Policja choruje bez konsekwencji, a Kowalski ścigany przez ZUS
Jeśli chodzi o zwolnienia chorobowe, to rząd pokazuje dwa oblicza.
Oblicze pierwsze: rządzący obierają ostrzejszy kurs wobec wyłudzających zwolnienia lekarskie. Świadczą o tym m.in. ostatnie zmiany w prawie. Cel jest jasny. Informacja o absencji ma dotrzeć do ZUS szybciej i również szybciej ma być zweryfikowana przyczyna zwolnienia. A ci, którzy byli kontrolowani przez ZUS, mogą potwierdzić, że w tej kwestii zakład nie odpuszcza, a kontrole są wnikliwe i drobiazgowe.
Oblicze drugie: rząd pobłaża tym, którzy zwolnienia lekarskie wykorzystują ewidentnie niezgodnie z celem. I nie ma co do tego wątpliwości, bo chodzi o masową akcję, formę protestu i nacisku. Mowa oczywiście o zatrudnionych w budżetówce, a zwłaszcza o służbach mundurowych, które w ostatnich miesiącach chętnie wykorzystywały ucieczki na zwolnienia chorobowe, by wywalczyć podwyżki. Fakt faktem, że funkcjonariusze tych służb nie mają prawa do strajku, a więc muszą uciekać się do innych sposobów prowadzenia akcji protestacyjnych. Nie powinno to jednak usprawiedliwiać łamania prawa, a już w szczególności źle to wygląda w wykonaniu tych, którzy powinni świecić przykładem w jego przestrzeganiu (policjanci, celnicy etc.). Oczywiście związki zawodowe służb twierdzą oficjalnie, że przebywający na zwolnieniach są rzeczywiście chorzy i to efekt np. przepracowania z powodu dużej liczby wakatów. Ale chyba nikt nie ma wątpliwości, jak jest naprawdę. Same protesty nazywane są nawet „absencyjnymi”. Co z tym robi rząd? Nie tylko przymyka oko, ale przymuszony sytuacją kusi pieniędzmi za powrót do służby i obiecuje podwyżki. A zatrudnieni w tej grupie akurat kontroli zupełnie nie muszą się obawiać. Nie obejmą ich też opisywane wyżej zmiany w prawie.
Jak widać, lewe zwolnienia lekarskie jako forma protestu są skuteczne i można się spodziewać, że nadal będą mieć się dobrze. Krótko mówiąc: są równi i równiejsi.©℗
Karolina Topolska
karolina.topolska@infor.pl
Dla jednych nagroda, dla innych kara
Brak konsekwencji, a przez to jeszcze większe nierówności wśród pracowników – tak podejście rządzących do kontroli absencji chorobowych i ostatnie zmiany przepisów w tym zakresie oceniają specjaliści
Rząd podjął próbę walki z nadużywaniem zwolnień lekarskich przez pracowników. Obowiązujące od grudnia e-zwolnienia dostarczą ZUS i pracodawcy natychmiastowej informacji o wydanym zaświadczeniu. To efekt kilkukrotnie nowelizowanej ustawy z 15 maja 2015 r. o zmianie ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 1066 ze zm.). Dodatkowo – na mocy ustawy z 9 listopada 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w celu wprowadzenia uproszczeń dla przedsiębiorców w prawie podatkowym i gospodarczym (Dz.U. poz. 2244), która nowelizuje m.in. ustawę z 25 czerwca 1999 r. o świadczeniach z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 1368 ze zm.; dalej: ustawa zasiłkowa) – od początku przyszłego roku ZUS zyska możliwość wezwania chorego na kontrolę m.in. telefonicznie lub e-mailowo, co ma przyspieszyć kontroli weryfikację, czy dana osoba rzeczywiście choruje. Ale te nowe zasady kontroli nie obejmą wszystkich zatrudnionych.
– Będą dotyczyły tylko ubezpieczonych podlegających pod ZUS – informuje Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
Uprzywilejowani są wśród nas
Objęcie zmianami, które mają na celu skuteczniejsze kontrole absencji chorobowych, tylko ubezpieczonych w ZUS może wzbudzać kontrowersje. Szczególnie po ostatnich akcjach funkcjonariuszy służb mundurowych, którzy masowo przechodzili na zwolnienia lekarskie, by wywalczyć poprawę warunków pracy, w tym podwyżki. Zaczęło się od policjantów, którzy w końcówce października, w ramach trwającego od lipca protestu, zaczęli wykorzystywać absencje chorobowe do tego celu. W efekcie w niektórych województwach dochodziło do takich sytuacji, że nie było komu pracować, bo na zwolnieniach przebywało nawet ok. 40 proc. załogi stanu osobowego. Sytuacja była dramatyczna zwłaszcza przy okazji Wszystkich Świętych czy Święta Niepodległości. Co więcej, śladem policji poszły inne służby mundurowe. Mowa o strażakach, pracownikach służby więziennej czy celnikach. Trudno oprzeć się wrażeniu, że pracownicy firm prywatnych byliby w porównywalnej sytuacji wnikliwiej kontrolowani przez pracodawców czy ZUS.
– Nie przypominam sobie, by w stosunku do masowo uciekających na chorobowe funkcjonariuszy służb mundurowych były przeprowadzone kontrole i by ktoś poniósł karę – mówi Dorota Wolicka, niezależny ekspert rynku pracy. DGP dowiedziało się nieoficjalnie, że – faktycznie – takich kontroli nie było. – Tym samym pojawił się bardzo zły przekaz społeczny. Z jednej strony bowiem pokazujemy części pracownikom, że muszą się obawiać nasilonych kontroli, a w związku z tym i konsekwencji za nadużywanie zwolnień do swoich prywatnych celów. Z drugiej strony zaś rząd mówi, że ciągle są uprzywilejowani, którym wolno to robić, co więcej, oficjalnie i bez żadnego uszczerbku – zauważa Dorota Wolicka.
Wygląda więc na to, że mamy do czynienia z podwójnymi standardami – z jednej strony ZUS regularnie kontroluje zwykłych pracowników, a do tego nawet zaostrza się przepisy dotyczące weryfikacji prawidłowości korzystania ze zwolnień lekarskich, a z drugiej strony rządzący służbom mundurowym dają przyzwolenie na ich wykorzystywanie jako formy protestu i pozostawiają ich bez sankcji. Ba! Za oszustwo jest nawet nagroda… Jak się bowiem okazuje, przyjęta przez służby metoda protestu okazała się skuteczną formą nacisku na przedstawicieli władzy. Wystarczyło kilka godzin przed 11 listopada, by wynegocjować z organizacjami związkowymi porozumienie płacowe, podczas gdy wcześniej negocjacje ślimaczyły się miesiącami. – Nie powinno tak być. Jest to zły przykład, który innych może skłaniać do tego samego – stwierdza Przemysław Stobiński, radca prawny, lider zespołu prawa pracy w kancelarii Deloitte Legal. Tylko że ci inni dwa razy się zastanowią, zanim zwolnienie wykorzystają jako formę strajku, bo nad nimi ochronny parasol przed konsekwencjami się nie rozciąga, a rząd i ZUS na fikcyjne zwolnienia lekarskie, wykorzystywane niezgodnie z celem, zielonego światła nie daje i tolerować ich nie zamierza.
Protest ograniczony
W przypadku ostatnich akcji masowego korzystania ze zwolnień chorobowych przez funkcjonariuszy nie bez znaczenia jest to, że służby mundurowe nie mają prawa do strajku. Wskazuje na to Grzegorz Baczewski, ekspert Konfederacji Lewiatan. – To sprawia, że muszą szukać innych sposobów, by rząd zwrócił uwagę na ich sytuację i problem. Szczególnie gdy dotychczas podjęte działania nie przyniosły żadnego skutku – zauważa. W jego ocenie brak prawa do strajku nie usprawiedliwia jednak masowego korzystania ze zwolnień chorobowych w celu wywalczenia podwyżek. – Po pierwsze dlatego, że taka forma protestu jest niezgodna z prawem. Zwolnienia mają służyć podratowaniu zdrowia, a nie walce o wzrost wynagrodzenia. Po drugie takie zachowanie obciąża system finansowy, na który wszyscy solidarnie się składają – wylicza Grzegorz Baczewski.
– Ostatnie wydarzenia pokazały, że brak skutecznego systemu kontroli może prowadzić do wykorzystywania zwolnień lekarskich w sposób niezgody z celem, np. jako formy wywierania nacisku. Ocena słuszności postulatów protestujących funkcjonariuszy nie powinna jednak mieć wpływu na kwestie weryfikacji poprawności wystawionych zwolnień i prawa do uposażenia za okres choroby. W tym zakresie powinno również dojść do uszczelnienia systemu – uważa Krzysztof Gąsior, radca prawny z kancelarii Zawirska, Gąsior – radcowie prawni i adwokaci.
Przemysław Stobiński zwraca przy tym uwagę, że w przypadku policjantów problem nie leży w tym, iż często uciekają na zwolnienia lekarskie, a rząd nie chce z tym walczyć, jednocześnie przykręcając śrubę pracownikom w sektorze prywatnym, lecz w tym, że nie reaguje na czas na postulaty reprezentujących tę służbę organizacji związkowych. – Nie możemy się dziwić, że policjanci uciekają się do tej, niewątpliwie nagannej praktyki, gdy ich głos wyrażany przez przedstawicieli związkowych jest ignorowany – komentuje mecenas Stobiński.
Ramka 1
Podwyżki dla mundurowych
Od 1 stycznia przyszłego roku policjanci, celnicy i strażnicy więzienni otrzymają dodatkowe 655 zł brutto. Kolejne 500 zł podwyżki mają mieć od 2020 r. Wzrost wynagrodzeń wywalczyli też pracownicy cywilni służby więziennej – otrzymają 300 zł od 2019 r. i 400 zł od 2020 r. Cywile służby więziennej w przyszłym roku mogą liczyć też na dodatkowe „nie mniej niż” 250 zł i „nie później niż od 1 lipca 2019 r.”.
Poza tym policjanci nie będą musieli spełniać wymogu ukończonych 55 lat przy przechodzeniu na emeryturę oraz mogą liczyć na 30 dni pełnopłatnego zwolnienia lekarskiego – ale tylko funkcjonariusze z pierwszej linii. Służba więzienna również dostanie 100 proc. płatne ZLA (teraz już w zasadzie e-ZLA) – ta kwestia ma być uregulowana do połowy przyszłego roku. Do 30 czerwca resort sprawiedliwości ma też przygotować projekt zmian w przepisach, w którym określone zostaną nowe „zasady przyznawania dodatku służbowego, mające na celu zahamowanie odpływu doświadczonej kadry”. Wkrótce też ma zostać powołany specjalny zespół do opracowania programu modernizacji Krajowej Administracji Skarbowej. Strona rządowa zobowiązała się też, że rozpocznie prace nad projektem nowelizacji ustawy z 18 lutego 1994 r. o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji… (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 132 ze zm.). Ma ona zrealizować postulaty związkowców w zakresie zrównania uprawnień emerytalnych funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej z uprawnieniami pozostałych służb mundurowych. Dotyczyć ma także zniesienia wymogu ukończenia 55 lat przy przechodzeniu na emeryturę oraz modyfikacji daty uzyskania uprawnień emerytalnych tak, by celnicy mogli przechodzić na emeryturę po 25 latach służby. Wzrost pensji ma gwarantować ustawa z 22 listopada 2018 r. o zmianie ustawy o ustanowieniu „Programu modernizacji Policji, Straży Granicznej, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Ochrony Państwa (SOP) w latach 2017–2020”. Obecnie czeka na rozpatrzenie przez Senat. Ma wejść w życie od 1 stycznia 2019 r. (z niewielkimi wyjątkami). ©℗
Kryzys zaufania publicznego
Eksperci zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt, z uwagi na który nie powinno się pobłażać funkcjonariuszom służb mundurowych i szybko zrobić coś, by w przyszłości uniemożliwić im masowe chodzenie na zwolnienia chorobowe. Jak podkreślają, zatrudnieni w służbach wykonują zawody zaufania publicznego. Od takich osób powinno się przecież wymagać więcej, mają one dawać przykład swoim zachowaniem, a nie naginać prawo do osiągania korzyści.
A co na to związki zawodowe tych grup zatrudnionych? Nie chcą komentować całej sprawy.
– Absencja w policji, z którą mieliśmy ostatnio do czynienia, to nie zalecenie związku, ale decyzja samych policjantów. Zdaję sobie sprawę, że zwolnienie powinno być brane przez pracownika w sytuacji, gdy jest chory i nie może chodzić do pracy. Dlatego nie wydaje mi się, by zachowanie funkcjonariuszy było celowe, by wyłudzali zaświadczenia od lekarzy – mówi Rafał Jankowski, przewodniczący Zarządu Głównego NSZZ Policjantów.
Jak zatem rozumieć publiczne komentarze funkcjonariuszy o tym, że dopadła ich „psia czy gadzia grypa”. Zdaniem ekspertów potwierdza ewidentnie, że zwolnienia nie miały związku z realną chorobą, a były odpowiedzią na brak reakcji ze strony rządu na zgłaszane postulaty.
opinia eksperta
Problemem są standardy etyczne i zawodowe środowiska lekarskiego, a nie przepisy
Michał Tomczak właściciel kancelarii Tomczak i partnerzy spółka adwokacka
Tendencja różnicowania uprawnień i statusu służb mundurowych jest raczej pozostałością po systemach autorytarnych, gdzie służby te stanowiły gwarancję utrzymania nieakceptowanej społecznie władzy. W systemie demokratycznym znaczna część uprawnień służb mundurowych nie ma racji bytu, ponieważ pracownicy w tych służbach bardziej wykonują zawód, niż pełnią jakąś szczególną służbę. Oczywiście – zawód oparty na innych regułach dyscypliny, ale jednak – zawód. Dzisiaj służby korzystają z wielu uprawnień, które absolutnie nie znajdują uzasadnienia w ich społecznej roli. Czyli: im bliżej będziemy traktowania służb tak, jak inne zawody, tym bliżej będziemy prawdziwej, cywilizowanej demokracji. Pojęcie krótkoterminowego zwolnienia jest pojęciem praktyki. Zwolnienie to zwolnienie – lekarz, zgodnie z przepisami ustawy (art. 55 ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa) określa czas niezdolności do pracy. ZUS ma prawo kontrolowania sposobu wykorzystania zwolnienia (art. 68 ustawy), kwestię tę reguluję odpowiednie rozporządzenie wykonawcze z 1999 r. Przepisy te jednak są raczej pasywne, nie określają szczegółowo i konkretnie uprawnień inspektora ZUS co do sposobu prowadzenia kontroli. W przypadku zwolnień lekarskich udzielonych na krótki okres, np. na jeden lub dwa dni, trudno sobie wyobrazić, by w tym czasie uruchomiła się machina ZUS w kwestii kontroli. Z innej strony żyjemy jednak w systemie, w którym prawo i przepisy są traktowane nadzwyczaj formalnie i, by tak rzec, zewnętrznie. Nie słyszałem, by ZUS uznał, że zwolnienie jest wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem tylko dlatego, że ktoś widział w telewizji pracownika uczestniczącego w demonstracji. Kwestia ma zatem raczej wymiar kulturowy niż prawny. Pracodawca – a zwłaszcza pracodawca państwowy – jest wciąż traktowany bardzo często jako swoisty przeciwnik, przeciwko któremu pracownicy najemni powinni się jednoczyć i nie ułatwiać mu zadania. Żeby pracowników skutecznie kontrolować, trzeba mieć odpowiednią liczbę kontrolujących, ale też musi istnieć przekonanie społeczne, że korzystanie ze zwolnienia lekarskiego mimo dobrego stanu zdrowia (innymi słowy, wyłudzenie zwolnienia lekarskiego) jest rzeczą godną potępienia. Takiego powszechnego przeświadczenia nie ma. W typowych okolicznościach pracownik, który obawia się wypowiedzenia umowy o pracę, „idzie na chorobowe” – co nie tylko jest powszechnym zachowaniem, też lecz także nie spotyka się z żadnym potępieniem. Tu zaś największy wkład w tę dwuznaczną sytuację mają standardy etyczne i zawodowe środowiska lekarskiego, nie zaś takie czy inne przepisy. ©℗
Oprac. PO
Za ujednoliceniem
Jak już wspominaliśmy, ostatnie zmiany w przepisach o kontroli zwolnień nie dotyczą funkcjonariuszy służb mundurowych, bo ci nie podlegają pod ZUS, a pod Zakład Emerytalno-Rentowy, nad którym pieczę sprawuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zapytaliśmy więc ten resort, czy planuje nowelizację przepisów pod kątem ułatwienia przeprowadzania kontroli absencji chorobowych funkcjonariuszy. Niestety do dnia zamknięcia niniejszego wydania nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że takich planów nie ma.
Tymczasem wszyscy pytani przez nas eksperci są zgodni: jeśli już decydujemy się na zaostrzenie przepisów dotyczących kontroli zwolnień chorobowych, to róbmy to względem wszystkich zatrudnionych. Nie powinno być równych i równiejszych.
– Wiadomo, że nadmierna absencja pracowników to duży problem w każdej grupie zawodowej. Na tym tle często dochodzi do łamania prawa. Trzeba z tym walczyć i dlatego nowe przepisy powinny obowiązywać wszystkich, bez faworyzowania określonych pracowników – podkreśla Grzegorz Baczewski.
Zdaniem ekspertów zmiany powinny być przeprowadzane w porozumieniu międzyresortowym – w tym przypadku Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi – tak by objęły wszystkich pracowników. Inaczej będzie dochodziło do takiej sytuacji jak teraz – zróżnicowania zatrudnionych nie tylko względem ze względu na rodzaj wykonywanej pracy, lecz także nałożonych na nich obowiązków czy konsekwencji, jakie mogą ponieść za ich niewypełnienie.
– Jestem zdecydowanie za takim rozwiązaniem, czyli za wspólnym wypracowywaniem zmian ważnych z punktu widzenia i pracownika, i pracodawcy. Teraz można mówić raczej o tym, że są one robione wbrew logice. W ten sposób pogłębiamy istniejące już teraz dysproporcje między pracownikami i kultywujemy tradycję, że są i nadal będą grupy osób wyłączone spod działania określonych przepisów. Tymczasem pracownik pracownikowi jest równy i nie powinno mieć to miejsca – mówi Dorota Wolicka.
Warto zauważyć, że m.in. w odniesieniu do funkcjonariuszy policji obowiązują odmienne, szczególne zasady weryfikacji poprawności wystawionych zwolnień lekarskich (odrębny tryb ich kontroli wynika z art. 121e ustawy z 6 kwietnia 1990 r. o Policji, t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 2067 ze zm.).
– O ile jednak immaentne powiązanie wykonywania czynności służbowych przez funkcjonariuszy z ryzykiem narażenia ich zdrowia może w pewnym zakresie przemawiać za odmiennościami ich systemu świadczeń chorobowych, o tyle nie powinno to uzasadniać równoległego funkcjonowania jakościowo odmiennych systemów kontroli zwolnień – uważa mecenas Krzysztof Gąsior.
!Eksperci są zgodni: jeśli już decydujemy się na zaostrzenie przepisów dotyczących kontroli zwolnień chorobowych, to róbmy to względem wszystkich zatrudnionych. Nie powinno być równych i równiejszych.
Ostatnie zmiany
O nowelizacji ustawy zasiłkowej, dzięki której ZUS dostanie nowe możliwości zawiadamiania o kontrolach wykorzystywania zwolnień chorobowych – co docelowo ma mu ułatwić działania w tym zakresie – pisaliśmy już szczegółowo w Tygodniku Gazeta Prawna 19‒21 października 2018 r. („Symulowanie choroby nadal bez konsekwencji. Kontrole zwolnień będą łatwe do storpedowania”, DGP nr 204).
Jak wskazuje Krzysztof Gąsior, nowelizacja przepisów ustawy zasiłkowej w połączeniu z obowiązkiem wystawiania zwolnień w formie elektronicznej ma szansę zmienić obecny, trudny do zaakceptowania stan rzeczy. Jak już wspominaliśmy na początku, e-zwolnienia dają przede wszystkim pracodawcom narzędzie do lepszego monitorowania zwolnień chorych podwładnych.
– Wiedząc o zwolnieniu pracownika niemal od pierwszej chwili, może szybciej reagować w przypadku wątpliwości co do jego prawidłowości. Pracodawca będzie mógł też od razu wystąpić o jego kontrolę przez ZUS. Z kolei ZUS będzie mógł wezwać niezdolnego do pracy pracownika na badanie kontrolne za pośrednictwem e-maila lub nawet telefonicznie – podkreśla mecenas Gąsior. Zastrzega jednak, że choć sam kierunek zmian jest na pewno słuszny, to – jak wskazywaliśmy w TGP kilka tygodni temu – nie rozwiążą one wszystkich problemów i nie sprawią, że system będzie zupełnie szczelny. – Pozostaje bowiem kwestia uzyskania potwierdzenia otrzymania wiadomości e-mail, pracownik może świadomie nie wchodzić na skrzynkę. Może również nie wyrazić zgody na nagrywanie rozmowy telefonicznej z pracownikiem ZUS, a to jest z kolei warunkiem uznania takiej formy zawiadomienia za skuteczną – tłumaczy Krzysztof Gąsior.
opinia eksperta
Takie same uprawnienia dla wszystkich
Robert Stępień radca prawny, starszy prawnik w biurze kancelarii Raczkowski Paruch w Krakowie
Przyznanie ZUS możliwości stosowania wezwań w formie e-mailowej lub telefonicznej jest krokiem w dobrym kierunku w walce z nadużywaniem zwolnień lekarskich. Zasadne jest też potraktowanie służb mundurowych w taki sam sposób i przyznanie analogicznych uprawnień komisjom lekarskim. Kompetencje tych komisji zostały wprawdzie uregulowane odrębnie, ale cel ich działań w postaci kontroli wykorzystania zwolnień lekarskich jest taki sam, jak w przypadku ZUS, i uzasadnione jest wyposażenie ich w analogiczne narzędzia.
Brak takiej kompetencji nie oznacza jednak jeszcze, że z krótkotrwałymi zwolnieniami nie można walczyć. Już dotychczas można było to robić. Oprócz ZUS uprawnienia kontrolne ma również pracodawca, któremu często łatwiej jest sprawnie przeprowadzić kontrolę. Zwłaszcza mając na uwadze e-zwolnienia, które pozwalają pracodawcy szybciej uzyskać informację o zwolnieniu lekarskim, dzięki czemu ma fizyczną możliwość przeprowadzenia kontroli przed upływem terminu zwolnienia. Co istotne, jeżeli dochodzi do wykorzystania zwolnienia lekarskiego niezgodnie z przeznaczeniem, pracownik może stracić prawo do zasiłku za cały okres niezdolności do pracy, a nie tylko za część okresu niezdolności objętą jednym ZUS ZLA, które akurat było kontrolowane. „Dzielenie” zwolnień lekarskich na części i dosyłanie kolejnych zwolnień obejmujących krótkie (kilku-, kilkunastodniowe) okresy wcale nie chroni zatem pracownika przed konsekwencjami nadużyć.
W przypadku, kiedy zwolnienie lekarskie jest przejawem protestu, jest ewidentnym nadużyciem. Jeżeli pracownik oświadcza, że „idzie na zwolnienie” na znak protestu albo szantażuje pracodawcę i zapowiada „pójście na zwolnienie” w razie niespełnienia jego żądań, ciężko narusza swój podstawowy obowiązek dbałości o dobro zakładu pracy, co uzasadnia wyciągnięcie wobec niego konsekwencji, do rozwiązania umowy włącznie. Nawet jeżeli pracodawca nie będzie miał w takim przypadku potwierdzenia nadużycia zwolnienia lekarskiego przez ZUS czy komisję lekarską, i tak ma szansę wykazać przed sądem, że doszło do nadużycia (przy pomocy innych środków dowodowych, np. zeznań świadków, którzy potwierdzą, że pracownik szantażował pracodawcę).
Jeżeli chodzi o przeciwdziałanie krótkotrwałym zwolnieniom, rekomenduję następujące rozwiązania:
- zidentyfikowanie przyczyn nadużywania takich zwolnień i rozważenie alternatywnych rozwiązań, które pozwolą pracownikom pogodzić pracę z obowiązkami prywatnymi lub rodzinnymi, które najczęściej są przyczyną nadużyć;
- uświadamianie pracownikom niedopuszczalności takich praktyk, poprzez budowanie świadomości zarówno wśród tych dopuszczających się nadużyć, jak i wśród pozostałych – ci drudzy są oszukiwani przez tych pierwszych, bo muszą pracować, podczas gdy tamci „odpoczywają”;
- regularne kontrole zwolnień lekarskich przez pracodawcę i skrupulatne wyciąganie konsekwencji wobec nadużyć, aby pracownicy mieli świadomość, że nie mogą czuć się bezkarni.
Oprac. PO
Ramka 2
Pracodawca też może kontrolować
Pracodawca może sam kontrolować, czy zwolnienie lekarskie jest przez pracownika prawidłowo wykorzystywane. Pozwala mu na to rozporządzenie ministra pracy i polityki socjalnej z 27 lipca 1999 r. w sprawie szczegółowych zasad i trybu kontroli prawidłowości wykorzystywania zwolnień lekarskich od pracy oraz formalnej kontroli zaświadczeń lekarskich (Dz.U. nr 65, poz. 743 ze zm.). Zgodnie z nim pracodawca ma prawo do samodzielnej kontroli pracownika przebywającego na zwolnieniu lekarskim, jeśli zgłasza do ubezpieczenia chorobowego powyżej 20 ubezpieczonych. Takie samo prawo ma ZUS.
– Podczas takiej kontroli sprawdzamy, jak dana osoba wykorzystuje swoje zwolnienie, czy robi to zgodnie z zaleceniami lekarza, czy nie pracuje bądź też nie podejmuje innej aktywności, która może wydłużyć powrót do zdrowia. Często o taką kontrolę występują do nas sami pracodawcy, choć powtarzam, że także oni – jeżeli zatrudniają powyżej 20 osób – mogą tego typu kontrole prowadzić. Dodatkowo zakład ma możliwość prowadzenia kontroli prawidłowości orzekania, czyli sprawdzamy, czy osoba na zwolnieniu jest nadal chora. Do tego typu kontroli jest uprawniony tylko ZUS – wyjaśnia rzecznik ZUS Wojciech Andrusiewicz. Ta ostatnia prowadzona jest przez lekarzy orzeczników ZUS. Wymaga jednak czasu, bo zakład na wstępie musi wysłać korespondencję z wezwaniem na badanie i uwzględnić czas na jej odebranie (co wkrótce może sie zmienić, dzięki dopuszczeniu nowych sposobów zawiadamiania o kontrolach). Dziś wyklucza to możliwość przeprowadzenia tego typu kontroli w przypadku krótkich zwolnień lekarskich.
– Obecnie możliwość kontrolowania zwolnień lekarskich jest więc w większości przypadków iluzoryczna. Jeżeli pracodawca ma podejrzenia, że jego pracownik nadużywa zwolnienia chorobowego, to może zwrócić się do ZUS z wnioskiem o przeprowadzenie kontroli. Już na tym etapie napotykamy pierwszą przeszkodę. Taki wniosek powinien dotyczyć konkretnego zwolnienia (a więc konkretnego zaświadczenia lekarskiego). Jeżeli było ono wystawione w tradycyjnej formie papierowej, to zatrudniony miał 7 dni na jego dostarczenie do zakładu pracy. Dopiero wtedy można zgłosić je do ZUS. Często już wtedy następował upływ okresu, na jaki wystawiono zwolnienie, a pracownik uzyskiwał kolejne. Nawet jeżeli udało się złożyć wniosek o kontrolę przed upływem okresu niezdolności do pracy na podstawie konkretnego zwolnienia, to ZUS był zobowiązany wezwać chorego pracownika na badania kontrolne za pośrednictwem pocztowej przesyłki poleconej. W tym zakresie ma zastosowanie znana procedura podwójnego awizowania – opisuje Krzysztof Gąsior. W efekcie, jak wskazuje, realne skontrolowanie krótkotrwałego zwolnienia chorobowego poprzez zbadanie niezdolnego do pracy przez lekarza orzecznika ZUS w znakomitej większości przypadków okazywało się niewykonalne. – W niektórych przypadkach ZUS decydował się na wystąpienie do lekarza, który wystawił zwolnienie, o przesłanie dokumentacji medycznej, i to ona podlegała następczej kontroli. Taka forma weryfikacji, choć lepsza niż żadna, ma jednak bardzo ograniczoną skuteczność – zastrzega mecenas Gąsior. ©℗
Ramka 3
Co drugi Polak na chorobowym
Pracodawcy od lat zwracają uwagę na niewydolność systemu kontroli zwolnień lekarskich i postulują odpowiednie zmiany. Wielu pracowników traktuje bowiem zwolnienie lekarskie jako swego rodzaju dodatkowy, co prawda gorzej płatny (80 proc. wynagrodzenia), ale jednak urlop wykorzystywany w sytuacjach podbramkowych. Przyzwyczailiśmy się także do tego, że pracownicy często uciekają na zwolnienia lekarskie, gdy spodziewają się wypowiedzenia umowy.
O tym, że z patologią w zakresie absencji walczyć trzeba, nikt nie ma wątpliwości. Zwolnienia wykorzystywane niezgodnie z celem to realne straty dla pracodawcy i państwa. Skalę problemu pokazują statystyki. ZUS wylicza, że rocznie przeprowadza około 600 tys. kontroli, z czego 5–6 proc. zwolnień jest kwestionowanych. W pierwszym półroczu 2018 r. ZUS skontrolował ich 241,1 tys. Konsekwencją było wstrzymanie dalszej wypłaty zasiłku chorobowego w 14,9 tys. przypadkach na łączną kwotę 12,7 mln zł.\ również eksperci firmy Conperio. Jak wyliczają, przeciętna długość zwolnienia chorobowego wyniosła w ubiegłym roku do 11,4 dnia, a z L4 (obecnie ZLA lub e-ZLA) korzystał statystycznie co drugi Polak. To wartości znacznie przekraczające średnią europejską. Wynika z tego wiele problemów. Dla pracodawców są to m.in. straty finansowe.
Firma Conperio wylicza, że gdy pracownik zarabia 2500 zł netto, jego absencja kosztuje pracodawcę nawet 5000–6000 zł netto, ze względu na nadgodziny dla pozostałej kadry lub konieczność zatrudnienia pracowników tymczasowych. Z wypracowanych przez firmę 10 000 zł połowę pochłania całkowity koszt absencji. Dla pracobiorców oznacza to nakładanie na nich dodatkowych obowiązków oraz rosnący brak zaufania między pracownikami. Świadomość, że niektórzy korzystają ze zwolnień chorobowych w sposób nieuczciwy, unikając przy tym negatywnych konsekwencji, pogarsza atmosferę w zespole i prowokuje wzajemne podejrzenia. Część pracowników, widząc bezkarność oszustów, może sama zacząć unikać wykonywania obowiązków, zasłaniając się zwolnieniami. ©℗
Z kolei Przemysław Stobiński ma wątpliwości co do tego, czy zapowiedź intensywniejszych kontroli przez lekarzy orzeczników ZUS wystawianych zwolnień lekarskich może sama w sobie przynieść pozytywny skutek. – Chyba że chodzi o zwiększenie kontroli nad samymi lekarzami, wywieranie na nich dodatkowej presji, aby bezpodstawnie nie wydawali zwolnień lekarskich. Tylko w jaki sposób ocenić, że lekarz miał prawo odmówić zgłaszającemu się do niego pacjentowi zwolnienia lekarskiego, gdy sama wizyta ogranicza się do kilkuminutowego spotkania i najczęściej dość powierzchownego badania. Czy lekarze będą chcieli ryzykować i ponosić odpowiedzialność za przypadki, w których pracownik wróci do pracy i z jakiegoś powodu jego stan zdrowia się w tym czasie pogorszy? W mojej ocenie poprawę systemu trzeba jednak łączyć z propagowaniem pozytywnych postaw zarówno wśród lekarzy, którzy orzekają o czasowej niezdolności do pracy, jak i u samych pracowników – dodaje.
Poza tym wciąż nierozwiązanym problemem jest to, że organy emerytalno-rentowe dysponują garstką kontrolerów terenowych, stanowiących kroplę w morzu potrzeb pracodawców. Nie można też zapominać, że konsekwencje wobec pracowników, którzy przebywają na nieuczciwych zwolnieniach, mogą skutecnie wyciągać jedynie pracodawcy. Niewielu jest jednak takich, którzy są do tego przygotowani. Brakuje im przede wszystkim odpowiednich narzędzi i pomocy prawnej. Dlatego też, jak uważają eksperci, nawet gdyby objąć nowymi przepisami wszystkich, w tym również pracowników służb mundurowych, w praktyce mogłoby to niewiele zmienić.
– Biorąc pod uwagę, że to właśnie krótkotrwałe zwolnienia są najczęstsze, cały system kontroli prawidłowości ich wystawiania, a w konsekwencji kontroli nad wydatkowaniem środków z systemu ubezpieczeń społecznych, należy uznać za niewydolny i wymagający zmiany – podkreśla Krzysztof Gąsior.
Współpraca Karolina Topolska
opinia eksperta
Benefity pomogą wyeliminować nadużywanie zwolnień lekarskich
Mikołaj Zając prezes firmy Conperio, zajmującej się doradztwem i audytem w sektorze pracowniczej absencji chorobowej
Do dobrej frekwencji pracodawca może zachęcić swoich pracowników na różne sposoby. Ważne jest jednak, by uwzględnić przy ich wyborze indywidualne czynniki charakteryzujące specyfikę zatrudnienia w danej firmie. Konieczne jest też zadbanie o przejrzyste zakomunikowanie kadrze zasad przyznawania premii.
Pracodawca ma do wyboru m.in. następujące benefity finansowe:
- Premię, którą pracownik może uzyskać po spełnieniu określonych wymagań, zawartych w wewnętrznych regulacjach firmy – w celu otrzymania premii należy wypełnić opisane przez pracodawcę pozytywne kryterium albo unikać czynów szkodliwych dla firmy. Przez wprowadzenie premii uzależnionej od liczby dni, które pracownik spędził na zwolnieniu lekarskim, jest bardzo skuteczne, doceniamy pracowników, którzy rzadko korzystają ze zwolnień lekarskich, a tych, którzy pozorują choroby, zachęcimy do pracy w najprostszy z możliwych sposobów – za pomocą motywacji finansowej.
- Dodatkową pensję za obecność – pomoże w zakładach o niskiej rotacji pracowniczej, gdzie zatrudnianych jest mniej niż 200 osób. Polega na tym, że określona liczba pracowników, którzy na zwolnieniu lekarskim przebywają mniej dni niż wynosi średnia, otrzymuje trzynastkę na koniec roku, czyli dodatkową pensję. Wprowadzenie tego rozwiązania działa motywująco na cały zespół.
- Premię grupową – sprawdzi się w dużych firmach zatrudniających ponad 200 pracowników. Jest udzielana na podstawie ustalonej dziennej normy wyrabianej przez zespół pracowniczy. Na przykład trzech pracowników jest w stanie wypracować 60 jednostek dziennie. Jeśli w ustalonej grupie zabraknie jednej osoby, pozostałe dwie będą musiały pracować znacznie wydajniej, żeby otrzymać premię. Premia grupowa bazuje na społecznej odpowiedzialności i akceptacji. Pracownik nieuczciwie przebywający na zwolnieniu w małej grupie szybko zostanie zauważony, a jego zachowanie potępione.
- Premię złożoną – przy jej wprowadzeniu rok pracowniczy należy podzielić na kwartały. Każdy miesiąc przepracowany bez chorobowego generuje dodatkową premię. Jeżeli pracownik przez trzy miesiące nie był na zwolnieniu, to pozyskuje jeszcze jeden dodatkowy bonus. Kwartały, w których pracownik nie korzystał z chorobowego, podnoszą bazową kwotę bonusu finansowego, zarówno tego miesięcznego, jak i kwartalnego, co powoduje, że pracownicy z długim stażem, którzy nie korzystają nadmiernie ze zwolnień lekarskich, zarabiają znacznie więcej.
- Podwyżkę, ale o więcej niż 7 proc. – według badań zmiana w wynagrodzeniu o mniej niż 7 proc. nie jest dla pracowników motywująca i nie wpłynie na zmianę ich zachowania. Dlatego też, wdrażając program benefitów finansowych, który ma na celu obniżyć absencję pracowniczą, należy pamiętać, aby był on odczuwalny dla portfela pracowników. ©℗
Oprac. PO
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu