Cohen: Globalizacja musi postawić na zielone technologie
Globalizacja zwykle kojarzy się z integracją rynków wymiany towarów i usług. I jest postrzegana jako zagrożenie konkurencją ze strony Chin i Indii, które powodują wzrost bezrobocia w USA oraz w Unii Europejskiej, a także bankructwo tamtejszych przedsiębiorstw. To jednak tylko jeden z trzech aspektów globalizacji. I w dodatku... zdecydowanie pozytywny. Znacznie bardziej niepokojąca jest globalizacja finansowa, a najbardziej groźny - wpływ globalizacji na stan środowiska.
Badania jednoznacznie pokazują, że z pierwszego, handlowego poziomu globalizacji korzystają na świecie wszyscy, zarówno kraje wschodzące, np. Chiny, jak i państwa bogate, np. Stany Zjednoczone. W pierwszym przypadku sprawa jest oczywista: spektakularny wzrost poziomu życia setek milionów ludzi w ciągu zaledwie jednego pokolenia. Kompleksowe badania przeprowadzone przez MFW pokazują, że masowy import towarów z biedniejszych państw nie tylko spowodował zasadniczy wzrost poziomu życia w USA i Unii Europejskiej, lecz także przyczynił się do niwelacji różnic w poziomie życia w tych krajach. Z państw Azji Południowo-Wschodniej importowane są bowiem głównie dobra masowego użytku, i to zwykle po dostępnych dla wszystkich cenach. Badania wykazały także, że mitem jest masowy wzrost bezrobocia z powodu globalizacji handlu. W takim kraju jak Francja każdego roku znika około 10 procent stanowisk, a kolejne 10 procent powstaje. Jednak zaledwie 0,5 procentu z nich jest likwidowanych z powodu przenoszenia firm za granicę lub pojawienia się na krajowym rynku masowych towarów z importu.
Problemem pozostaje natomiast percepcja zachodniej opinii publicznej. Coraz więcej ludzi ulega złudzeniu, że wprowadzenie środków ochrony rynku, powrót do polityki protekcjonistycznej pozwoliłoby na poprawę sytuacji gospodarczej. Rzeczywiście, gdyby np. Unia Europejska otoczyła się murem wysokich ceł, część miejsc pracy z Tunezji czy Turcji przeniosłaby się do Polski czy Rumunii. Jednak korzystny efekt byłby niewielki, natomiast straty w postaci ryzyka destabilizacji krajów leżących w pobliżu Europy - ogromne. Wiadomo, gdzie się zaczyna polityka protekcjonistyczna, ale dokąd ostatecznie doprowadzi - tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Doświadczenia lat 30. XX wieku w Niemczech pokazują, jak tragiczne mogą być tego efekty.
Pomijając ryzyko protekcjonizmu, bilans globalizacji jest znacznie gorszy na drugim poziomie - integracji finansowej świata. Chodzi przede wszystkim o perwersyjną współzależność, która powstała między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Wykupywanie przez Chińczyków na masową skalę amerykańskich obligacji uśpiło Amerykę. Powstał system, który na dłuższą metę jest nie do utrzymania, bo z jednej strony USA mają ogromny deficyt rachunku bieżącego, z drugiej ChRL - potężną nadwyżkę. Żyjąc na kredyt, Amerykanie powoli przestali być krajem konkurencyjnym. Charakterystyczne, że jeszcze 20 lat temu największym pracodawcą w USA był koncern produkcyjny General Motors. Dziś jest nim firma handlowa - Wal-Mart - która dodatkowo stała się największym importerem dóbr chińskich w Ameryce.
Drugim problemem globalizacji finansowej są niewystarczające regulacje. Już po II wojnie światowej zaczęto poddawać kontroli władz publicznych rynek bankowości detalicznej - dlatego z tym nie ma dziś problemów. Nikt nie wiedział natomiast, co tak naprawdę robią banki inwestycyjne - i one doprowadziły w 2008 roku do kryzysu najostrzejszego od trzech pokoleń.
Teraz regulacje w tym sektorze zdają się jednak zmierzać w dobrym kierunku. Ale sprawa nie jest do końca rozwiązana, bo wciąż nie ma jasnych przepisów dających możliwość kontroli przez władze funduszy hedgingowych. Powody są przynajmniej dwa: to rynek niesłychanie skomplikowany, a w dodatku wykorzystujący fundusze, które nie należą do klientów detalicznych czy państw. Rządom trudno jest więc znaleźć usprawiedliwienie dla podjęcia w tym obszarze stanowczych ruchów. Problem jednak w tym, że skala działania funduszy hedgingowych jest na tyle duża, że z łatwością może zdestabilizować rynki i doprowadzić w przyszłości do podobnej skali kryzysu, z jakim właśnie mamy do czynienia.
Zdecydowanie najbardziej niebezpiecznym aspektem globalizacji jest jednak jej wpływ na środowisko. Proces integracji światowej gospodarki zaczął się 30 lat temu, gdy najpierw Chiny, a potem Indie postanowiły nie tylko włączyć się do światowej gospodarki, ale także przyjąć amerykański styl życia. Trzeba jednak powiedzieć jasno: jeśli do 2050 roku Chińczycy i Hindusi zaczną żyć jak dzisiejsi Amerykanie, zużywać tyle samo energii, konsumować tyle samo produktów i produkować tyle samo śmieci, ziemia w kształcie, jaki dziś znamy, nie przetrwa. Gdyby Chińczycy zaczęli jeździć tak dużymi samochodami jak Amerykanie - zniknęłyby zasoby ropy na świecie. Gdyby zaczęli zużywać tyle samo papieru co Amerykanie - zniknęłoby 2/3 lasów na ziemi. Gwałtowny wzrost cen surowców i ocieplenie klimatu jest zwiastunem tego, do czego zmierzamy.
Nie jestem jednak pesymistą. Jak rzadko w historii świata istnieje przynajmniej zgoda wszystkich co do diagnozy obecnej sytuacji i tego, jak należy postępować. A to już dużo. Chińczyków i Hindusów oczywiście nie można zmusić do wstrzymania produkcji samochodów czy zakupu produktów konsumpcyjnych. Jednak Chińczycy sami stają się największymi ofiarami zmian klimatycznych - i zdają sobie z tego sprawę.
Uważam, że jeśli Europejczycy oraz Amerykanie dadzą przykład, zmieniając swój styl życia, Chińczycy również pójdą tym śladem. Konieczne jest przyjęcie wielkiego międzynarodowego porozumienia, które będzie przewidywało przeznaczenie 1 proc. światowego PKB na rozwój nowych technologii produkcji energii odnawialnej. Należy także powołać coś w rodzaju Światowej Organizacji Handlu, tyle że w obszarze ochrony środowiska oraz norm socjalnych. Utrzymanie swobody handlu powinno być koniecznie uzależnione od przestrzegania fundamentalnych zasad w tych obszarach.
@RY1@i02/2010/250/i02.2010.250.186.006a.001.jpg@RY2@
Fot. East News
Daniel Cohen, profesor Ecole d’Economie de Paris, autor wielu książek o globalizacji
@RY1@i02/2010/250/i02.2010.250.186.006a.002.jpg@RY2@
Fot. Artur Kubasik/Forum
Kryzys sprawił, że Zachód przestał inwestować w rozwiązania przyjazne środowisku. Sytuację wykorzystały Chiny, które chcą zdominować ten lukratywny rynek
Daniel Cohen
oprac. J.BIE
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu