Nowe przepisy lepiej ochronią przed nadużyciami
Prof. Łukasz Pisarczyk Związki zawodowe i pracodawca mogliby uzgadniać maksymalny okres trwania umów na czas określony w danej firmie
Minister pracy zapowiedział w Sejmie, że umowy terminowe z jednym pracodawcą nie będą mogły być dłuższe niż 36 miesięcy. Jak pan ocenia tę propozycję?
Obecnie stosowana konstrukcja ochronna przed nadużywaniem umów na czas określony okazała się nieskuteczna. W wielu przypadkach wykorzystywano je niezgodnie z ich społeczno-gospodarczym przeznaczeniem, bo jedynym uzasadnieniem dla ich zawarcia było to, aby łatwiej było je wypowiedzieć. Zapowiadany przez ministra pracy 36-miesięczny okres zatrudniania na podstawie umowy na czas określony wydaje się dosyć długi. Są kraje, gdzie ustawodawca ograniczył go do 24 miesięcy. Jednak z perspektywy celu, jakim jest ochrona zatrudnionych przed długotrwałymi umowami terminowymi, wprowadzenie maksymalnego okresu wydaje się instrumentem bardziej skutecznym od obecnych rozwiązań.
Sztywne ograniczenie czasu trwania umów może być niekiedy problemem dla samych pracowników.
Z pewnością da się określić sytuacje, w których uzasadnione byłoby dłuższe zatrudnienie na czas określony niż to proponowane przez resort pracy. Mamy jednak umowę na czas wykonywania określonej pracy, myślę, że ten rodzaj kontraktu nadal będzie w obrocie prawnym. Dzięki niemu możliwe będzie w pewnych przypadkach zatrudnienie dłuższe niż 36 miesięcy. Nie wiemy też, czy rząd nie zaproponuje pewnych wyjątków wynikających z charakteru działalności i obiektywnych przesłanek. Takie rozwiązanie byłoby zgodne z unijnymi dyrektywami. Oczywiście, ten katalog wyjątków musiałby być dość wąski i zamknięty.
W propozycjach partnerów społecznych pojawiał się pomysł, by na szczeblu zakładu pracy można było negocjować i uzgadniać inny od kodeksowego okres trwania umów na czas określony.
Dobrym rozwiązaniem mogłoby być danie możliwości ukształtowania okresów, na jakie są zawierane umowy terminowe, poprzez autonomiczne decyzje partnerów społecznych na szczeblu zakładu pracy. Oni lepiej znają warunki, w jakich jest świadczona praca. Oczywiście takie rozwiązanie można wprowadzić, gdy o jego zastosowaniu w zakładzie decydują prawdziwi partnerzy społeczni. Nie wyobrażam sobie sytuacji, by decyzję o wydłużeniu okresów trwania kontraktów terminowych mieli podejmować przedstawiciele załogi wyłaniani ad hoc. Uważam, że stroną rozmów powinny być związki zawodowe, a ich efekt stać się elementem układu zbiorowego. Dodatkową korzyścią byłoby więc odświeżenie dialogu na szczeblu zakładu pracy. Niestety, przedstawiciele załogi, którzy nie mają ochrony przed wypowiedzeniem i często rzeczywistego mandatu od pracowników, nie dają gwarancji, że uzgodnione przez nich porozumienia będą zgodne z interesem zatrudnionych.
Wiele umów zostało zawartych na czas dłuższy niż proponowane 36 miesięcy. Czy będą one biegły dalej, czy też ustawodawca postanowi, że po jakimś czasie zamienią się w umowy na czas nieokreślony?
Kluczowy będzie cel, jaki ustawodawca chce osiągnąć. Uważam, że ze względu na intencję rządu, jaką jest szybkie ograniczenie nadużyć, zostanie wprowadzone rozwiązanie, zgodnie z którym wszystkie umowy dłuższe zamienią się z mocy prawa w umowy na czas nieokreślony po upływie 36 miesięcy od dnia wejścia w życie nowych przepisów. Oczywiście przepisy retroaktywne mogą budzić emocje, ale już przy ustawie antykryzysowej ustawodawca zaingerował w status trwających umów terminowych.
@RY1@i02/2014/167/i02.2014.167.18300070a.802.jpg@RY2@
FOT. WOJTEK GÓRSKI
Prof. Łukasz Pisarczyk, of counsel w Kancelarii Raczkowski i wspólnicy
Rozmawiał Tomasz Zalewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu