Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Pytania o polską chemię

3 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 30 minut

Przemysł chemiczny czekają zmiany, i to nie tylko związane z unijnymi wymogami ograniczenia emisji CO2. Mówią o nich uczestnicy konferencji "Wyzwania dla sektora chemicznego w kontekście ambitnych celów klimatycznych"

Jakie zmiany czekają polski przemysł chemiczny?

- Sytuacja przemysłu chemicznego zmienia się w całej Europie. 20 lat temu miała ona 36-proc. udział w wartości sprzedaży światowego przemysłu chemicznego, a dziś tylko 20 proc. - mówi Wojciech Lubiewa-Wieleżyński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego. - Ten przemysł w Europie nadal ma nadwyżkę eksportu nad importem, ale trzeba wziąć pod uwagę inwestycje europejskich firm na innych kontynentach. W Polsce mamy do czynienia z konsolidacją w porównaniu z czasem sprzed transformacji. Istnieje np. Grupa Azoty, która ma około 10 mld euro sprzedaży, co oznacza, że duży na nasze warunki podmiot nadal nie jest firmą globalną. Myślę, że czeka nas dalsza konsolidacja. Polska ma też dużą nadwyżkę produkcji chemikaliów bazowych, szczególnie energochłonnych. To oznacza, że konieczne są inwestycje w nowe technologie, w kompleks petrochemiczny i później w nowe produkty.

- Chemia z 11 proc. jest trzecia, jeśli chodzi o udział w całej produkcji przemysłowej, w rozwiniętych krajach to 15-25 proc. Wyrazem pewnego niedorozwoju chemii w Polsce jest to, że od lat kreuje deficyt w handlu zagranicznym chemikaliami - mówi Jerzy Majchrzak, dyrektor Departamentu Innowacji i Przemysłu Ministerstwa Gospodarki. - Przemysł chemikaliów i gumy odnotowuje wzrosty sprzedaży albo jest ustabilizowany, spada wartość sprzedaży farmacji. Mamy w Polsce nadreprezentację przemysłu nawozowego i ciężkiego, słabiej rozwinięty jest przemysł tworzyw sztucznych oraz organiczny. Struktura nie odpowiada potrzebom gospodarki i powinna ulec zmianie. Chemia jest zawsze innowacyjna - tym bardziej powinniśmy rozwijać tę gałąź, bo mamy w Polsce problem z poziomem innowacyjności. Obserwujemy również ważny trend przenoszenia z powrotem do Europy, także do Polski - wytwarzania półproduktów i produktów o wyższym stopniu rozwoju. Wypracowaliśmy już bardzo wysoki model, jeśli chodzi o jakość, terminowość i logistykę. Jesteśmy zapleczem szczególnie dla przemysłu niemieckiego. Nie opracowujemy sami większości produktów, ale jest to baza, na której zdobywamy doświadczenia i możliwości - także finansowe, dzięki którym polski przemysł rozwija się stosunkowo dobrze, bo znajduje swoje miejsce na europejskim rynku.

- Jedyną drogą zmian w polskim przemyśle chemicznym są inwestycje zagraniczne i ścisła kooperacja - twierdzi Janusz Wiśniewski (Krajowa Izba Gospodarcza). - Poziom inwestycji zagranicznych utrzymywał się w ostatnich latach na około 15 mld euro i był jednym z lepszych w Europie. Problemem jest to, że nie udało się nam zbudować solidnej i na tyle przewidywalnej bazy surowcowej, by przyciągać inwestorów. Co do konsolidacji, to jest to dobry kierunek. Powinna ona wpłynąć na koordynację programów inwestycyjnych.

- Od lat mamy te same problemy: próbujemy odejść od chemikaliów bazowych, mówimy o prywatyzacji, a zmieniają się ekipy polityczne, i to nie sprzyja budowaniu wieloletnich strategii - Agata Staniewska z PKPP Lewiatan. - Na przemysł chemiczny w Europie wpłynie też oczywiście ten "oddech Ameryki": UE negocjuje w tej chwili umowę o wolnym handlu z USA i w tym kontekście trzeba pamiętać, że sektor chemiczny, zwłaszcza nawozowy, jest w szczególnej sytuacji.

- Ze względu na ceny nośników energii w Polsce w porównaniu z USA, gdzie gaz kosztuje około 22 gr za 1 m sześc., może się opłacać nawet import nawozów - uważa Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych. - Oczywiście nie stanie się to nagle, ale rewolucja już się odbywa.

Jak polityka klimatyczna wpływa na kondycję przemysłu chemicznego w Polsce?

- Dobrze wiemy, że nie jest dobrze - odpowiada prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej, sekretarz generalny Społecznej Rady ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej. - Wydaje mi się, że główny problem leży w sposobie myślenia polityków i inżynierów. Ci, którzy znajdują się w hierarchii na dole, czyli my - specjaliści, inżynierowie, eksperci - wiedzą, jak wyglądają poszczególne elementy. Budujemy z nich struktury, urządzenia, z urządzeń budujemy systemy. I to działa. Może nie tak dobrze, jakbyśmy chcieli, ale działa. Inny system myślenia, który dominuje w Brukseli - top to down - polega na tym, że na górze ustali się jakieś założenia dla rzeczywistości i będzie się wymagać, żeby taka właśnie była. Jeśli dół się nie zgadza, to jego wina. Przykładem jest decyzja polityczna, że trzeba zredukować emisję, a teraz redukujemy ją, jak się da. Jeśli gdzieś się nie da, naciskamy silniej w innym miejscu. To nierozsądne, żaden inżynier by się nie zgodził na typ myślenia: skoro jedna część urządzenia jest słabsza, to wzmocnię drugą. Z punktu widzenia politycznego to normalne. Wiele rozwiązań nie zmniejsza emisji, tylko przenosi je w inne miejsce. I mamy sytuację, w której żeby oszczędzać energię, trzeba docieplać budynki. Żeby to zrobić, potrzebny jest cement. Zlikwidowanie cementowni sprawi, że będzie go trzeba kupić gdzie indziej, np. w Pakistanie, a tam emisjami nikt się nie będzie przejmował.

- Zarządzanie zawsze jest oparte na myśleniu top to down! Ryszard Pazdan, minister środowiska Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC. - Mieliśmy wiele lat na to, by się przygotować do dzisiejszych wyzwań. Chwalimy się, że zaoszczędziliśmy 30 proc. emisji zgodnie z protokołem z Kioto. Mogliśmy to sprzedać, ale nie sprzedaliśmy i na tym zaniechaniu straciliśmy około 8 mld euro. O niewłaściwym podejściu świadczy także przykład RWE, którego zużycie paliwa jest podobne jak zużycie w całej Polsce. Koncern dostał dwa razy mniej praw emisji niż nasza energetyka, ale nie ma żadnych problemów. Każdy zakład w Polsce, chemiczny czy energetyczny, mógł tak jak RWE inwestować np. w Chinach, przejąć zaoszczędzony tam dwutlenek węgla i w ten sposób rozwiązać swoje problemy. Nikt tego nie zrobił. Generalnie problem leży w sposobie zarządzania, ale historycznie. W tej chwili ponosimy koszty tego, co działo się wcześniej.

Krzysztof Łokaj z Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego broni swojego sektora.

- Polska chemia inwestowała za to w rozwiązania niskoemisyjne w nowych państwach członkowskich, zwłaszcza w sektorze nawozowym, a Bruksela próbowała nas pozbawić tych uprawnień, które tam zdobyliśmy - mówi. - Polityka narzucana od góry nie przyniesie ani przemysłowi, ani całej Unii Europejskiej dobrych skutków. Jeśli chodzi o sam przemysł chemiczny, to z jednej strony jako przemysł energochłonny cechujemy się wysokimi emisjami gazów cieplarnianych, więc jesteśmy ofiarą tych regulacji, a drugie strony jesteśmy narzędziem do walki ze zmianami klimatycznymi. To my wytwarzamy materiały na wiatraki, panele słoneczne czy ocieplenia budynków. Światowe Stowarzyszenie Przemysłu Chemicznego wyliczyło, że 1 t CO2, którą emituje przemysł chemiczny, przekłada się na oszczędzenie średnio 4 t emisji dwutlenku węgla w innych sektorach gospodarki. W kontekście polityki Unii Europejskiej - odchodzenia od węgla - polski przemysł chemiczny zaczyna być kozłem ofiarnym, bo mamy bardzo nowoczesne technologie, dzięki którym nie odbiegamy od średnich europejskich emisyjności w procesie produkcyjnym, ale proces ten jest napędzany przez energetykę opartą na węglu. Dlatego pomysł, jaki ma Bruksela na ratowanie klimatu, jest z naszej perspektywy zupełnie nietrafiony. Jeśli nasi partnerzy z całego świata nie będą poddani tym samym rygorom, nie będą ponosili tych samych kosztów na ochronę klimatu, to nasza konkurencyjność spadnie i produkcja zostanie przeniesiona, czego skutkiem będzie import, który globalnie podwyższy emisję gazów cieplarnianych.

- Opinia publiczna wie za mało o ociepleniu klimatu - mówi dr Andrzej Jan Szyprowski, redaktor naczelny "Przemysłu Chemicznego". - Z punktu widzenia naukowego nie jest jasne, czy podwyższone stężenie dwutlenku węgla w atmosferze, które jest faktem, spowodowało ocieplenie klimatu, czy też dzieje się odwrotnie. Kiedy podnosi się temperatura, maleje rozpuszczalność gazów, więc zmniejsza się stężenie CO2 w oceanach, a podnosi w atmosferze. Trzeba mówić także o tym, że bez dwutlenku węgla nie byłoby życia na Ziemi... W historii atmosfery ziemskiej okresy, kiedy dwutlenku węgla było w atmosferze znacznie więcej niż teraz, były długie, a nawet już za naszej cywilizacji, klimat się zmieniał. Nie siejmy paniki! To nie znaczy, że powinniśmy lekceważyć negatywne oddziaływanie przemysłu na klimat, ale trzeba też pamiętać, że polski przemysł chemiczny od czasu transformacji ustrojowej zmniejszył emisje prawie dziesięciokrotnie. Dane z 12 lat pokazują, że stężenie CO2 rośnie, a średnia temperatura na Ziemi jest stała - twierdzi.

- Rozumiem problemy, które ma przemysł, nie tylko chemiczny, ale myślę, że w Polsce brakuje konstruktywnej dyskusji na temat polityki klimatycznej - komentuje Krzysztof Bolesta, doradca ministra środowiska. - Klimat to jedno z tych zagadnień w całej polityce ochrony środowiska, co jest bardzo ważne kontekście tego, że ludzi na Ziemi będzie coraz więcej. Trzeba też pamiętać, jak powstawały założenia polityki klimatycznej w latach 2006-2007. Sytuacja ekonomiczna była wtedy zupełnie inna. Dziś w Europie - pod wpływem kryzysu - zaczyna się mówić, że polityka klimatyczna jest prawdopodobnie za ostra. Myślę, że mamy też dzięki temu okazję, żeby powiedzieć Europie, że pewne rzeczy trzeba zmienić, ale nie możemy po prostu zaproponować: nie róbmy nic. Potrzebne są konstruktywne propozycje.

Jakie jest pole manewru dla firm?

- Kiedy system wchodził w życie w 2005 roku, wystarczyło sięgnąć do dyrektywy o handlu emisjami, żeby ustalić prawa i obowiązki podmiotów objętych polityką klimatyczną. Teraz dyrektywa nie wystarcza, należy sięgać do innych dokumentów, w szczególności do decyzji benchmarkowej. To jednak nadal nie wystarcza. Żeby ustalić, ile faktycznie uprawnień należy się danemu zakładowi, jak zmiany produkcji wpłyną na wielkość darmowej alokacji, należy sięgnąć do wytycznych Komisji przygotowanych przez zewnętrznych ekspertów - tłumaczy Katarzyna Kłaczyńska z Ernst & Young Law Tałasiewicz i Wspólnicy. - Kiedy dochodzi do niezgodności między tymi wytycznymi a decyzją benchmarkową, Komisja wskazuje na wytyczne jako na ważniejszy dokument. Nie ma praktycznie możliwości prawnych podważenia czy zaskarżenia takich decyzji, a to ma olbrzymie implikacje finansowe. Mamy więc kilka frontów: jeden to dyskusja o długofalowych celach, reformach strukturalnych, a drugi to pytanie, czy te szczegółowe regulacje są właściwym sposobem regulowania i czy ich treść jest odpowiednia.

- Można by przyjąć założenie, że redukcja emisji nie ma sensu i że nie będziemy tego robić, skoro zasady są nietrafione. Jeśli tak, to ja sam będę ekoterrorystą - mówi Krzysztof Żmijewski. - Są trzy prawdy uniwersalne, które są tu istotne. Po pierwsze umówiliśmy się, że wszyscy ludzie rodzą się równi. Po drugie nieodnawialne zasoby są jednorazowe. Po trzecie obecne tu pokolenie nie ma prawa własności zasobów Ziemi. One nie są tylko nasze, ale także np. naszych wnuków i kolejnych pokoleń. Mamy wpisane to założenie i w polskiej konstytucji, i w traktacie lizbońskim. Czy się wierzy w zmianę klimatu, czy nie, emisja dwutlenku węgla jest dobrym miernikiem poziomu "konsumpcji Gai", matki Ziemi, którą mamy obowiązek przekazać następcom.

Czy rynek chemii dla rolnictwa i np. dla producentów samochodów bardzo odczuwa niższy popyt?

- Kryzys sprawia, że wszyscy zastanawiamy się, czy np. wymieniać samochód, czy pojeździć jeszcze rok, czy dwa tym, który mamy. Myślę, że to jest główny powód do niepokoju: nie jesteśmy w stanie odtrąbić końca kryzysu, który ciągnie się od 2007 r. - mówi Andrzej Sikora. - Zaczęło się od Stanów Zjednoczonych, a dziś mamy kryzys strefy euro. Przemysł chemiczny jest jednym z pierwszych, które pokazują, że koniunktura spada, że gospodarka działa źle.

- Na przemysł chemiczny wielki wpływ mają przemysł motoryzacyjny i sektor budowlany. Jeśli chodzi o rolnictwo, nie powinno być źle, mimo że mogą spaść dotacje, co odczuliby producenci środków ochrony roślin i nawozów. W Europie ta produkcja jest jednak niezbędna i musimy ją popierać, żeby nie mieć później problemów z rolnictwem - mówi Wojciech Lubiewa-Wieleżyński.

- Mówimy o kryzysie, ale trzeba pamiętać, że mamy z nim do czynienia w Europie i Stanach Zjednoczonych, a nie na całym świecie. Jest spowolnienie gospodarcze. Wszystkie europejskie ograniczenia regulacyjne nakładane na przemysł chemiczny, w tym produkcję środków ochrony roślin, sprawiają, że takie firmy jak nasza zastanawiają się, czy inwestować setki milionów euro w nowe molekuły. Unia chce zwijać przemysł chemii rolniczej i iść w ekstensywność, co w końcu doprowadzi do wzrostu cen żywności - mówi Władysław Wojtyła z działu środków ochrony roślin BASF Polska.

@RY1@i02/2013/071/i02.2013.071.16700030k.802.jpg@RY2@

, redaktor naczelny "Przemysłu Chemicznego", , minister środowiska Gospodarczego Gabinetu Cieni, Business Centre Club, dr hab. inż., prof. Politechniki Warszawskiej, , sekretarz generalny, Społeczna Rada ds. Rozwoju Gospodarki Niskoemisyjnej, , specjalista, Polska Izba Przemysłu Chemicznego, , doradca ministra środowiska, , LL.M., attorney and counselor-at-law, Ernst & Young Law Tałasiewicz i Wspólnicy sp.k.

Konferencję prowadził Marcin Piasecki,

wydawca DGP

Notował mww

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.