Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Kadry i płace

Firmowe imprezy to czas integracji rodziny, przyjaciół i pracy

4 września 2009
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Pod koniec lata Princess Yachts – stocznia jachtów w Plymouth – zorganizowała bogaty w rozrywki dzień otwarty dla dwóch tysięcy swoich pracowników i ich rodzin. Poszczególne działy – montażu jachtów, produkcji mebli – przygotowały wystawy własnych produktów; grały zespoły jazzowe; pracownicy z rodzinami pływali jachtami po porcie; przeprowadzono zbiórkę pieniędzy na cele dobroczynne.

Dyrektor naczelny spółki Chris Gates mężnie sprostał wyznaczonemu mu zadaniu: – Zakuto mnie w dyby i kto chciał mógł we mnie rzucać mokrą gąbką – mówi. – To była zabawa w stylu wiejskiego jarmarku.

Chociaż letnie firmowe imprezy rodzinne kojarzą się na ogół z wielkimi fabrykami o paternalistycznym podejściu do pracowników, urządzają je także firmy nieprowadzące produkcji – zazwyczaj poza własną siedzibą, bo biuro w dzielnicy EC4 czy na Wall Street nie jest najlepszym miejscem do zabawiania setek dzieciaków.

Niektóre wielkie spółki, m.in. grupa przemysłu zbrojeniowego i lotniczego BAE Systems czy koncern farmaceutyczny GlaxoSmithKline, organizują lokalne imprezy, pozostawiając inicjatywę poszczególnym zakładom.

W oddziale BAE w Brough odbywa się biennale dni rodzinnych.

– Mamy bogaty program – mówi Rebecca Brothers, doradca ds. kontaktów z lokalną społecznością i imprez. – Jest zwiedzanie zakładów i wystawy obrazujące inżynieryjne aspekty naszej pracy. Jest wesołe miasteczko i pokazy lotów – kiedyś prezentowaliśmy samoloty Red Arrow i Heritage, a na ten rok zaplanowaliśmy starty i lądowania samolotu na naszym terenie.

Rebecca Brothers mówi, że w zakładzie pracuje około 1700 osób i że w dniu rodzinnym uczestniczy od ośmiu do dziesięciu tysięcy gości, ponieważ spółka zaprasza także mieszkańców najbliższej okolicy. W końcu, kiedy się urządza przyjęcie, podczas którego przez całe popołudnie co chwila ląduje samolot, wypada zaprosić sąsiadów.

Takie imprezy organizuje się z kilku ważkich powodów.

– To jest forma podziękowania pracownikom i ich rodzinom, a zarazem dobra okazja, żeby pracownicy mogli pochwalić się tym, co robią – uważa Rebecca Brothers. – Przy okazji staramy się zebrać trochę grosza na jakiś dobroczynny cel.

Dan Williams, szef pionu inicjowania transakcji w Cooper Parry, spółce z Midlands, świadczącej profesjonalne usługi dla firm (dawniej firma organizowała dni rodzinne w miejscowym parku tematycznym, a kiedyś wynajęła kino na pokaz filmu o Harrym Potterze), uważa, że poznanie członków zespołu w ich „pozapracowej” roli jest bardzo cenne:

– Widzisz dyrektora jako ojca i głowę rodziny i uświadamiasz sobie, że macie ze sobą więcej wspólnego, niż myślałeś.

Chris Gates dodaje, że silnym magnesem jest możliwość obejrzenia tego, co wytwarza spółka.

– Ludzie uwielbiają oglądać jachty w budowie. Wytwarzamy wszystko, od włókna szklanego po tkanie płótna, a nasz produkt świetnie się nadaje do takich imprez. Nasi pracownicy są bardzo dumni z tego, co robią, i to naprawdę widać.

Jednak, jak zaznacza Dan Williams, takie imprezy nie są tanie. W tym roku Parry Cooper zorganizuje „tradycyjny, staroświecki dzień sportów, z konkurencjami takimi, jak bieg z jajkiem na łyżce – wypisz wymaluj obraz gospodarki”.

Oprócz kosztów, ogromny jest także wysiłek organizacyjny. Rebecca Brothers mówi, że między innymi dlatego w BAE Brough dni rodzinne organizuje się raz na dwa lata, a Chris Gates przyznaje, że w Princess Yachts odbywają się one raz na dwa lub trzy lata.

– To jest kolosalne przedsięwzięcie, dla którego zatrzymuje się cały zakład. Poza tym, gdybyśmy takie dni organizowali co roku, pewnie by się znudziły – mówi.

Przydatność takich imprez docenia również Stephen Overell, wicedyrektor w Work Foundation. – Niektóre spółki, zwłaszcza wielkie zakłady produkcyjne, odgrywają ogromną rolę w lokalnej społeczności i widać, że takie dni otwarte mogą być pod tym względem bardzo użyteczne. Nie jestem również pewien, jak by się sprawdziły w światowej spółce finansowej z City. Poza tym niektórzy wolą nie łączyć pracy i życia rodzinnego i trzeba tak to zorganizować, żeby pracownicy czuli, że obecność jest dobrowolna, a nie przymusowa.

Nawet jeśli nie zaprasza się całej lokalnej społeczności, dobrze jest, gdy można przyprowadzić nie tylko rodzinę, lecz i przyjaciół – bo integracyjny efekt spotkania będzie mniejszy, gdy pracownicy, nieposiadający rodziny w tradycyjnym sensie, odniosą wrażenie, że nie pasują do reszty.

be4c34c8-17d0-4d4c-b9ec-df8a27fe42b3-38914613.jpg

Fot. Istock

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.