Jaka jest przyszłość globalnej polityki klimatycznej
Nie trzeba kolejny raz podkreślać, jak wielkie są emocje i interesy związane z polityką klimatyczną i jej sektorowymi konsekwencjami w energetyce, transporcie, budownictwie czy hutnictwie. Szeroki konsensus w sprawie ograniczania emisji wydaje się ciągle odległy, niepewny jest bowiem przełom w tym zakresie, do którego miałoby dojść na przyszłorocznej konferencji klimatycznej w Paryżu - bo o właśnie trwającej konferencji tego typu w Limie nie ma co nawet wspominać. Intensywne negocjacje prowadzone w ostatnich kilkunastu latach kończyły się zawsze fiaskiem. Dzieje się tak, choć wszyscy już wiedzą, że koncentracja gazów cieplarnianych jest dzisiaj na poziomie niespotykanym od przeszło 800 tys. lat, a globalna emisja gazów zwiększa się ostatnio, mimo deklarowanych działań, o ponad 2 proc. rocznie.
Uprawniona jest pewna doza optymizmu, która wynika z tego, że coraz mocniej przebija się do powszechnej świadomości solidność metodologicznych podstaw nauki o klimacie. Uzgodnione przez badaczy konkluzje stają się zbyt poważne, by można je było zbywać komentarzem o nieprzewidywalnej przyszłości.
Najważniejszą część naukowych ustaleń zawdzięczamy obserwacjom satelitarnym. Satelity zbierają znacznie więcej danych, niż często się myśli: powierzchnie polarnych lodowców, poziomy mórz, zmiany w okresach wegetacji roślin, zachowanie oceanicznych prądów, temperatura mórz, a nawet ich zasolenie - to tylko przykłady informacji pozyskiwanych tą drogą.
W ostatnim stuleciu Ziemia ociepliła się o prawie 1 st. C i właściwie nie ma dzisiaj wątpliwości, że przyczyną tego jest zwiększona emisja dwutlenku węgla pochodzącego z paliw kopalnych. Z olbrzymim prawdopodobieństwem można stwierdzić, że do końca obecnego wieku temperatura wzrośnie o co najmniej 2 st. C, a bardzo możliwe, że dwukrotnie więcej. Wpływ takich zmian na życie ludzi byłby olbrzymi, a kłopoty w istocie trudne dzisiaj do wyobrażenia - mimo przekonujących danych nie sposób bowiem na przykład przewidzieć zachowania całych społeczności dotkniętych katastrofami natury i migrujących do bezpiecznych regionów świata. Jak twierdzi IPCC (Międzynarodowy Zespół ds. Zmian Klimatu), aby osiągnąć cel tylko 2-proc. wzrostu temperatury, emisja gazów cieplarnianych musi zostać ograniczona o 40 do 70 proc. do połowy wieku i zbliżyć się do zera pod koniec wieku.
W tym miejscu trzeba jednak powiedzieć dobitnie, że wiara w naukowe prognozy to jedno, a wybór środków zaradczych to drugie. Oczywiście sednem kontrowersji są koszty ograniczania emisji - ponoszone zarówno lokalnie z budżetów poszczególnych państw i działających na ich terenach przedsiębiorstw, jak i z ewentualnego globalnego funduszu utworzonego specjalnie w tym celu. Pamiętajmy, że podwyżki cen energii miałyby z pewnością istotny wpływ na konkurencyjność gospodarek poszczególnych krajów, co w dobie globalizacji ma olbrzymie znaczenie.
Nie sposób nie wspomnieć tu o porozumieniu uzgodnionym w czasie niedawnej wizyty Baracka Obamy w Chinach. USA i Chiny to dwaj najwięksi emitenci gazów cieplarnianych, odpowiedzialni odpowiednio za 15 i 24 proc. globalnej emisji, trudno więc przeceniać wagę podjętej inicjatywy, poprzedzonej miesiącami negocjacji prowadzonych na różnych poziomach politycznych. Pamiętajmy, że niepodpisanie w 1997 r. przez Chiny (i Indie) protokołu z Kioto przesądziło o odmowie jego ratyfikacji przez Kongres USA, co zasadniczo ograniczyło jego znaczenie. Strona amerykańska zobowiązała się obecnie do podwojenia dotychczasowego tempa ograniczania emisji po 2020 r. (co oznacza spadek emisji rzędu 3 proc. rocznie i przekłada się na ograniczenie do 2025 r. emisji o 26-28 proc. względem poziomu z 2005 r.), podczas gdy chiński przywódca Xi Jinping zapowiedział szybki wzrost udziału energii ze źródeł odnawialnych prowadzący do realnego spadku emisji po 2030 r. Dotychczas władze Chin mówiły tylko o poprawie węglowej intensywności gospodarki (ilość dwutlenku węgla emitowana na jednostkę PKB), ale nigdy o redukcji całkowitej emisji.
Chiny przy okazji dostarczyły spektakularnego dowodu na wpływ człowieka na ziemską atmosferę - wyłączenie w rejonie Pekinu w okresie azjatyckiego szczytu gospodarczego wielu elektrowni węglowych i fabryk zapewniło tydzień w miarę czystego powietrza, niewidzianego tam od dawna. W istocie chińska deklaracja była bardziej koniecznością niż gestem dobrej woli, zanieczyszczenie powietrza w wielu dużych miastach osiągnęło tam bowiem dramatyczny poziom.
Trudno przecenić zakres chińskiego zobowiązania. Oznacza ono w praktyce konieczność generowania w 2030 r. około 1000 gigawatów energii ze źródeł odnawialnych, tj. mniej więcej tyle, ile wytwarzają dzisiaj wszystkie elektrownie węglowe w tym kraju, i niewiele mniej od całkowitego dzisiejszego potencjału energetycznego Stanów Zjednoczonych! Deklaracja prezydenta Obamy jest natomiast o tyle obiecująca, że na podstawie decyzji Sądu Najwyższego z 2011 r. może on skorzystać z przysługujących mu prerogatyw władzy wykonawczej i podjąć decyzję bez wnoszenia jej pod obrady Kongresu, którego obie izby zapewne byłyby przeciwne redukcjom emisji.
Z ambicji przewodzenia w walce z ociepleniem nie rezygnuje Unia Europejska, choć wobec jej tylko 11-proc. udziału w globalnej emisji jest to mocno krytykowane przez wielu ekspertów. Już dzisiaj energia kosztuje w Unii dwa razy tyle, co w USA, co stawia pod znakiem zapytania unijne ambicje stworzenia globalnie konkurencyjnej gospodarki. Zawarte przez przywódców Unii pod koniec października porozumienie mówi o redukcji do 2030 r. emisji o 40 proc., zwiększeniu efektywności energetycznej o 27 proc. (cel prawnie niewiążący) i zwiększeniu udziału odnawialnych źródeł w produkcji energii do 27 proc. (średnio w Unii, bez rozbicia na poszczególne kraje). Porozumienie zawiera przy tym różne rozwiązania solidarnościowe mające łagodzić niektórym krajom Unii konsekwencje polityki klimatycznej.
Historia uczy, że wiarygodność międzynarodowych deklaracji dotyczących gospodarki niskoemisyjnej jest często bardzo problematyczna. Dla przykładu praktycznie wszystkie państwa G20 wspomagają olbrzymimi budżetowymi subwencjami wydobycie paliw kopalnych. USA przeznaczają na to rocznie około 5 mld dol., Australia 3 mld, Wielka Brytania 1,2 mld, a inni wielcy emitenci, jak Brazylia, Chiny czy Indie, postępują podobnie. Nie trzeba być znawcą tematu, aby dostrzec niespójność deklaracji klimatycznych z tak realizowaną polityką gospodarczą. Ale są i dobre przykłady konsekwentnej polityki ograniczania emisji, jak Dania. Jej cel jest spektakularny - do 2050 r. całość jej potrzeb energetycznych ma być pokrywana ze źródeł odnawialnych. Co więcej, Dania chce do połowy wieku osiągnąć całkowicie nieemisyjny transport, co przy obecnym stanie technologii jawi się jako zadanie o kolosalnym stopniu trudności.
Ze względu na zakres i złożoność debaty klimatycznej wydaje się, że skuteczność w dużym stopniu zależy od przemyślenia na nowo sposobów jej przedstawiania w mediach oraz wypracowania nowego podejścia do tej tematyki w szkołach na wszystkich poziomach. Interdyscyplinarność wymaganej tu wiedzy podstawowej (nauki ścisłe, czyste technologie, ekonomia, gospodarka przestrzenna, prawo) idzie bowiem w parze z potrzebą uwzględniania wielu aspektów praktycznych (zarządzanie adaptacyjne, ubezpieczenia od anomalii pogodowych, etyczna odpowiedzialność emitentów, zapobieganie skutkom katastrof naturalnych).
Czego należałoby oczekiwać od przyszłych regulacji międzynarodowych? Przede wszystkim globalizacji wszelkich ustaleń - to absolutnie kluczowy warunek skuteczności jakiejkolwiek polityki klimatycznej. Potrzebne do tego jest silne powiązanie podejmowanych ustaleń z finansowym wsparciem ze strony specjalnie utworzonego funduszu wyrównującego koszty prowadzonych działań. Niewątpliwie niezbędne są środki na pomoc biedniejszym krajom w zwalczaniu coraz częstszych w przyszłości anomalii pogodowych. Konieczne jest opracowywanie i wdrażanie nowych technologii ograniczających emisję gazów, a także intensywny rozwój odnawialnych źródeł energii. Działania muszą być poparte rachunkiem ekonomicznym - lepiej chyba na przykład wydawać pieniądze na realizację istniejących już dzisiaj projektów obiecujących niskoemisyjnych technologii przemysłowych, niż bezmyślnie likwidować kopalnie i cementownie, ponosząc znaczące straty finansowe i wywołując społeczne niezadowolenie. Wspólnym mianownikiem dla podejmowanych działań musi zawsze być szczera międzynarodowa i międzypokoleniowa solidarność - bez tego czekają nas wyłącznie rozczarowania.
@RY1@i02/2014/240/i02.2014.240.000001500.802.jpg@RY2@
Michał Kleiber prezes PAN
Michał Kleiber
prezes PAN
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu