Dziennik Gazeta Prawana logo

Kończy się gra o polskie przywileje związkowe? A może dopiero zaczyna

14 czerwca 2018

Jest ryzyko destabilizacji rynku pracy

Nawet drobne zlecenia, np. wykonywane przez godzinę w tygodniu, dadzą prawo wstąpienia do związku. To przewidują zmiany w ustawie, które właśnie trafiły do Senatu. Brak w nich bowiem warunków uzależniających prawo do zrzeszania się od tego, jak silna ekonomicznie jest wieź zatrudnionego z zatrudniającym

Prace nad zmianami w przepisach związkowych nabrały tempa. Sejm 7 czerwca uchwalił ustawę o zmianie ustawy o związkach zawodowych oraz niektórych innych ustaw. Nowa regulacja czeka teraz na rozpatrzenie przez wyższą izbę parlamentu. Kontrowersje budzi jednak przyznanie wszystkim osobom wykonującym pracę zarobkową zrzeszonym w związkach zawodowych identycznych uprawnień, jakie mają obecnie pracownicy. Pracodawcy RP uważają, że nowe przepisy działają na szkodę firm, dlatego nie chcą dopuścić do ich wejścia w życie w obecnej formie. Planują w związku z tym zaskarżyć je do Międzynarodowej Organizacji Pracy.

– Uważamy, że ustawa wprowadzi zbyt daleko idące zmiany. Nie ma przesłanek do tego, by rozszerzyć na samozatrudnionych uprawnienia przysługujące pracownikom w zakresie szczególnych przywilejów, m.in. prawa do oddelegowania oraz daleko posuniętej ochrony działaczy związkowych – tłumaczy Monika Gładoch, radca prawny, profesor UKSW, ekspert Pracodawców RP.

O to, dlaczego nowelizacja idzie tak daleko, zarówno jeśli chodzi o prawo do zrzeszania się, jak i o przywileje związkowe, zapytaliśmy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, jednak do chwili zamknięcia niniejszego wydania nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Kryterium zrzeszania

Przypomnijmy: projekt obejmujący m.in. nowelizację ustawy o związkach zawodowych (z 23 maja 1991 r.; t.j. Dz.U. z 2015 r. poz. 1881) został przygotowany przez MRPiPS już na początku 2016 r. Jego głównym celem jest wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2 czerwca 2015 r., sygn. akt K 1/13, w którym TK uznał, że prawo do zrzeszania się w związkach zawodowych powinno obejmować osoby, których sytuacja jest zbliżona do sytuacji pracowników (którzy są pracownikami w szerokim, konstytucyjnym rozumieniu tego pojęcia).

Projekt ustawy od początku zmierzał więc w kierunku rozszerzenia prawa do zrzeszania się w związkach zawodowych m.in. na zleceniobiorców i niektóre osoby samozatrudnione. Na przełomie ostatnich dwóch lat jego zapisy przeszły jednak niemałą ewolucję.

I tak pierwotna wersja projektu zakładała, że prawo zrzeszania się w związkach zawodowych będą miały osoby wykonujące pracę zarobkową, przez które – oprócz pracowników w rozumieniu kodeksu pracy – należy rozumieć także osoby świadczące osobiście pracę za wynagrodzeniem na innej podstawie niż stosunek pracy, jeżeli wykonują ją na rzecz podmiotu zatrudniającego nieprzerwanie przez okres co najmniej 6 miesięcy oraz nie zatrudniają do tej pracy innych osób. Po kilku miesiącach prawo koalicji zostało rozszerzone. Przyznano je wszystkim osobom świadczącym osobiście pracę za wynagrodzeniem na innej podstawie niż stosunek pracy – niezależnie od czasu jej trwania. Tym samym zniknął nakaz sześciomiesięcznego stażu pracy. Pozostał on tylko przy ustalaniu liczby członków danej zakładowej organizacji związkowej. Do tej liczby, oprócz pracowników, mieli być bowiem zaliczani tylko zatrudnieni świadczący pracę przez co najmniej 6 miesięcy na rzecz danego podmiotu, którym w okresie ostatniego pół roku przysługiwało od niego przeciętnie co najmniej 50 proc. wynagrodzenia otrzymywanego za wykonywanie pracy zarobkowej ogółem.

Ostatecznie w projekcie nie znalazł się nie tylko staż pracy jako kryterium wymagane od osób, które chcą zrzeszyć się w związek zawodowy, ale też kryterium dochodu. W swoim czasie projekt wymagał jeszcze m.in. spełniania kryterium nieponoszenia przez zatrudnionych ryzyka gospodarczego, jednak i ono upadło (zastrzeżenia co do niego opisywaliśmy m.in. 27–29 października 2017 r. w TGP: „Wystarczy jeden zapis w umowie i samozatrudniony nie będzie związkowcem”, DGP nr 209).

W najnowszej wersji ustawy, uchwalonej na ostatnim posiedzeniu Sejmu, przewidziano, że prawo koalicji będzie mieć osoba wykonująca pracę zarobkową, czyli pracownik, ale też osoba świadcząca pracę za wynagrodzeniem na innej podstawie niż stosunek pracy. Nadal jednak nie może zatrudniać innych osób do tego rodzaju pracy, niezależnie od podstawy zatrudnienia, i musi mieć interesy zawodowe związane z wykonywaniem pracy, które mogą być grupowo chronione.

Pod prąd

Na rynku słychać opinie, że z nowym ustawodawstwem idziemy pod prąd w stosunku do rozwiązań przyjętych i obowiązujących w innych krajach Europy. W większości z nich standardem jest bowiem wprowadzenie kryterium ekonomicznego jako podstawowej przesłanki włączenia w ochronę prawa pracy.

– Prawo koalicji nie uwzględnia kryterium zależności ekonomicznej osoby wykonującej pracę zarobkową od podmiotu zatrudniającego. Kwestia ta została pominięta, a tymczasem zgodnie z ustawodawstwem międzynarodowym powinna stanowić przesłankę podstawową. Efekt będzie taki, że nawet osoba wykonująca incydentalnie zlecenie trwające kilka miesięcy, świadcząc usługę choćby tylko w wymiarze kilku godzin miesięcznie, będzie traktowana nie tylko jako uprawniona do tworzenia i reprezentowania organizacji związkowej, lecz także uzyska uprawnienia ochronne – ostrzega prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Jak zauważa prof. Arkadiusz Sobczyk, radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Sobczyk & Współpracownicy, to efekt specyfiki prawa pracy w Polsce.

– Najpierw uporządkujmy pojęcia. Zachód nie zna „zatrudnienia na zlecenie”. W innych krajach Europy rozróżnia się stosunek pracy w ramach umowy o pracę i samozatrudnienie. A samozatrudnieni to przedsiębiorcy, czyli prowadzący działalność we własnym imieniu i na własny rachunek, choć nie zawsze mają oni obowiązek rejestrować działalność gospodarczą. Tak rozumiani samozatrudnieni co do zasady nie powinni mieć prawa zrzeszać się w związkach, a zwłaszcza w takich o charakterze zakładowym. Wyjątkiem są mikroprzedsiębiorcy silnie uzależnieni ekonomiczne od kontrahenta. Ale o takim uzależnieniu można mówić dopiero po określonym czasie oraz pod warunkiem uzyskiwania od danego kontrahenta istotnych dochodów. Dlatego wprowadzenie kryterium czasu oraz uzyskiwania określonych dochodów byłoby w stosunku do samozatrudnionych słuszne. I tak też powinno tę kwestię regulować prawo polskie – tłumaczy prof. Sobczyk. Zwraca przy tym uwagę, jak wygląda sytuacja w naszym kraju. – Oprócz samozatrudnionych mamy armię zatrudnionych na zleceniu. Zwracam uwagę, że nie nazywamy ich samozatrudnionymi, ale „zatrudnionymi”. Jakkolwiek jest to w moim przekonaniu stan prawny oczywiście patologiczny i niekonstytucyjny, to taki jest. A skoro tak, to te „zatrudnione” osoby powinny być traktowane jak inne zatrudnione, czyli jak pracownicy. Jeśli jednak nie wymagamy stażu pracy i wymiaru czasu pracy od pracowników, to nie powinniśmy wymagać ich także w stosunku do zleceniobiorców – wskazuje. Dodaje jednak, że zupełnie inną kwestią jest to, że w kontekście aktualnego modelu ruchu związkowego w Polsce, opartego na zakładowych organizacjach związkowych, zrzeszanie zleceniobiorców zatrudnionych na kilkanaście dni jest tak samo bezsensowne, jak zrzeszanie pracowników zatrudnionych na taki sam okres. – Reasumując, brak wymogów w stosunku do zleceniobiorców da się obronić, choć samą regulację uważam za oczywiście błędną. Będzie to kolejna ustawa antypracownicza, z czego, jak widzę, nie zdają sobie sprawy związki zawodowe. Ustawa będzie bowiem potwierdzać dopuszczalność zatrudniania na zleceniu, czyli promować rozwiązania niekonstytucyjne. Natomiast rezygnacja z kryteriów w stosunku do przedsiębiorców jest błędem. Dodajmy zarazem, że przepis niewątpliwie dotyczy mikroprzedsiębiorców, czyli samozatrudnionych, albowiem wyklucza osoby zatrudniające innych, a możliwość zatrudniania mają tylko osoby prowadzące własną działalność gospodarczą – podkreśla prof. Sobczyk.

Będzie to kolejna ustawa antypracownicza, z czego, jak widzę, nie zdają sobie sprawy związki zawodowe. Ustawa będzie bowiem potwierdzać dopuszczalność zatrudniania na zleceniu, czyli promować rozwiązania niekonstytucyjne.

prof. Arkadiusz Sobczyk

radca prawny, partner zarządzający w Kancelarii Sobczyk & Współpracownicy

Niepotrzebny automatyzm czy likwidacja barier

Jak zauważają prawnicy, polskie przepisy wrzucają wszystkich do jednego worka, czyli tych zatrudnionych na podstawie umowy o pracę, samozatrudnionych i zleceniobiorców.

Przesłankami uzasadniającymi korzystanie z uprawnień związkowych ma być jednak to, aby dana osoba nie zatrudniała innych osób, a także aby posiadała interesy zawodowe związane z wykonywaniem pracy, które mogą być grupowo chronione. Zwłaszcza ta druga przesłanka spełnia podobną rolę, jak kryterium zależności ekonomicznej. Przedsiębiorca z istoty swojej nie ma interesów wymagających ochrony związkowej. Nie zmienia to jednak oceny, że omawiane przepisy są niedoskonałe. Przenoszenie rozwiązań pracowniczych na osoby zatrudnione na podstawie umów cywilnoprawnych nie powinno być automatyczne, bo to dwie różne sfery i dwa zupełnie różne typy stosunków prawnych – uważa Robert Stępień, starszy prawnik w kancelarii Raczkowski Paruch.

Profesor Monika Gładoch dodaje, że takie rozwiązania na etapie prac nad ustawą wymusiły związki zawodowe. Tłumaczyły, że utrzymanie kryterium ekonomicznego to zaglądanie pracownikom do kieszeni.

– Tymczasem można było zastosować proste rozwiązanie: wymagać od przyszłego związkowca złożenia oświadczenia o tym, u którego podmiotu zarabia najwięcej – podkreśla prof. Gładoch.

Janusz Śniadek, działacz związkowy, w latach 2002–2010 przewodniczący NSZZ „Solidarność”, a obecnie poseł PiS i sprawozdawca projektu ustawy z ramienia sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, podkreśla z kolei, że celem zniesienia kryteriów, od których ma być uzależnione przystępowanie do związku, jest tak naprawdę likwidacja sztucznych barier.

– Proszę zauważyć, jak mało liczebne są związki zawodowe w Polsce, w porównaniu z tymi działającymi na zachodzie Europy. To wynika z utrudnień w zrzeszaniu się pracowników. Poza tym polska konstytucja daje prawo do zrzeszania się, nie stawiając przy tym żadnych wymogów. Ustawa jest więc zgodna z jej duchem. To nic innego jak spełnienie stawianych przez nią kryteriów – tłumaczy poseł Janusz Śniadek.

Zarzut: brak pogłębionej analizy

Według prawników z nowymi przepisami jest jeszcze dodatkowy problem. Mianowicie nikt nie zadał sobie trudu na etapie prac nad przepisami, by dokładnie przeanalizować, jaki mogą mieć rzeczywiście wpływ na polski rynek pracy. Zdaniem ekspertów będą one rodziły ogromne problemy dla pracodawców, zwłaszcza tych zatrudniających zleceniobiorców, którzy de facto są mikroprzedsiębiorcami, a którzy bez żadnych przeszkód będą mogli wstępować w szeregi związków zawodowych.

– Na mocy uchwalonej ustawy taki przedsiębiorca będzie mógł się zrzeszać u każdego swojego klienta. Nawet takiego, który miesięcznie płaci mu 200–300 zł – zaznacza prof. Arkadiusz Sobczyk.

Rynek pracy zostanie zaburzony, bo celem tych, co prowadzą działalność gospodarczą, jest zarabianie pieniędzy na własne utrzymanie i rozwój, a nie przynależność do związków zawodowych. Szczególnie że nie wymagają takiej opieki od państwa, jak zwykły pracownik. Nie oznacza to jednak, że powinni oni być pozbawieni zupełnie ochrony. Dla nich rozwiązaniem powinno być zrzeszanie się w stowarzyszenia przedsiębiorców. Zdaniem ekspertów efekt nowych przepisów może być taki, że za ich pomocą wyeliminujemy z rynku pracy faktycznych samozatrudnionych niezależnych, czyli pracujących na własny rachunek. Mowa o prawnikach, lekarzach, architektach, konsultantach.

– Zapewne część z tych osób stanie się działaczami związkowymi. Angażując się w prace związku, będą zaniedbywać swoje usługi lub wręcz mogą przestać je wykonywać. Taki problem występuje obecnie z pracą działaczy-pracowników – wyjaśnia prof. Monika Gładoch. Szczególnie, że projekt przewiduje wiele przywilejów dla takich osób.

Nowe przywileje, nowe zagrożenia

Osoby, które na mocy nowych przepisów nabędą prawo do zrzeszania się w związki zawodowe, zdobędą również tożsame uprawnienia jak pracownicy. Zyskają m.in. odpłatne prawo do zwolnień na działalność związkową. Ponadto działacze związkowi, którzy nie są pracownikami, będą mieli prawo do sześciomiesięcznego odszkodowania w przypadku zwolnienia ich z pracy (przy jego wyliczaniu będzie brana pod uwagę średnia krajowa, co w praktyce oznacza bonus dla takiej osoby w wysokości ok. 25 tys. zł).

– Rodzi się niebezpieczeństwo, że pracodawcy będą zawierali umowy cywilnoprawne na krótszy niż obecnie okres, czyli na dwa, trzy miesiące. W ten sposób zniwelują ryzyko konieczności rozstania się z takim pracownikiem przez wypowiedzenie mu umowy, a tym samym wypłaty odszkodowania – zaznacza prof. Monika Gładoch.

Biorąc pod uwagę, że taki pracownik może zostać działaczem związkowym u kilku pracodawców, na jego konto może co miesiąc wpływać godziwe wynagrodzenie. To może rodzić destabilizację na rynku pracy. W takiej sytuacji zleceniobiorcy, którzy de facto są przedsiębiorcami, mogą dojść do wniosku, że bardziej opłaca im się działanie w związku niż wykonywanie dotychczasowej pracy. Co więcej, kadencja w zarządzie związku trwa cztery lata i przez taki też czas przysługuje ochrona. Rezygnacja z dotychczasowych obowiązków przez zleceniodawcę byłaby więc jak najbardziej uzasadniona.

– Zatem pracodawca zmierzy się z tym, że takiej osobie płaci, a ona nie wykonuje swojej pracy. To będzie szło tylko w jedną stronę – pracodawcy nie będą powierzali nowych zleceń takim osobom – mówi prof. Monika Gładoch.

Konflikty między organizacjami

Ucieczka na etaty związkowe to jednak niejedyne ryzyko związane z nowelizacją. Zgodnie z nowymi przepisami do związku u jednego pracodawcy będą bowiem trafiać osoby zatrudnione na umowę o pracę oraz mikroprzedsiębiorcy wykonujący zlecenia na jego rzecz. Ich interesy w zakresie warunków zatrudnienia i płacy są zupełnie różne. A każdy będzie dążył do tego, by jemu było jak najlepiej. Może zatem w ramach jednego związku nie dochodzić do porozumienia, co utrudni jego pracę. I związki zawodowe, które zgodnie z prognozą posła Janusza Śniadka mogą stać się bardziej liczebne, zamiast przynosić korzyści pracownikom, staną się zupełnie neutralne dla ich interesów.

– A co w sytuacji, gdy u jednego pracodawcy powstanie osobny związek pracowników zatrudnionych na etacie oraz osobny związek zleceniobiorców? Może się między nimi wywiązać rywalizacja, przez którą pracodawca zostanie uwikłany w spór roszczeniowy, a to może odbić się na prowadzonej przez niego działalności, na którą pozostanie mu mniej czasu – zauważa prof. Monika Gładoch.

Również prof. Jacek Męcina stoi na stanowisku, że przyjęta właśnie nowelizacja skomplikuje prawo związkowe. Podkreśla przy tym, że wprowadza ona dodatkowe obciążenia dla pracodawców i liczne obowiązki, które pogarszać będą sytuację pracodawców.

– Regulacja przyjęta w tym kształcie nie wzmocni reprezentacji pracowniczej. Może prowadzić do osłabienia ruchu związkowego przez organizacje tworzone przez incydentalnie zatrudnianych, którzy nie czują więzi prawnej i odpowiedzialności za swój zakład pracy. Utrudni to dialog i relacje w zbiorowych stosunkach pracy, co podkreślały dotychczas wszystkie organizacje pracodawców – stwierdza prof. Męcina.

Zakorkowanie sądów

Niewykluczony jest też wzrost liczby spraw sądowych z powództwa pracowników przeciwko pracodawcom z powodu naruszenia przepisów o dyskryminacji. Zleceniobiorca, prowadzący własną działalność, który zostanie zwolniony z pracy albo zostanie mu ograniczona liczba nowych zleceń, może postawić zarzut, że stało się tak, bo zapisał się do organizacji związkowej.

– Będzie mógł przy tym powołać się na ustawę z 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania, która obejmuje wszystkich zatrudnionych na rynku bez względu na formę świadczenia pracy [t.j. Dz.U. z 2016 r. poz. 1219 – red.] – mówi prof. Arkadiusz Sobczyk.

– Takie rozwiązania poważnie utrudnią działalność pracodawców, wpłyną też na pogorszenie relacji zbiorowych. Szybko ujawnią też liczne problemy, wskazując kolejny raz potrzebę uproszczenia przepisów związkowych, bez szkody dla ochrony interesów pracowniczych – dodaje prof. Jacek Męcina.

Wskazuje ponadto, że kontrowersje na gruncie prawa międzynarodowego może budzić też kwestia finansowania przez pracodawcę etatów związkowych, zwłaszcza w przypadku osób incydentalnie świadczących pracę. W jego ocenie wymaga ona odpowiednich konsultacji i zbadania przez MOP. ©

Art. 2 Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczącej wolności związkowej i ochrony praw związkowych, przyjętej w San Francisco 9 lipca 1948 r.

Pracownicy i pracodawcy, bez jakiegokolwiek rozróżnienia, mają prawo, bez uzyskania uprzedniego zezwolenia, tworzyć organizacje według swego uznania, jak też przystępować do tych organizacji, z jedynym zastrzeżeniem stosowania się do ich statutów.

Ustawa o związkach zawodowych – przepisy, które wprowadza nowelizacja z 7 czerwca 2018 r.

Art. 11. Ilekroć w ustawie jest mowa o:

1) osobie wykonującej pracę zarobkową – należy przez to rozumieć pracownika lub osobę świadczącą pracę za wynagrodzeniem na innej podstawie niż stosunek pracy, jeżeli nie zatrudnia do tego rodzaju pracy innych osób, niezależnie od podstawy zatrudnienia, oraz ma takie interesy zawodowe związane z wykonywaniem pracy, które mogą być grupowo chronione;

[…]

Art. 2 ust. 1. [Prawo koalicji]

Prawo tworzenia i wstępowania do związków zawodowych przysługuje osobom wykonującym pracę zarobkową.

Art. 3 ust. 1. [Zakaz nierównego traktowania]

Zakazuje się nierównego traktowania w zatrudnieniu osób, o których mowa w art. 2 ust. 1 i 3–6, z powodu przynależności do związku zawodowego lub pozostawania poza nim albo wykonywania funkcji związkowej, którego skutkiem jest w szczególności:

1) odmowa nawiązania lub rozwiązanie stosunku prawnego,

2) niekorzystne ukształtowanie wynagrodzenia za pracę zarobkową lub innych warunków zatrudnienia albo pominięcie przy awansowaniu lub przyznawaniu innych świadczeń związanych z pracą zarobkową,

3) pominięcie przy typowaniu do udziału w szkoleniach podnoszących kwalifikacje zawodowe

– chyba że pracodawca udowodni, że kierował się obiektywnymi powodami.

 

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.