Mleczarnie stawiają na ekologię
Po latach wielomiliardowych inwestycji w nowoczesne technologie i urządzenia w branży mleczarskiej przyszła kolej na przedsięwzięcia z zakresu ochrony środowiska. Do tej pory temat ten był traktowany przez firmy z tego sektora bardziej po macoszemu.
- Nie znaczy to, że nic nie było robione. Na tego typu inwestycjach starano się jednak zawsze przyoszczędzić - wyjaśnia przedstawiciel Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich Związek Rewizyjny.
Nic dziwnego. Po tym jak Polska weszła do Unii Europejskiej, sklepowe półki zalała fala atrakcyjnych nie tylko pod względem opakowania, lecz także ceny, wyrobów mleczarskich z Zachodu. Pierwszeństwo zyskały inwestycje mające na celu poprawić konkurencyjność polskich wyrobów. W ciągu ostatnich czterech lat na ten cel poszło ponad 3 mld zł.
Teraz, gdy cel został osiągnięty, a produkcja krajowych mleczarni rośnie, nadszedł czas na ekologię. Przepisy i normy dotyczące ochrony środowiska stale zaostrzają się i spółdzielnie, by dalej mogły funkcjonować, muszą się do nich dostosować.
- W związku z rozwojem zakładu planujemy rozbudowę wybudowanej 10 lat temu biologicznej oczyszczalni ścieków. Prace planujemy rozpocząć już w przyszłym roku - wyjaśnia Marian Figarski z Zakładu Mleczarskiego FigAnd.
Rozbudowę lub budowę oczyszczalni ścieków i systemów ograniczających emisję pyłów CO2 planują też inne firmy.
- Mamy 13 spółdzielni oraz sześć zakładów oczyszczających ścieki. W najbliższych latach planujemy ich modernizację. W Zambrowie przewidziana jest budowa biogazowni - wyjaśnia Alicja Kamińska ze Spółdzielni Mleczarskiej Mlekpol.
Dodaje, że warto inwestować we własne oczyszczalnie, bo są tańsze w eksploatacji niż oddawanie ścieków do zakładów miejskich.
- Trzeba jednak wcześniej wyłożyć pieniądze na ich budowę. Obecnie istnieje możliwość ubiegania się o dotacje i środki z Unii - dodaje.
Z pieniędzy unijnych planowana jest budowa biogazowi przy oczyszczalni w Zambrowie należącej do Spółdzielni Mleczarskiej Mlekpol.
- Złożyliśmy już stosowne dokumenty. Teraz czekamy na decyzję. Jeśli uda nam się pozyskać pieniądze, to od razu przystępujemy do budowy biogazowni. Z własnych pieniędzy trudno bowiem sprostać rosnącym wymaganiom w zakresie ochrony środowiska - wyjaśnia Waldemar Szczepankiewicz ze Spółdzielni Mleczarskiej Mlekpol.
Dodaje, że produkowany przez instalacje z odpadów organicznych gaz będzie przerabiany na energię elektryczną.
- Mamy coraz większy problem ze zbyciem kwaśnej serwatki. Największe trudności pojawiają się, gdy notujemy jej zwyżki. Po wybudowaniu biogazowni problem zniknie - zapowiada Alicja Kamińska.
Szacuje się, że obecnie w zakładach mleczarskich 99 proc. odpadów jest już poddawanych odzyskowi. Wciąż największy problem jest z serwatką, która w 25-30 proc. jest wykorzystywana na cele paszowe czy przetwórcze. Pozostała część trafia do ścieków, co jest marnotrawstwem cennego surowca. Budowa m.in. biogazowni czy przerabianie na proszek, w co angażuje się coraz więcej spółdzielni, pomaga go odzyskać.
- Tym samym zniknął problem, z którym zmagała się ta branża jeszcze kilka lat temu. A mianowicie serwatki wylewanej do rzek - podkreśla przedstawiciel Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich Związek Rewizyjny.
Jak dodaje, coraz więcej firm zaczyna rozumieć, że warto odzyskiwać odpady, bo mogą być dodatkowym źródłem przychodu.
W tym roku pojawił się problem, który zaczyna spędzać sen z powiek coraz większej liczbie spółdzielni. Mowa o odpadach.
- W zeszłym roku byli chętni na naszą makulaturę, w tym roku zalega ona w zakładzie. Podobnie jest z folią - mówi Zofia Turczyn z Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej w Opolu Lubelskim.
Z podobnym problemem boryka się Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska we Włoszczowie.
- Nasi odbiorcy tłumaczą się kryzysem, który spowodował przestój u nich w zakładach - tłumaczy pracownik spółdzielni.
Działalność polskim spółdzielniom utrudniają też ciągle zmieniające się przepisy w zakresie ochrony środowiska.
- Po wejściu do Unii Europejskiej miało być lepiej, a z każdym dniem jest coraz gorzej. Uruchomienie teraz zakładu wiąże się z koniecznością uzyskania mnóstwa decyzji. Potem dochodzi kwestia sprawozdawczości, która jest już nie tylko roczna, lecz także półroczna. Na dodatek dokumenty, które kiedyś wystarczyło wysłać tylko do urzędu marszałkowskiego, trzeba też wysyłać do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. To komplikuje funkcjonowanie - podkreśla Alicja Kamińska.
Dlatego coraz więcej firm zastanawia się nad zatrudnieniem na stałe prawników wyspecjalizowanych w prawie ochrony środowiska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.