Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Ochrona zdrowia i środowiska naturalnego narzuca przemysłowi nowe reguły gry

15 kwietnia 2009
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Ryzyka środowiskowe wynikające ze zdecydowanego kursu Unii Europejskiego nakierowanego na zrównoważony rozwój gospodarczy, czyli uwzględniający pełne koszty ochrony środowiska, eksperci Business Centre Club (BCC) uznali wręcz za zagrożenie gospodarcze dla Polski.

- Regulacje dotyczące ochrony środowiska są największym zagrożeniem gospodarczym w tym sensie, że kształtują gospodarkę tak mocno jak żadne inne przepisy i ich lekceważenie grozi zamykaniem firm. Te regulacje, rozproszone w ponad 1000 aktach prawnych Unii Europejskiej, wpływają na przemysł bardziej niż jakiekolwiek inne przepisy, od nich zaczynają się zmiany technologiczne i one skutkują dodatkowymi kosztami - uważa Ryszard Pazdan, prezes zarządu Atmoterm, a zarazem ekspert BCC.

Opisanie, chociażby skrótowe, wszystkich ryzyk środowiskowych nie jest tutaj możliwe. Dość powiedzieć, że BCC naliczył około 30 ryzyk, które uznał za istotne, czyli mogące nieść ze sobą duże koszty i wymagające zarządzania nimi. Tak samo jak zarządza się finansami czy kadrami. Branż, które są narażone na te ryzyka, jest wiele, ale na czoło wysuwają się elektroenergetyka, ciepłownictwo, przemysły mineralny i wydobywczy, ale także chemia, produkcja paliw czy budownictwo. W miarę upływu czasu na listę przemysłów mocno regulowanych normami środowiskowymi będą zaś zapewne trafiać kolejne m.in. wskutek planowanego rozszerzenia przedmiotowego europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Każda nowa branża stanie przed tymi samymi problemami, co już objęte tym systemem tzn. wzrostu kosztów działania i zachowania konkurencyjności.

- Mówimy o kwestiach, które bardzo trudno sobie do końca uświadomić. Żeby spełnić wszystkie zobowiązania i zabezpieczyć dostawy energii elektrycznej w perspektywie 2020 roku w same źródła wytwarzania, musimy inwestować około 3 mld euro rocznie. To oznacza, że ceny energii będą musiały być wysokie, że sektor elektroenergetyczny będzie musiał zdobyć bardzo wysoki poziom społecznej akceptacji. Tak wysoki, o jakim do tej pory nie myślał, a jeśli nie uzyska, to nie będzie w stanie uruchomić tych inwestycji - uważa prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej.

To pokazuje, że regulacje środowiskowe to wyzwania nie tylko ekonomiczne, ale także społeczne.

Czasami informacje, że trzeba na nowe regulacje uważać, będą bardzo czytelne, bo ich wejście w życie będzie wymagało zmiany prawa krajowego, a innym razem zmiany mogą pozostać niezauważone. I tak w grudniu 2006 r. Parlament Europejski i Rada Unii Europejskiej przyjęły rozporządzenie w sprawie rejestracji, oceny, udzielania zezwoleń i stosowanych ograniczeń w zakresie chemikaliów (REACH). Stało się tak, bo przed wydaniem tego rozporządzenia obowiązek oceny chemikaliów pod kątem oddziaływania na zdrowie i środowisko nie dotyczył ponad 90 proc. substancji. Teraz trzeba je rejestrować, co jest pracochłonne, kosztuje - ponad 23 tys. euro za rejestrację substancji o obrocie ponad 1000 ton rocznie, a brak rejestracji grozi tak producentom jak importerom wypadnięciem z rynku. Ryszard Pazdan ubolewa, że polskie firmy dokonują stosunkowo niewielu rejestracji i wskazuje, że ryzyka środowiskowe trzeba przewidywać.

- Bez kontroli ryzyk związanych z ochroną środowiska nie będziemy w stanie zabiegać skutecznie o własne interesy. Stąd postulujemy powołanie przy rządzie, na razie nieskutecznie, ośrodka, który zarządzałby ryzykami środowiskowymi. Chodzi o to, żeby wyprzedzać regulacje i wpływać na ich kształt. To jest już gra globalna z udziałem rządów. Przedsiębiorcy mogą pomóc władzom i pomagają, ale ich nie zastąpią, bo decyzje zapadają na poziomie politycznym - uważa Ryszard Pazdan.

Teraz, w związku z planowanymi zmianami systemu handlu emisjami - m.in. od 2013 roku system aukcyjny ma zastąpić system krajowych przydziałów uprawnień do emisji oraz nowelizacją dyrektywy IPPC, toczy się batalia o to, które sektory przemysłu zostaną uznane za narażone na zjawisko carbon leakage, czyli przeniesienia produkcji poza terytorium Unii Europejskiej w rejony, w których nie obowiązują ograniczenia emisji CO2. Sektor, który dostanie się na listę, to będzie dostawał przynajmniej część uprawnień do emisji za darmo.

Niepewności jest strasznie dużo, a regulacje po 2012 roku tracą wymiar krajowy. Rządy państw członkowskich nadal wprawdzie są wyrazicielami interesów sektorów działających w ich krajach, ale tak naprawdę pojedyncze państwa mogą tyle ile znaczą w Unii Europejskiej.

- Trzeba zebrać dane sektorowe z całej Europy i nimi przekonać poszczególne państwa i rządy, że istotnie należy oddać glos za uznaniem danego sektora za narażony na carbon leakage. Decyzja w sprawie listy sektorów narażonych na przeniesienie produkcji poza terytorium Unii Europejskiej w rejony, w których nie obowiązują ograniczenia emisji CO2. będzie podejmowana przez Komisję Europejską, ale za zgodą państw członkowskich - wyjaśnia Tomasz Chruszczow, dyrektor biura Związku Pracodawców Polskie Szkło.

Tego rodzaju sytuacje zapewne będą się powtarzały, bo zmienność prawa unijnego jest spora i co rusz to się coś nowelizuje i zmienia, a przepisy ogólne, wynikające na przykład z uchwał Parlamentu Europejskiego, są mało precyzyjne, ale zwykle kosztowne. Ile może kosztować Polskę dostosowanie przemysłu do zaostrzanych norm środowiskowych i jaki to może mieć wpływ na przykład na rynek pracy, prawdopodobnie nikt nie wie dokładnie. BCC nie dał rady oszacować kosztów.

- Nie daliśmy rady tego oszacować i brak jest takich danych, bo prostu nikt się tym problemem kompleksowo nie zajmuje. Nie zarządzając ryzykami środowiskowymi, nie znamy wymiaru ryzyka finansowego, które jest wspólnym mianownikiem wszystkich ryzyk - ocenia Ryszard Pazdan.

cad9b82b-e0ec-401c-8605-3adb95028cb1-38895570.jpg
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.