Dziennik Gazeta Prawana logo

Chcemy racjonalnej polityki klimatycznej

26 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Marcin Korolec: Wysokie ceny uprawnień do emisji CO2 mogą mieć bardzo dramatyczne konsekwencje dla polskiej gospodarki

Komisja Europejska nie składa broni i chcąc podnieść koszty produkcji w "brudnych" gałęziach przemysłu, próbuje manipulować systemem handlu emisjami. Dziś on nam sprzyja, bo kryzys zbił cenę uprawnienia do emisji tony CO2 do 4 euro, choć miało być co najmniej 30 euro. To dlatego Polska torpeduje europejską politykę klimatyczną?

Nie zgadzam się z takimi słowami. Chcemy tak kształtować politykę europejską, aby była racjonalna, skuteczna i wpisywała się w potrzeby rozwojowe Polski i całego kontynentu.

To wołanie na puszczy. Tylko polska gospodarka jest niemal całkowicie uzależniona od węgla, a polityka ograniczania emisji uderza najbardziej w to paliwo.

Kiedy mówię o potrzebie racjonalnej polityki klimatycznej, mam na myśli wiele bardzo poważnych niepowodzeń z przeszłości. Przecież Unii Europejskiej nie udałoby się dotrzymać zobowiązań z protokołu z Kioto, gdyby nie ogromne osiągnięcia nowych członków Wspólnoty, w tym Polski, które zbilansowały braki w polityce klimatycznej innych państw.

Radzi pan nie rzucać się znów na głęboką wodę?

Nowe cele muszą być dostosowane do stojących przed nami wyzwań. Zwłaszcza dzisiaj musimy brać pod uwagę bardzo poważny kryzys gospodarczy w wielu krajach europejskich. Nie zapominajmy też o planach budowy strefy wolnego handlu pomiędzy UE i Stanami Zjednoczonymi.

To problem?

Europa poprzez wysokie ceny energii chce rozwijać technologie odnawialne i na nich budować swoją przewagę. Praktyczne efekty bywają takie, jak w przypadku zakończonych niepowodzeniem ogromnych inwestycji w rozwój europejskiej fotowoltaiki. W UE nie ma dziś praktycznie producentów paneli słonecznych, bo znakomita ich większość wyniosła się do Chin. Promocja drogiej energii nie zdaje egzaminu. Tymczasem podczas tworzenia wspólnej strefy ekonomicznej Europy i Ameryki Północnej zderzymy się z zupełnie odwrotnym myśleniem. Amerykańska administracja jest nastawiona na jak najtańszą energię. Jeśli negocjacje miałyby się zakończyć w ciągu dwóch lat, to możemy doprowadzić do sytuacji, w której przemysł na dobre wyniesie się z Europy. Już dzisiaj widoczny jest proces reindustrializacji USA, a nawet powrót przemysłu z Chin i dalekiej Azji, w związku z niskimi cenami energii. Musimy jako Europejczycy przemyśleć sposób, w jaki kształtujemy politykę klimatyczną. Europa nazywa siebie liderem w tej dziedzinie i obniżyła w ciągu kilkunastu lat emisje o 250 mln ton CO2 rocznie. Stany Zjednoczone tylko dzięki rewolucji łupkowej uzyskały 500 mln ton redukcji. Trzeba wyciągnąć z tego wnioski.

Ale na europejskim placu boju o łupki także jesteśmy osamotnieni. Francuzi zrobią wiele, żeby zablokować to paliwo, bo konkuruje z ich sektorem jądrowym.

Nie byłbym taki pewien. We Francji zaczynają się toczyć bardzo poważne dyskusje, jeszcze nie na poziomie parlamentarnym, ale na samorządowym już tak. Część decydentów chce przemyśleć na nowo decyzję w sprawie zablokowania poszukiwań gazu łupkowego. Spodziewam się zmiany kursu w tej sprawie - nawet w ciągu miesięcy.

Zapadła właśnie decyzja, że obcięcie nadpodaży uprawnień będzie dyskutowane na forum Parlamentu Europejskiego w marcu lub kwietniu. Jakie mamy szanse?

W dyskusjach wewnątrz parlamentu mamy remis. Komisja ds. Przemysłu i Energii odrzuciła propozycję backloadingu. Dwa tygodnie temu przyjęła ją Komisja Środowiska, ale stosunkiem głosów bardzo wyrównanym. Nie było jednomyślności. To dobrze, że odbędzie się debata plenarna na forum Parlamentu Europejskiego. W mojej ocenie to tak poważny w skutkach akt prawny, że parlament powinien mieć możliwość przedyskutowania tej sprawy.

Zaproponowana przez Komisję Europejską jednozdaniowa regulacja jest dyskusyjna i narusza uprawnienia Parlamentu Europejskiego, który powinien współdecydować o kształcie dyrektyw. Obecna propozycja daje blankietowe uprawnienie KE, to zupełny fenomem. Komisja stawia się ponad traktatami.

Kto stoi z nami w jednym szeregu?

Nie jesteśmy osamotnieni. Podkreślam, że to Komisja Europejska chce zabić ten system, proponując zmiany, na które wcześniej się nie umawialiśmy. Dla polskiej gospodarki niskie ceny uprawnień nie są problematyczne, z kolei wysokie ceny mogą mieć bardzo dramatyczne konsekwencje.

@RY1@i02/2013/042/i02.2013.042.00000100d.803.jpg@RY2@

materiały prasowe

Marcin Korolec, minister środowiska

rozmawiał Maciej Szczepaniuk

Pełna wersja wywiadu dostępna na www.forsal.pl i www.gazetaprawna.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.