wysokiemu opodatkowaniu.
Wiek emerytalny jest równy dla obu płci i stopniowo wydłużany z 65 do 67 lat.
Amerykański system nie przewiduje wypłaty emerytury obywatelskiej.
ⒸⓅ
Działalność nieewidencjonowana i ulga na start
Jak wspomnieliśmy wcześniej, 30 kwietnia 2018 r. wszedł w życie pakiet ustaw zmienionych lub uchwalonych w ramach Konstytucji biznesu. Ustawę o swobodzie działalności gospodarczej zastąpiło prawo przedsiębiorców (ustawa z 6 marca 2018 r.; Dz.U. poz. 646), które wprowadziło pojęcia działalności nieewidencjonowanej i ulgi na start. Działalność nieewidencjonowana to działalność, z której miesięczny przychód nie przekracza połowy minimalnego wynagrodzenia (1050 zł). Nie trzeba jej rejestrować, a co za tym idzie, nie trzeba opłacać składek. Ulga na start to z kolei prawo do nieopłacania składek na ubezpieczenie społeczne przez pierwsze 6 miesięcy od rozpoczęcia prowadzenia działalności gospodarczej. Przedsiębiorca nie podlega w takim przypadku ubezpieczeniom społecznym podobnie jak osoba prowadząca działalność nieewidencjonowaną. Różnica jest tylko taka, że płaci składkę zdrowotną. Opisane wyżej zagrożenia pozostają więc aktualne również w przypadku nowych rozwiązań. Możliwość prowadzenia działalności zarobkowej bez podlegania przy tym ubezpieczeniom przełoży się na niższe świadczenia emerytalne, a okres pozostawania poza systemem skróci okres wpłacania składek do FUS.
WAŻNE
Rząd zapowiedział prace nad uzależnieniem wysokości składki od osiąganego przychodu. Takie składki mieliby płacić ci przedsiębiorcy, którzy osiągają przychód nie większy niż 250 proc. minimalnego wynagrodzenia. Nie mogliby jednak zapłacić mniej, niż wynosi aktualny mały ZUS - a w nim składka emerytalna to 122,98 zł. Propozycja ta nastawiona jest na wciągnięcie jak największej liczby osób do systemu ubezpieczeniowego, nawet kosztem dopłacania do ich przyszłych świadczeń przez podatników.
Dla wszystkich po równo?
Pojawiają się pytania, czy nie lepiej i prościej wprowadzić gwarantowane świadczenie dla każdego obywatela po ukończeniu określonego wieku, zamiast i tak dofinansowywać FUS ze środków publicznych? Nie tylko w postaci bezpośredniego pokrywania deficytu w tym funduszu (mówiąc dosadniej: zasypywania dziury w finansach ZUS), ale także opłacania składek za wiele grup. Obecny system, jak zauważa prof. Jędrasik-Jankowska, jest bowiem systemem hybrydowym, a ustawodawca powinien zdecydować, czy chce wypłacać świadczenia na starość z systemu ubezpieczeniowego opartego na FUS, czy z budżetu. Profesor sugeruje przy tym, aby ograniczyć liczbę grup, za które składki są finansowane z budżetu. Podkreśla jednak, że przyjęcie wprost emerytury obywatelskiej i likwidacja składek nie będzie magiczną receptą na dużo wyższe zarobki, bo w tej sytuacji zapewne musiałyby zostać podwyższone podatki. Zaznacza, że wypłacane z budżetu świadczenia byłyby niskie, ale za to równe. Na tendencję ustawodawcy do takiego spłaszczania świadczeń zwraca uwagę również Andrzej Radzisław, radca prawny. Jego zdaniem świadczy o tym m.in. dokonywanie kwotowej waloryzacji emerytur specjalnie uchwalanymi w tym celu przepisami. Zauważmy bowiem, że zasadą jest wynikająca z ustawy z 17 grudnia 1998 r. o emeryturach i rentach z FUS (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1383 ze zm.) waloryzacja procentowa, co pozwala na zachowanie różnic między wysokością emerytur zgodnie z odprowadzanymi składkami. Waloryzacja kwotowa powoduje zaś, że różnice te zmniejszają się, bo najwięcej zyskują pobierający najniższe świadczenia.
Na potwierdzenie zamiaru rządzących jak największego wyrównywania świadczeń minister pracy Elżbieta Rafalska oświadczyła 8 maja, że resort (po raz kolejny) rozważy zwiększenie najniższych świadczeń emerytalnych o kwoty wyższe, niż wskazywałaby na to ustawowa waloryzacja. Tymczasem, jak podkreśla Andrzej Radzisław, reforma emerytalna z 1998 r. miała na celu właśnie uzależnienie wysokości emerytury od zgromadzonych podczas całej kariery zawodowej środków. Wprowadzenie czystego systemu zaopatrzeniowego, opartego wyłącznie na wypłacanym z budżetu świadczeniu (emeryturze obywatelskiej), byłoby krokiem w przeciwną stronę. Wielu ekspertom taki pomysł się nie podoba i dostrzegają wiele niebezpieczeństw z tym związanych. Jak zauważa dr Tomasz Jedynak z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, perspektywa gwarantowanego świadczenia osłabiłaby motywację do legalnej pracy. Skoro i tak podatnicy zrzucaliby się na emeryturę równą dla wszystkich, to wiele osób nie będzie widziało konieczności dokładania się do wspólnego worka. W takim systemie jeszcze mocniej zostałaby wyrażona zasada solidarności społecznej - bogaci płaciliby wyższe podatki, a dostawaliby takie samo świadczenie. W obecnym systemie, opartym na FUS, emerytury w pewnym stopniu odzwierciedlają różnice we wpłacanych składkach, chociaż będą się one zacierać. Z kolei zdaniem Łukasza Kozłowskiego na wprowadzenie emerytury obywatelskiej jest za późno, bo dokonaliśmy już wyboru modelu emerytalnego w 1998 r. Na tak radykalnych zmianach, jak przejście na model zaopatrzeniowy, ktoś musiałby stracić - albo przyszłe pokolenia, albo już pracujący.
Wygląda więc na to, że emerytura obywatelska nie jest optymalnym rozwiązaniem, a jej wprowadzenie może przynieść więcej szkody niż pożytku. Czy więc nie ma innego wyboru niż pozostanie przy istniejącym systemie, który z jednej strony zachęca do odprowadzania składek i wpływania na wysokość swojej emerytury, ale z drugiej i tak zakłada, że wiele osób sobie z tym nie poradzi?
@RY1@i02/2018/091/i02.2018.091.18300080a.101(c).jpg@RY2@
Joanna Śliwińska
radca prawny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu