Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Technologie

Start-upy przyspieszają falę bankowych innowacji

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Fintechy i banki tylko pozornie stoją po dwóch stronach barykady - w interesie obydwu stron jest współpraca zamiast rywalizowania o rynek usług finansowych

Niewielkie firmy technologiczne, często powstające jako start-upy, które tworzą rozwiązania technologiczne dla sektora finansowego, nazywa się potocznie fintechami. Dziś stanowią one jeden z najdynamiczniej rozwijających się obszarów gospodarki, przez co bankom rośnie nowy rodzaj konkurencji. Banki reagują na to rozwijaniem innowacji wewnątrz organizacji, ale coraz częściej sięgają też po pomysły fintechów i nawiązują z nimi współpracę, decydując się na ich przejęcie czy zostając partnerami w technologicznym biznesie.

- W naturze wielkich korporacji jest niewielka skłonność do partnerstwa. Tego trzeba się nauczyć i my to cały czas robimy. W ramach programu akceleratorów już niemal 50 naszych menedżerów miało szansę nauczyć się, jak współpracować ze start-upami - mówił Szymon Wałach, dyrektor pionu analiz i strategii z PKO BP, w trakcie debaty poświęconej modelom współpracy między bankami i fintechami.

Największy polski bank na początku roku kupił firmę ZenCard, która opracowała technologię do zarządzania programami lojalnościowymi. Spółka nie została jednak włączona w struktury banku. - Oni mają cały czas być głodni sukcesu, działać jak start-up. Naszym zadaniem jest stworzenie takich warunków, żeby firma mogła się rozwijać bez przeszkód związanych na przykład ze zbyt wolnym podejmowaniem decyzji - wyjaśniał Wałach.

ZenCard ma rozwijać się nie tylko na rynku polskim, ale podjąć próbę zbudowania mocnej pozycji także na rynkach zagranicznych. Takich projektów, które mają szansę powodzenia także w skali globalnej, jest w Polsce nadal niewiele. Nie zmienia tego fakt, że według grudniowego raportu firmy doradczej Deloitte mamy największy rynek fintech w Europie Środkowo-Wschodniej, którego roczne przychody są warte 860 mln euro.

- Im dłużej przyglądamy się tej branży, tym bardziej szukamy możliwości inwestycji poza Polską. Potrzebujemy więcej podmiotów znajdujących się na dalszym etapie rozwoju oraz rozwiązań już przynajmniej wstępnie przetestowanych w boju - zwracał uwagę Jakub Fast, dyrektor zarządzający ds. produktów i segmentów klienckich bankowości detalicznej w mBanku. W lutym mBank zdecydował się na uruchomienie funduszu mAkcelerator, który zainwestuje 50 mln euro w znajdujące się na wczesnym etapie rozwoju firmy napędzające cyfrową rewolucję w sektorze finansowym. Fast jasno deklaruje, że celem funduszu jest zarobienie pieniędzy. - Możemy do tego typu projektów dodać wartość, dzięki czemu przeniosą się one z poziomu krajowego na globalny, i wtedy sprzedać - mówił.

Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe, zwracał uwagę na ryzyko związane z traktowaniem firm fintechowych jako spółek, na których chcemy zarobić tu i teraz. - Jeśli koncepcja jest dobra, to chodzi przede wszystkim o to, żeby jak najszybciej powiększyć skalę działalności takiego start-upu. To wymaga w pierwszej kolejności nakładów, a zyski pojawiają się dopiero w dalszej perspektywie, jako pochodna intensywnego rozwoju - mówił Ciołkowski.

Mastercard zwraca uwagę, że współpraca banku z zewnętrznymi partnerami w ramach tzw. ekosystemu otwartego pozwala dodatkowo pobudzić innowacje. Firma sama przeszła ewolucję od opracowywania cyfrowych innowacji w ramach własnych struktur do aktywnego angażowania start-upów, m.in. poprzez program Start Path Global, platformę The Heart Warsaw czy realizację wspólnych programów komercyjnych.

- Jeśli start-up pasuje do naszej kultury i posiada technologię, którą uznajemy za przydatną, możemy rozważyć jego zakup. Przykładem jednego z pierwszych na świecie start-upów przejętych przez Mastercard była polska firma Trevica, która dzisiaj jest już integralną częścią naszej firmy i świadczy usługi w wielu krajach Europy Zachodniej - dodał Ciołkowski.

Chęć zdobycia rozwiązań technologicznych to częsty powód, dla którego dojrzałe firmy decydują się na kupowanie fintechów. - Czasami tak jest po prostu taniej, niż budować określone kompetencje od podstaw wewnątrz przedsiębiorstwa - mówił Tomasz Rudolf, współzałożyciel platformy The Heart, łączącej innowacyjne firmy technologiczne z dużymi polskimi i międzynarodowymi korporacjami.

Uczestnicy debaty zastanawiali się także, czy Polska może stać się globalną wylęgarnią firm technologicznych działających w sektorze finansowym. Wydaje się, że mamy ku temu wszelkie przesłanki. Zbudowany praktycznie od podstaw po ustrojowej transformacji system bankowy jest nowoczesny, a klienci banków są otwarci na innowacyjne rozwiązania.

- Jeśli chcemy się cofnąć w czasie o pięć lat, to wystarczy pojechać do Londynu i tam w jednym z banków otworzyć rachunek. Ale z drugiej strony jak spotykamy się na różnych branżowych konferencjach, to czasem można odnieść wrażenie, że duża cześć branży woli słuchać o sukcesach niż działać - mówił Tomasz Motyl z Alior Banku.

Tak jak inni uczestnicy debaty Motyl zwracał uwagę, że jedną z pułapek, w którą wpadają założyciele firm technologicznych, jest wielkość naszego rynku. Niemal 40 mln konsumentów sprawia, że zamiast myśleć o sukcesie globalnym twórcy nowych projektów nastawiają się na odniesienie sukcesu tylko w Polsce, bo to wystarczy, żeby zarabiać pieniądze. Tymczasem na przykład estońskie firmy technologiczne już na początku muszą zakładać zagraniczną ekspansję, bo w oparciu o rynek wewnętrzny nie są w stanie przetrwać.

@RY1@i02/2017/111/i02.2017.111.00000280a.801.jpg@RY2@

mat. prasowe

Michał Wójcik

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.