Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Na ochronie środowiska można zarabiać

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Dr Henryk Buczak Jeśli prowadzę zakład przetwarzania, to nie jest mi obojętne, do kogo trafią dane o tym, gdzie kupuję zużyty sprzęt, czy po ile i komu odsprzedaję surowce

Rząd pracuje nad zmianami w prawie, których celem jest uruchomienie Krajowego Centrum Monitoringu (KCM), czyli elektronicznego systemu, który ma śledzić przepływ elektroodpadów, a co za tym idzie uszczelnić system gospodarowania nimi. Te plany budzą kontrowersje, bo nie wiadomo, kto ma zarządzać całym systemem. Czy branża nie potrafi porozumieć się w zakresie uruchomienia KCM?

My jesteśmy za ściślejszym monitorowaniem rynku. Monitoring powinien istnieć i być skuteczny. Potrzeba powołania KCM nie rodzi więc konfliktów. Te zaczynają się na poziomie kształtowania szczegółów. Różnimy się od naszych przeciwników jedynie tym, że my chcemy, aby monitoring rynku sprawował generalny inspektor ochrony środowiska (GIOŚ).

Dlaczego tak mocno państwo to podkreślają?

GIOŚ to instytucja publiczna, organ państwa, a więc z zasady powinien budzić dużo zaufania. Opieramy się też na doświadczeniach. Już obecnie mamy obowiązek raportowania danych właśnie do GIOŚ. Wśród nich znajdują się również dane wrażliwe i informacje strategiczne dla firmy, które powinny być objęte tajemnicą. O ile mnie pamięć nie myli, przez cały okres funkcjonowania dotychczasowego systemu zbierania z rynku danych GIOŚ nie zanotował żadnego poważniejszego incydentu wycieku informacji. To kluczowy argument, bo według planów KCM będzie dostawało więcej danych wrażliwych niż to się dzieje przy obecnym modelu raportowania.

W systemie będą gromadzone informacje o dokonywanych transakcjach, ich stronach i kwotach, czyli kluczowe dane firm, które są wprowadzającymi (np. producenci sprzętu AGD), organizacji odzysku, zakładów przetwarzania i recyklerów. Jeśli prowadzę zakład przetwarzania, to absolutnie nie jest mi obojętne, do kogo trafią dane, gdzie kupuję zużyty sprzęt, po ile i komu odsprzedaję surowce pozyskane z przerobienia elektroodpadu. Chciałbym mieć taką wiedzę o rynkowych rywalach. Na tym jednak polega uczciwa konkurencja, że nie powinienem jej posiadać. Mam zaufanie do GIOŚ, dlatego że od wielu lat otrzymuję dane wrażliwe i uważam, że jak dotąd są one odpowiednio chronione.

Ale GIOŚ jest postrzegany jako instytucja nieskuteczna...

W porządku, ale warto sobie zadać pytanie: dlaczego wiele działań inspektoratu jest niezadowalających. To może się zmienić, gdy wyposaży się GIOŚ w odpowiednie narzędzia, takie jak dobra ustawa, właściwie działający system i odpowiednie środki finansowe. Pamiętajmy, że mówimy o instytucji, która będzie dysponowała systemem, którego dotychczas nie miała. Nie rozumiem, dlaczego przekazanie zarządzania KCM podmiotowi prywatnemu miałoby rozwiązać wszelkie problemy. Przecież GIOŚ i jego pracownicy mogą robić z niego równie dobry użytek. Krytyka dotychczasowej działalności GIOŚ wynika z braku pełnej wiedzy o przysługujących mu prawem możliwościach. Faktyczne działania urzędu są pochodną przepisów i to od ich jakości zaczynają się problemy. Nie można dokonać prywatyzacji pewnych funkcji państwa, które reprezentuje wszystkich obywateli.

KCM wyeliminuje wszystkie patologie obecnie dręczące branżę?

System pomoże w walce z szarą strefą, ale całkowicie jej nie zlikwiduje. Do KCM dane będą wprowadzane przez ludzi, więc trzeba zadbać, by robili to rzetelnie i nie okazali się najsłabszym ogniwem systemu. System monitoringu pozwoli przede wszystkim aktywnie walczyć z fałszerstwami dokumentacji.

Reprezentujecie państwo tę część organizacji odzysku, które osiągają zyski i wypłacają je w formie dywidendy. Nic więc dziwnego, że sprzeciwiacie się wprowadzeniu nakazu funkcjonowania tego typu podmiotów w oparciu o zasadę not for profit.

Zgadza się, jesteśmy przeciwni, ale sprawa jest bardziej złożona. Funkcjonujemy jako spółka akcyjna, więc w zeszłym roku wygenerowaliśmy zyski z opłat przedsiębiorców. Zysk wypłaciliśmy w formie dywidendy. Pieniądze trafiły do naszej spółki matki z przeznaczeniem na realizację dużego i nowoczesnego zakładu przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Dzięki pieniądzom przedsiębiorców powstał więc za ok. 27 mln zł zakład, który dziś służy ochronie przyrody. Nie jest więc tak, że jeżeli organizacja odzysku wypłaca dywidendę, to środowisko jest oszukane.

Skoro jest tak dobrze, to po co część branży domaga się wprowadzenia wspomnianej zasady?

Ja tych argumentów nie rozumiem, bo organizacje odzysku muszą działać jako spółki akcyjne, czyli podmioty prawa handlowego. Naturą i celem działania takich spółek jest przynoszenie zysku. Można zarabiać na ochronie środowiska, tak jak i na ochronie zdrowia. Nie uważam, żeby było to coś nagannego. Jeżeli organizacja odzysku dąży do osiągnięcia zysków, to znaczy, że musi działać efektywnie, z korzyścią dla otaczającego ją środowiska. W tym przypadku o wiele ważniejsze jest pytanie, co się z tym zyskiem później dzieje. Nie powinno się patrzeć, czy organizacja odzysku wypłaciła dywidendę, ale czy inwestuje równocześnie w ochronę środowiska, budując chociażby ekologiczny zakład przetwarzania.

Nie jest to regułą?

Niestety nie. Jedna ze spółek, która domaga się wprowadzenia zasady not for profit, bo sama już działa na jej podstawie, również osiąga zyski. Tyle że ich nie wypłaca, ale trzyma na koncie i zgromadziła już kwotę ok. 40 milionów złotych. Pytanie, co z tego ma środowisko? Te pieniądze pozostają w spółce i przynoszą jej zyski kapitałowe w postaci odsetek na poziomie blisko 2 mln zł rocznie. Zwolennicy wspomnianej przez pana zasady argumentują, że wymusiłaby ona reinwestowanie zysków w środowisko. Jak jednak widać, w praktyce proponowane rozwiązanie takiej gwarancji nie daje.

Dlaczego pracom nad ustawą o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym, która ureguluje omawiane kwestie, towarzyszą takie emocje?

Odnoszę wrażenie, że próbując wpłynąć na kształt zmian legislacyjnych, jedna część branży próbuje zaszkodzić tej drugiej stronie. Na razie brakuje rzetelnej debaty, gdzie każda ze stron mogłaby przedstawić swoje argumenty. Już w czerwcu zeszłego roku w resorcie środowiska zostało zorganizowane spotkanie, gdzie zjawili się przedstawiciele wprowadzających, organizacje odzysku i zakłady przetwarzania. To miała być grupa doradcza ministra przy tworzeniu nowych przepisów. Problem polega na tym, że ta część branży, która myśli jak my, miała w niej jednego przedstawiciela, podczas gdy zwolennicy innych przeciwstawnych rozwiązań byli nadreprezentowani. Jak tu można mówić o uczciwej dyskusji?

@RY1@i02/2013/180/i02.2013.180.183000600.802.jpg@RY2@

Fot. materiały prasowe

Dr Henryk Buczak, prezes zarządu organizacji odzysku sprzętu elektrycznego i elektronicznego Biosystem Elektrorecykling SA

Rozmawiał Piotr Pieńkosz

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.