Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Technologie

Innowacyjne gruszki na wierzbie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Burnat-Mikosz: W Polsce mamy ulgę, która nie stymuluje polskiej innowacyjności. Efektywna korzyść dla przedsiębiorcy to 9,5 proc. wydatków na prace badawczo-rozwojowe. U sąsiadów firmy mogą odliczyć nawet 300 proc.

Z badania Deloitte wynika, że ponad 60 proc. firm w ciągu 3-5 lat planuje wydatki na B+R. Planują czy deklarują?

Planują, bo zrozumiały, że B+R to nie tylko działania kończące się patentem, a każda inwestycja zmierzająca do usprawnienia procesu, produktu, usługi, wykorzystania wiedzy w nowatorski sposób etc. Natomiast nie jestem pewna, czy te działania będzie widać w statystykach.

Największym mankamentem wspierania innowacyjności jest nieprzyjazny system. Działamy impulsowo - dostajemy pieniądze z UE i tworzymy programy, by je zaabsorbować zgodnie z sugestią KE na B+R. Z tego powodu teraz zamierzamy wspierać np. przedsiębiorców dotacjami na ochronę własności intelektualnej, czyli składanie wniosków patentowych. Ale nie myślimy, jak patenty zatrzymać w Polsce. Przedsiębiorcy, patentując rozwiązania, nie dostaną premii podatkowej za dochody osiągane z udzielenia dostępu do wiedzy. Dlatego jeśli ochronią swoje rozwiązania patentem europejskim, to zarejestrują je w Holandii i tam będą je sprzedawali i rozliczali zyski, bo tam dostaną premię. W efekcie przedsiębiorca weźmie dotację w Polsce, ale Polska nic z tego nie będzie miała.

Coś jednak musi mieć, skoro rząd zadeklarował Komisji Europejskiej, że w 2020 r. nakłady na badania i rozwój sięgną 1,7 proc. PKB. Teraz wydajemy 0,9 proc. PKB i jesteśmy w ogonie Europy.

Rząd chce tak dystrybuować środki z budżetu UE na lata 2014-2020, by pobudzać nimi nakłady na innowacje, prace badawczo-rozwojowe. Takie działanie jest zbieżne z oczekiwaniami KE. Teraz firmy w dużo mniejszym stopniu będą mogły otrzymywać dotacje na inwestycje wykorzystujące technologie już istniejące na świecie czy modernizację zaplecza infrastrukturalnego. Mają być zachęcane do tego, by realizować projekty, których rezultatem będzie wytworzenie nowej wiedzy. Te projekty mają powstawać we współpracy ze środowiskiem naukowym. Dotacje zostaną przeznaczone na sfinansowanie kosztów zatrudnienia naukowca, amortyzację istniejącej infrastruktury do realizacji projektu badawczego. To ma pozwolić na zwiększenie nakładów na B+R do 1,7 proc. PKB.

Jak państwa w naszym regionie zachęcają firmy do B+R?

Zachętami podatkowymi, odnoszącymi się do już poniesionych kosztów. System pozwala na obniżenie wygenerowanego dochodu o wydatki na B+R i jeszcze od pozostałego podatku należnego pozwala odjąć określoną kwotę wydaną na prace badawczo-rozwojowe. Firmy muszą być przygotowane na uzasadnienie związku wydatków z realizacją projektów badawczych i katalogować je w taki sposób, by organ kontrolny nie miał wątpliwości, że pieniądze wydano właściwie. W niektórych jurysdykcjach w sumie mogą odliczyć nawet 300 proc. kosztów poniesionych na B+R, co jednocześnie nie pozbawia ich możliwości korzystania z dotacji z UE na te działania.

W Polsce mamy ulgę na nabycie nowych technologii.

Na nabycie, a nie wytworzenie. Mamy ulgę, która nie stymuluje polskiej innowacyjności, a obcą, import. Różni nas także sposób przyznawania ulgi. Zakup technologii amortyzowany jest jak wartość niematerialna i prawna. Przedsiębiorca może obniżyć podstawę opodatkowania o 50 proc. tego kosztu. Efektywna korzyść to 9,5 proc. poniesionych wydatków. Gołym okiem widać, że ten system nie działa, a mieszane działają.

A może nie jesteśmy mniej innowacyjni, tylko u nas nie widać inwestycji, bo są amortyzowane jak zwykłe koszty?

Faktycznie, w Polsce przedsiębiorcy korzystniej jest rozliczyć podatkowo wydatek na B+R, jeśli nie będzie się go wiązało z realizacją projektu badawczo-rozwojowego. Niedawno jeden z szefów dużej firmy telekomunikacyjnej przyznał, że wydaje dziesiątki milionów euro na rozwijanie nowych technologii informatycznych. Nie widzimy tego jednak w sprawozdaniach finansowych firmy, bo podchodzi ona do sprawy odrębnego katalogowania tych kosztów pragmatycznie. Efektywniej dla niej jest rozliczać te wydatki jako ogólne koszty związane z prowadzeniem działalności gospodarczej, co pozwala na bieżącą amortyzację podatkową.

Czy bez dodatkowych zachęt założenia MIR - 1,7 proc. PKB na B+R - mogą pozostać w sferze pobożnych życzeń?

Dzięki zaangażowaniu Ministerstwa Gospodarki, Infrastruktury i Rozwoju oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (ich cele są zbieżne) jeszcze za czasów wicepremiera Rostowskiego w resorcie finansów udało się wypracować kompromis. W Programie Rozwoju Przedsiębiorczości zapisano, iż system podatkowego wsparcia działalności B+R w przedsiębiorstwach ulegnie zmianie poprzez wprowadzenie wsparcia dla działań wewnętrznych zamiast importu innowacji. Ma się to zdarzyć wówczas, gdy Polska wyjdzie z procedury nadmiernego deficytu budżetowego. Prognoza resortu mówi, że stanie się to w ciągu 2 lat. Ale eksperci UE twierdzą, że to bardzo ambitny cel i raczej zakładają, że w procedurze będziemy jeszcze kilka lat. Oby to nie oznaczało, że Ministerstwo Finansów obiecało resortowi gospodarki, infrastruktury oraz nauki gruszki na wierzbie.

Co ciekawe, choć wiele państw UE też jest w procedurze nadmiernego deficytu, włączając w to naszych sąsiadów z regionu, to ulgi na B+R tam funkcjonują.

Mówimy o koniecznych zachętach, a czy przynajmniej wiemy, w jakich dziedzinach mamy większy potencjał i jakie branże powinniśmy przede wszystkim wspierać?

Kolejny problem. Polska do tej pory nie miała pomysłu na to, co chce wspierać. Wsparcie było rozproszone sektorowo i żadnego nie premiowało. Nie mamy branż, które staramy się wykreować. A nasi sąsiedzi z regionu mają takie wyróżniki. Czesi są silni w motoryzacji, Węgrzy i Chorwaci specjalizują się w sektorze farmaceutycznym.

Pokładam pewną nadzieję w inteligentnych specjalizacjach. Mogą nas nauczyć kierowania strumienia pieniędzy do sektorów, w które wierzymy, że mogą być kołem zamachowym polskiej gospodarki. Ale tylko pod warunkiem, że inteligentne specjalizacje wybraliśmy inteligentnie.

@RY1@i02/2014/149/i02.2014.149.000001200.802.jpg@RY2@

Wojtek Górski/mat. prasowe Deloitte

Magdalena Burnat-Mikosz, wiceprezes, partner Deloitte

Rozmawiała Beata Tomaszkiewicz

Cały wywiad na Forsal.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.