Jednolity kontrakt receptą na zatrudnienie poza etatem
Powinniśmy ograniczać liczbę osób, które są poza systemem zatrudnienia, choć świadczą pracę
fot. Materiały prasowe
Andrzej Kubisiak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego
Czy fakt, że na rynku pracy istnieją tzw. elastyczne formy zatrudnienia, należy ocenić pozytywnie czy negatywnie? Bo wydaje się, że w czasie kryzysów działają one nieco jak stabilizator: ludzie co prawda może tracą etaty, ale utrzymują pracę choćby na umowach zlecenia zamiast iść na bezrobocie.
Bez względu na koniunkturę gospodarczą przez ostatnie 15 lat udział zatrudnienia czasowego znajduje się w przedziale 20‒30 proc. zatrudnionych w gospodarce. Więc jest to trend dość antycykliczny. Ale obecnie warto wyjść od diagnozy tego, co spowodował ostatni kryzys pandemiczny na rynku pracy. Szacujemy, że zatrudnionych w takiej formule przed wybuchem kryzysu było w Polsce ok. 2 mln osób. Chodzi o samozatrudnionych prowadzących działalność gospodarczą i takich, dla których umowy cywilnoprawne są podstawową formą zatrudnienia. Specyfika pracy tych ludzi nie różni się niczym od pracy na etacie, ale ich ochrona prawna jest znacznie mniejsza. Nie mają okresów wypowiedzeń, nie mają praw pracowniczych, ich składki ubezpieczeniowe są na tyle niskie, że w przyszłości z pewnością będzie to negatywnie wpływać na wielkość ich emerytur. Do tego badania pokazują, że zaczynając zatrudnienie od np. umowy zlecenia, bardzo trudno jest potem takim osobom przejść na etat, dużo częściej wpadają też w bezrobocie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.