Dziennik Gazeta Prawana logo

Przepraszam, czy tu pracują ludzie?

1 lipca 2018

PATRONAT Tegoroczne Europejskie Forum Nowych Idei odbywa się pod hasłem "Przyszłość pracy. Realia, marzenia i mrzonki". Temat jest ważny, bowiem praca - a przynajmniej sposób, w jaki ją dziś rozumiemy - ulegnie w ciągu dwóch dekad dramatycznej przemianie

W ubiegłym tygodniu amerykańska Krajowa Agencja Bezpieczeństwa Transportu Drogowego (NHTSA) opublikowała długo wyczekiwany dokument zawierający zasady dotyczące autonomicznych pojazdów. Nawet jeśli nowojorskie yellow cab jeszcze nie podjeżdżają po klientów bez kierowcy, to Amerykanie chcą mieć pewność, że ta gałąź motoryzacji będzie się rozwijać bez przeszkód i zgodnie z prawem. Stawką w tej grze są miliardy dolarów już wydane na rozwój technologii samoprowadzących się pojazdów przez największych potentatów z Doliny Krzemowej oraz gigantów przemysłu motoryzacyjnego. A także miliardy do zdobycia przez tego, kto jako pierwszy zaoferuje takie bezpieczne rozwiązania klientom indywidualnym i komercyjnym.

Maszyny towarzyszą nam w miejscu pracy od ponad dwóch stuleci, ale dotychczas ich obecność ograniczała się do hal fabrycznych lub biur. Ślepe i głuche, nadawały się jedynie do powtarzalnych, nieskomplikowanych czynności. Gwałtowny rozwój elektroniki sprawił jednak, że roboty otrzymują coraz lepsze zmysły. Chodzi nie tylko o kamery i inne sensory, ale przede wszystkim o potężniejszą elektronikę i szybsze oprogramowanie, które są w stanie w efektywny sposób obrobić i zinterpretować w czasie rzeczywistym rejestrowane przez sensory dane. Coraz doskonalsze stają się również elementy ruchome, w które wyposażamy maszyny. W efekcie maszyny mogą przejąć kierowanie pojazdem, bo orientują się w otoczeniu; są również coraz bardziej zwinne, co przekłada się na zakres ruchów, jakie są w stanie wykonywać.

Roboty są więc prawie gotowe, aby śmiało pójść w świat, przejmując od człowieka wszystkie zajęcia, których wykonywanie jest niewdzięczne. Przykładem chociażby rolnictwo i zbieranie owoców. Kilka ośrodków badawczych na świecie udoskonala konstrukcje, które służą do automatycznego zbioru owoców (amerykańscy sadownicy oceniali w tym roku działanie urządzenia przeznaczonego dla jabłek).

Jeszcze dalej posunięto się w Japonii. Tamtejsza firma Spread w przyszłym roku uruchomi produkcję sałaty w całkowicie zautomatyzowanej farmie leżącej w prefekturze Kyoto. W zakładzie - bo sałata nie rośnie tam na polu, tylko w doniczkach ustawionych na regałach w hali - ludzie będą potrzebni tylko do siania nasion. Całą resztę będą wykonywały roboty - a właściwie różnego typu mechaniczne wysięgniki - poruszające się po tych szynach. Kompletny system zainteresowani będą mogli zobaczyć w połowie października na targach rolniczych Agri World w japońskim mieście Chiba.

Te zmiany oczywiście sprawią, że z rynku znikną miejsca pracy. Jednym z myślicieli zajmujących się tym tematem jest Martin Ford, który w wydanej w ub.r. książce "Świt robotów: technologia i zagrożenie przyszłością bez pracy" zwraca uwagę, że ofiarami nowej rewolucji technologicznej padną nie tylko zawody niewymagające dużych kwalifikacji, ale również stanowiska wymagające specjalistycznej wiedzy. "Radiologów uczy się interpretacji zdjęć wykonywanych przez urządzenia medyczne. Ale postęp automatycznej interpretacji zdjęć jest tak duży, że wkrótce urządzenie będzie mogło zastąpić radiologa. Już w tej chwili oprogramowanie wykrywa przecież twarze na Facebooku i pomaga zidentyfikować terrorystów na lotniskach".

To oczywiście oznacza, że problemem stanie się bezrobocie podobne do strukturalnego, powstanie bowiem na skutek likwidacji miejsc pracy w konkretnych branżach. "Jedna z najbardziej fundamentalnych idei wpleciona w amerykański etos - że każdy może poprawić swój los ciężką pracą - nie ma podstaw w statystyce" - pisze gorzko Ford. Nie jest to nowe zagadnienie; już w 1930 r. John Maynard Keynes ukuł termin "technologiczne bezrobocie". Jeden z największych ekonomistów XX w. nazwał w ten sposób zjawisko przeciągającej się niemożności stworzenia nowych miejsc pracy w miejsce zlikwidowanych na skutek upowszechnienia się maszyn i udoskonalenia sposobów produkcji (tj. linia montażowa). "Gospodarka cierpi nie z powodu starczego reumatyzmu, ale z bólu dojrzewania do zmian zachodzących w zbyt szybkim tempie. Wzrost efektywności spowodowany postępem technicznym odbywa się szybciej, niż jesteśmy sobie w stanie poradzić z problemem absorpcji siły roboczej" - mówił w wystąpieniu na corocznym spotkaniu Stowarzyszenia Amerykańskich Ekonomistów.

Ford uważa, że na skutek postępu technologicznego zabraknie pracy dla wszystkich, i postuluje wprowadzenie nowych świadczeń, które umożliwią przeżycie tym, którzy zostaną bez pracy. Autor przewiduje nawet, że zmiana technologiczna nie pozostanie bez wpływu na język; w książce ukuwa nowe, potoczne powiedzenie - że ktoś został "uwolniony", tzn. jego stanowisko pracy zostało zlikwidowane, a on sam otrzymał możliwość podniesienia swoich kwalifikacji. Nie wszyscy badacze jednak zgadzają się, że postęp technologiczny wywoła długotrwałe, niedające się zlikwidować bezrobocie. Erik Brynjolfsson oraz Andrew McAfee, autorzy wydanej w 2014 r. książki "Druga era maszyn", przewidują na przykład, że gospodarka ostatecznie będzie w stanie wytworzyć wystarczająco dużo nowych miejsc pracy dla wszystkich - tak jak ostatecznie stało się to z gospodarką amerykańską.

Autorzy obydwu publikacji zgadzają się jednak, że jedyną drogą na zabezpieczenie się przed brakiem zajęcia w tych nowych czasach jest podnoszenie kwalifikacji. Nie są odosobnieni w tym poglądzie; taka jest również konkluzja opublikowanego w czerwcu raportu dotyczącego przyszłości rynku pracy, zamówionego przez Radę Nordycką (organizacja zrzeszająca kraje skandynawskie oraz Finlandię). Raport jest efektem prac duńskiego polityka Poula Nielsona, b. europejskiego komisarza ds. rozwoju i pomocy humanitarnej. Jedną z konkluzji opracowania jest pomysł, aby masowo podnosić kwalifikacje społeczeństwa przez obowiązkowe kształcenie trwające całe życie - także na emeryturze. Autor raportu nie proponuje w tym zakresie żadnych konkretnych rozwiązań poza wzmianką, że pracodawcy powinni solidarnie podzielić się kosztami takiej ogólnonarodowej operacji razem z państwem.

Technologiczne bezrobocie Keynes przewidział już w 1930 roku

@RY1@i02/2016/189/i02.2016.189.00000100a.801.jpg@RY2@

Adam Warzawa/PAP

Trzeba masowo podnosić kwalifikacje całych społeczeństw, także osób na emeryturze. Zapłacą za to solidarnie państwo i biznes

Jakub Kapiszewski

jakub.kapiszewski@infor.pl

@RY1@i02/2016/189/i02.2016.189.00000100a.802.jpg@RY2@

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.