Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Klimat i środowisko

Kwantyfikując imponderabilia, czyli ile (s)tracimy przez klimat?

1 września 2019
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Globalne ocieplenie dla ekonomisty jest efektem zewnętrznym, czyli sytuacją, w której niezależnie od naszych wyborów pojawia się dobro/zło, na którego występowanie nie mamy wpływu. Jak wtedy, gdy sąsiad przypali zupę i w naszym mieszkaniu pachnie nieładnie – nawet jeśli akurat niczego nie gotujemy. Wyemitowane zanieczyszczenia, np. powietrza, oddziałują negatywnie na zdrowie i życie wszystkich ludzi na planecie, nie tylko emitenta. Chociaż PKB w kraju X wzrósł (emisje przecież nie biorą się znikąd), to utrzymujący się trwale atmosferyczny dwutlenek węgla obniżył oczekiwaną długość życia ludzi w innym regionie Ziemi. Globalne ocieplenie generuje już dziś koszty dla gospodarek i wszyscy je ponosimy. Według badań Williama Nordhausa (Uniwersytet Yale, noblista z ekonomii z 2018 r.) wzrost średniej temperatury na świecie o 2 stopnie Celsjusza skutkuje spadkiem globalnego PKB o przeszło 2,4 proc. Mało? W liczbach bezwzględnych to czterokrotność PKB Polski.

Czy są mechanizmy ekonomiczne, które tego typu nieszczęścia mogą wyeliminować? Tak, ale działają w pełni tylko w bardzo szczególnych przypadkach. Ronald Coase (Uniwersytet Chicago, laureat nagrody Nobla z ekonomii w 1991 r.) wskazał dwa kluczowe warunki, w których rynek wystarczy, by uregulować kwestię efektów zewnętrznych. Po pierwsze, prawa własności muszą być w pełni zdefiniowane (do kogo należy powietrze nad danym regionem, a do kogo wyemitowane zanieczyszczenia), a po drugie zawarcie kontraktów korygujących bieżącą sytuację musi się odbyć bez dodatkowych kosztów związanych z negocjowaniem i egzekwowaniem tego, co wynegocjowano. Jako że w kontekście środowiska naturalnego te warunki nigdy nie są spełnione (konia z rzędem temu, kto bezkosztowo uargumentuje, czyje dokładnie jest czyste powietrze), same mechanizmy rynkowe nie wystarczą, potrzeba interwencji w postaci regulowania naszych zachowań.

Globalny charakter zachodzących zmian klimatycznych powoduje problem nie tylko z przypisaniem praw własności, ale też ze skoordynowaniem działań w skali całego świata. Nawet zebranie wszystkich interesariuszy w jednym miejscu jest niemożliwe. Negocjacje globalne, jak protokół z Kioto, konferencje COP, czy porozumienia paryskie – nie zainteresowały wszystkich krajów. Poza trudnościami z uzgodnieniem czegokolwiek egzekucja tych porozumień jest niemal niemożliwa: wystarczy wspomnieć decyzję prezydenta Trumpa o porzuceniu przez USA zobowiązań dotyczących ograniczenia emisji. Taka decyzja w naturalny sposób podważa sens wcześniejszego wysiłku włożonego w uzgodnienie czegokolwiek, a na dokładkę towarzyszy jej efekt domina.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.