Gordon Brown: mamy tylko 50 dni na uratowanie świata
Mamy 50 dni na uratowanie świata przed klimatyczną katastrofą - ostrzegł wczoraj premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown.
Polityk rządzącej Partii Pracy przemawiał podczas ekonomicznego forum w Londynie, na które zjechały delegacje z 17 państw - największych producentów dwutlenku węgla, gazu mającego odpowiadać za ocieplenie klimatu. - Nie ma planu B. Koszt naszego zaniechania będzie ogromny, większy niż obu wojen światowych i wielkiego kryzysu. Grozi nam wybuch nowych konfliktów wywołanych falą ogromnych migracji. Miliony ludzi będą walczyć o wodę lub przed nią uciekać - przekonywał Brown.
Za 50 dni zaczyna się w Kopenhadze klimatyczny szczyt ONZ, na którym ma zostać przyjęte nowe światowe porozumienie w sprawie limitów emisji dwutlenku węgla. Ma ono zastąpić przestarzały oraz niedoskonały protokół z Kioto. Jednak na razie nic nie zapowiada przełomu w tej sprawie.
- Podczas ubiegłorocznego szczytu w Poznaniu nie osiągnięto znaczących postępów w negocjacjach. Szanse, że uda się wypracować jakiekolwiek dobre porozumienia w tej sprawie w stolicy Danii, są coraz mniejsze - przyznał ostatnio szef ONZ-owskiego Międzyrządowego Panelu do spraw Zmian Klimatycznych (IPCC) Rajendra Pachauri.
Głównym hamulcowym pozostają Stany Zjednoczone, które w limitach emisji dwutlenku węgla widzą kolejne zagrożenie dla swojej i tak już osłabionej kryzysem gospodarki. Waszyngton nie zmienia zdania, choć prezydent Barack Obama w czasie kampanii wyborczej szydził z ekologicznych obiekcji konserwatywnych rywali. A bez podpisu Waszyngtonu porozumienie z Kopenhagi pozostanie jedynie pustą deklaracją, bo pozostali wielcy truciciele - Chiny, Indie oraz Brazylia - nie będą się czuli w obowiązku przestrzegać jego zapisów.
Piotr Czarnowski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu