Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Pan na e-telewizorze

1 lipca 2018

Marcin Pery przekonał w 2007 roku szefa Polsatu do stworzenia internetowej telewizji. Dziś już 2,5 mln Polaków ogląda programy nadawane przez Iplę

Zamiast w garażu budować własny rewolucyjny e-biznes, Marcin Pery postanowił zabić tradycyjną telewizję. I jest na najlepszej drodze do zrealizowania celu. Stworzoną przez niego telewizję internetową ogląda już ponad 2,5 mln Polaków.

Przydługie kręcone włosy, zamiłowanie do gadżetów i gorąca czekolada, jaką popija zamiast kawy, powodują, że bardziej przypomina studenta niż menedżera kierującego 200-osobową firmą. Mimo tego wrażenia 36-letniemu Marcinowi Peremu trzy lata temu udało się namówić prezesa Polsatu Zbigniewa Solorza-Żaka, by zainwestował w biznes, w który wtedy nikt nie wierzył.

Kiedy w 1981 r. startowała muzyczna MTV, pierwszym teledyskiem, jaki puściła, było "Video killed the radio star", czyli "Wideo zabiło gwiazdy radiowe". O tym, iż internet może zabić telewizję, mówiło się od dawna. Od tak dawna, że w pewnym momencie uznano to za kolejną legendarną moc sieci, która jednak ma małe szanse na urzeczywistnienie się.

Sytuacja zaczęła zmieniać się w ostatnich miesiącach. - Ograniczeniem dla telewizji internetowych była głównie technika. By je oglądać, potrzebny jest internet o wysokiej przepustowości. Dopiero gdy zaczęła się upowszechniać sieć szerokopasmowa, e-telewizje mogły wyjść do mainstreamu - mówi Marcin Bochenek, były członek zarządu TVP odpowiadający za Itvp.pl, a dziś wiceprezes Naczelnej Akademieckiej Sieci Komputerowej.

I w ten moment właśnie wycelował Pery, którego dziecko - telewizja internetowa Ipla - spektakularnie pnie się w internetowych rankingach. Jest już dostępna na iphoney, komórki z systemem Android, a nawet pierwszego września na tradycyjne telewizory Panasonica. Plan Perego jest prosty. - Z czasem będziemy wszędzie - mówi.

"Dobra wiadomość: telewizja nigdy jeszcze nie była lepsza. Zła wiadomość: TV jest do niczego" - tak amerykański komik Joel McHale zapowiada coverowy materiał we wrześniowym magazynie "Wired", który wieszczy: "Twój wybór to już nie kablowa czy antenowa. Teraz nastał czas na telewizję w internecie".

- Wytłumaczenie jest proste: po co masz się dostosowywać do programów, reklam, godzin nadawania. To one mają się dostosować do ciebie. A gdzie indziej znajdziesz taki wybór programów, seriali i filmów jak w internecie - tłumaczy Bochenek. Do niedawna jednak wideo w internecie to był głównie YouTube: swobodna i radosna o niskiej jakości twórczość samych internautów. - Dziś widzowie chcą tego samego, co oferują im stacje komercyjne w równie dobrej jakości, ale życzą sobie, by to było dostępne na zawołanie - dodaje.

W USA e-telewizje, by otaczać się aurą nowoczesności, a nie dla zarabiania pieniędzy, ma już większość tradycyjnych stacji. Jednak dopiero w tym roku okazało się, że ludzie rzeczywiście chcą je oglądać. Zaczęły się piąć w rankingach internetowej klikalności i liczby użytkowników tak spektakularnie, że specjalne aplikacje do ich odbierania zaczęli wprowadzać producenci tradycyjnych odbiorników telewizyjnych, a najpopularniejsze seriale i filmy są możliwe do obejrzenia nawet na smartphoneach niemal równolegle z premierą telewizyjną.

Nic dziwnego więc, że w USA e-telewizja została uznana za potencjalnie największą kopalnię internetowych pieniędzy 2010 r. Z opublikowanego w lipcu badania iSuppli wynika, że w tym roku na świecie zostanie sprzedanych ponad 27 mln telewizorów specjalnie dostosowanych do jej odbierania (to daje 125 proc. wzrostu w porównaniu z 2009 rokiem). A to dopiero początek, bo w 2014 r. ma ich być na świecie blisko 150 mln. Z jeszcze większą nadzieją biznes spogląda na wyniki finansowe tych e-stacji. W 2007 r. z reklam zarobiły 990 mln dolarów, w 2009 r. już blisko 8 mld.

Inaczej było jednak, gdy trzy lata temu Pery z takim pomysłem sam zgłosił się do prezesa Polsatu. Do dziś analitycy rynku dziwią się, że przekonał do niego Solorza-Żaka, który znany jest z pragmatycznego podejścia do nowych inwestycji. - Polsat do niedawna nie miał nawet porządnej strony internetowej i wszyscy wiedzieli dlaczego. Solorz-Żak nie wierzył, że internet pozwoli mu szybko zmonetaryzować zyski, więc w niego nie inwestował - mówi jeden z analityków rynku. Tym bardziej kiedy na początku 2008 r. ogłoszono, że Pery ma stworzyć specjalną nową strukturę zajmującą się internetem w grupie Polsat, branża wiedziała, że szykuje się coś większego.

Pery już wtedy był znany w środowisku biznesów internetowych. Ten absolwent cybernetyki na Wojskowej Akademii Technicznej ostrogi na rynku zaczął zdobywać jeszcze jako licealista i student, bo wtedy razem z kolegą ze szkoły założył swoją pierwszą firmę, która wykonywała zlecenia dla dużych graczy jak Computerland. Jednak najwięcej dało mu ponad 5 lat pracy w Gemiusie (czołowej polskiej firmie zajmującej się badaniami internetu), którego był wiceprezesem i dyrektorem ds. strategii i rozwoju i tak naprawdę jednym z twórców, bo to pod jego kierownictwem firmie udało się zdobyć kontrakty w kilku europejskich państwach na badania sieci.

Pod koniec 2007 roku ówczesny właściciel Gemiusa Henryk Modzelewski sprzedawał swoje udziały. - Razem z kolegami z zarządu myśleliśmy wówczas o przeprowadzeniu wykupu menadżerskiego, ale ostatecznie posprzedaźy akcjizacząl we mnie kiełkowac inny pomysł.Te pięć lat w Gemiusie, który przecież zajmował się przewidywaniem trendów na rynku internetowym, dało swoje. Miałem plan, gdzie uderzać, i z pełnym przekonaniem wybrałem Polsat - opowiada Pery. - Grupa była absolutnie początkująca na rynku internetowym, ale miała przecież ogromny potencjał. Telewizja prywatna z 15-letnim stażem i tysiącami autorskich programów, serialami, które leżały gdzieś odłogiem nieużywane w archiwach. Do tego jeszcze z rozwijającymi się kanałami tematycznymi: sportowym i newsowym. Tylko z tego czerpać - dodaje.

Na tych właśnie podwalinach postanowił zaproponować Solorzowi-Żakowi budowę internetowego kanału, na którym będzie można obejrzeć z jednej strony archiwalne odcinki "Świata według Kiepskich" czy "Ekipy", z drugiej podobnie jak w przypadku platformy cyfrowej Polsatu lepem na widzów miała być piłka nożna. - Nie chciałem jednak, by to był taki e-Polsat, ale osobny niezależny twór. Nazwę Ipla dla niego wymyśliłem w wannie - śmieje się Pery.

Pierwszym testem nowego tworu było Euro 2008, które Ipla relacjonowała na żywo i z możliwością powtórek. Za darmo, kiedy się tylko chciało, po instalacji specjalnej aplikacji można było obejrzeć całe spotkania lub tylko ich wybrane fragmenty. Zachwytu jednak wśród internautów nie wywołała: "dokuczliwa i skomplikowana rejestracja, aż trzykrotnie musimy potwierdzać w niej nasze hasło, zmieniać login i sprawdzać pocztę w poszukiwaniu klucza aktywującego", "trzeba instalować specjalną aplikację, która wymaga przynajmniej jednomegabitowego połączenia z internetem" - narzekano.

Pery jednak nie zarzucił pomysłu i opracowywał razem z Redefine - spółką, której szefuje, a która odpowiada za projekty internetowe grupy Polsat - nowe, bardziej przystępne wersje aplikacji Ipli i archiwizował coraz więcej polsatowskich produkcji. I to właśnie one zaczęły nagłaśniać wśród internautów Iplę. Dziś dostępnych jest w niej ponad 60 tysięcy programów rozrywkowych, sportowych, wiadomości i seriali - łącznie 12 tys. godzin. Na żywo retransmitowany jest Polsat News i wydarzenia takie jak walka Adamek vs. Gołota. Pod koniec 2009 r Ipla zaczęła też odpłatnie udostępniać głównie amerykańskie filmy - jest ich dziś ponad 750. I tak w trochę ponad dwa lata od startu zdobyła 2,5 mln widzów, którzy na oglądaniu jej programów spędzają ponad godzinę dziennie.

- W Polsce e-telewizje to raczkujący biznes. Łącznie mają ledwie około 2 proc. całego rynku telewizyjnego, ale już widać, że mają ogromny potencjał. Może tradycyjnej telewizji nie zabiją, ale na rynku mogą namieszać - przyznaje Bochenek. - A jak zawsze jest z internetem, kto zainwestował pierwszy, jest na wygranej pozycji.

@RY1@i02/2010/177/i02.2010.177.186.0010.001.jpg@RY2@

Fot. Marcin Kaliński

Będziemy wszędzie - mówi Marcin Pery. Stworzoną przez niego internetową telewizję Ipla można już oglądać nie tylko w komputerze, ale też w smartphoneach i tradycyjnych telewizorach

Sylwia Czubkowska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.