Internet będzie spadać z nieba
GREG WYLER stawia przed sobą bardzo ambitny cel: chce doprowadzić sieć do najdalszych zakątków świata. Jednak zamiast układać kable, woli to zrobić za pomocą satelitów
Konkretnie chodzi o 648 satelitów, które - jak właśnie ogłoszono - należąca do Wylera firma WebOne chciałaby zawiesić na orbicie okołoziemskiej. Cała konstelacja miałaby być ukończona już w 2018 r. Rozmach planu budzi wrażenie, ale za Wylerem stoją poważni inwestorzy i wielkie pieniądze. Wśród nich biznesmen ekscentryk Richard Branson oraz Qualcomm, gigant na rynku procesorów do telefonów komórkowych. Projekt ma kosztować 2 mld dol.
Wyler nie jest pierwszym wynalazcą, który wpadł na pomysł dostarczania usług telekomunikacyjnych za pomocą satelitów. Taką funkcję pełni już sieć Iridium. Wyler chce jednak podejść do zagadnienia w inny sposób. Po pierwsze, jego satelity mają być mniejsze i montowane seryjnie, co sprawi, że będą tańsze w produkcji. Spora część kosztów w telekomunikacji kosmicznej bierze się stąd, że każdy satelita to konstrukcja jedyna w swoim rodzaju. Po drugie, skoro satelity będą mniejsze, to będą też lżejsze, a to sprawi, że ich transport będzie tańszy. Na orbitę zamiast jednego wielkiego satelity trafi kilka albo kilkanaście mniejszych.
45-letni Wyler od zawsze lubił majsterkować. Jeszcze jako nastolatek wymyślił nowatorską konstrukcję wtrysku paliwa do forda mustanga. Pierwszy poważny biznes założył na studiach. Zwrócił uwagę, jak bardzo niewydajne jest chłodzenie procesorów komputerowych. Opracował więc nową konstrukcję elementu odprowadzającego ciepło, czyli radiatora, i w 1994 r. założył firmę Silent Systems, która miała wdrożyć rozwiązanie. Okazało się ono dobre, a przy tym o 80 proc. tańsze, więc współpracę nawiązały z nim Hewlett Packard i Dell. Ostatecznie sprzedał firmę Moleksowi, potentatowi rynku komponentów elektronicznych, za 100 mln dol.
W 2002 r., już jako multimilioner, poznał szefową gabinetu prezydenta Rwandy Paula Kagamego i zdecydował się pomóc w modernizacji kraju. Zamierzał zaoferować tani i szybki dostęp do internetu i telefonii komórkowej w standardzie 3G. Pomimo sukcesów w 2007 r. rząd Rwandy zmusił go do sprzedaży firmy państwowemu monopoliście. Doświadczenia z Afryki pozwoliły Wylerowi zrozumieć, że nieważne, jak szybkie kable kładł na ziemi, bo i tak ograniczała go przepustowość linii łączącej kraj ze światem.
W ten sposób wpadł na pomysł O3b, firmy dostarczającej internet w odległe miejsca za pomocą satelitów. Głównymi klientami providera są m.in. rządy (wśród nich wszystkie państwa na Pacyfiku), a także duże przedsiębiorstwa, głównie armatorzy i nafciarze posiadający platformy wiertnicze. Podstawowa różnica pomiędzy WebOne a O3b jest taka, że najnowsze przedsięwzięcie Wylera ma być bardziej masowe. Klientem nie będzie rząd, ale na przykład pojedyncza szkoła. Wystarczy, że taki odbiorca zawiesi na dachu wartą 200 dol., odporną na warunki pogodowe antenę wielkości opony i w ten sposób pokryje najbliższą okolicę bezprzewodowym internetem.
Wyler musi się jednak spieszyć ze swoim rozwiązaniem. Nad własnym, opartym na balonach systemem pracuje bowiem Google (zresztą przez krótki czas Wyler zajmował się swoim pomysłem w ramach wyszukiwarkowego giganta). Podobną inicjatywę opartą na satelitach ogłosił także Elon Musk. Miliarder wynalazca chce wysłać na orbitę konstelację satelitów za 10 mld dol.
@RY1@i02/2015/017/i02.2015.017.000001600.802.jpg@RY2@
BLOOMBERG
Greg Wyler swój pierwszy biznes założył już na studiach
Jakub Kapiszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu