Biurokracja przegrywa z zanieczyszczeniem powietrza
Piotr Siergiej: Niestety, dla urzędnika czyste powietrze jest pojęciem ulotnym i trudno, by skakał z radości z tego powodu, że poziom stężenia szkodliwych pyłów spadł o kilka procent
Piotr Siergiej Polski Alarm Antysmogowy
Zgodnie z rządową nowelizacją ustawy – Prawo ochrony środowiska zarządy województw mają m.in. corocznie kontrolować, jak gminy radzą sobie z walką z niską emisją i jak realizują odgórne wytyczne ustalone w programach ochrony powietrza. Sprawozdania ma następnie opiniować minister środowiska. To słuszny kierunek czy kolejna smogowa biurokracja?
Na pewno oznacza to większe obowiązki po stronie administracji publicznej. My na razie się przyglądamy się, jak realizowane są uchwały antysmogowe. W Małopolsce, a więc w województwie, które jako pierwsze przyjęło takie przepisy, sytuacja wygląda bardzo źle. W roku 2017 r. na około 500 tys. starych kotłów wymieniono zaledwie 10 081. Przy czym w ponad połowie gmin (995 jednostek) przy wsparciu samorządu nie wymieniono ani jednego kopciucha. Niestety, proces wymiany pozaklasowych kotłów jest obecnie w Małopolsce tak powolny, że praktycznie nie ma miejsca. Jeśli nic się nie zmieni, to likwidacja starych urządzeń zajmie 50 lat, choć zgodnie z uchwałą sejmiku czas na to jest do końca 2022 r. Należy zastanowić się, co z tym zrobić. Czy pójść w edukację i przekonywać, że warto? Czy może pójść w stronę większego dyscyplinowania gmin w zakresie wykonywania istniejących przepisów. Wydaje się, że prawo, które nie ma za sobą żadnej możliwości egzekucji, jest prawem martwym.
Ma pan na myśli jakieś sankcje finansowe dla samorządów?
Takie sankcje dotknęły już niektóre małopolskie gminy. Kary zostały nałożone przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Krakowie, który skontrolował wykonanie poprzedniego programu ochrony powietrza dla województwa małopolskiego. W zasadzie żadnej jednostce w Małopolsce nie udało się zrealizować programu w 10 proc. Oczywiście można tworzyć instrumenty finansowe wspierające wymianę kotłów, ale naszym zdaniem bez regulacji, które nieco ostrzej nakłonią gminy do wdrożenia pewnych programów, realnej zmiany raczej nie będzie. I tu mi się przypomina odpowiedź jednej gminy z woj. mazowieckiego. Na nasze pytanie, dlaczego nie aplikuje do programu, w którym może otrzymać na wymianę kotłów pieniądze z UE, odpowiedziała, że dla urzędników to taka mitręga, że im zwyczajnie nie chce się w to angażować
Czym to uzasadnili?
Tym, że to wymaga dużo pracy ze strony niewielkiego urzędu gminy, że trzeba wypełniać wnioski, a potem jeszcze się z nich rozliczać itd. Generalnie gmina nie jest motywowana do tego, by program wymiany kotłów wdrażać. Bo dla niej to obciążenie dodatkową pracą. Niestety, dla urzędnika czyste powietrze jest pojęciem ulotnym i trudno, by skakał z radości z tego powodu, że poziom stężenia szkodliwych pyłów spadł o kilka procent.
Bo z perspektywy politycznych korzyści bardziej spektakularnym działaniem jest wyremontowanie drogi czy rewitalizacja jakiegoś placu?
W każdej gminie włodarze chętnie budują drogi, przecinają wstęgi, pokazują fizycznie istniejące inwestycje. Niestety, nikt szczególnie nie chwali się tym, że wymieniono ileś kopciuchów.
Jak prośby nie działają, to może lepiej zacząć stawiać na groźby?
To jest polityka kija i marchewki, tzn. można podnieść sankcje albo zaoferować jakąś formę pomocy. Faktem jest, że gminy nie radzą sobie z większą obsługą napływających wniosków. Gdyby zostały zasilone jakimiś środkami celowymi, to projekty wdrażane byłyby szybciej. Na dziś nie ma niestety takiego połączenia między programami rządowymi a tymi wdrażanymi lokalnie.
Krakowski Alarm Smogowy sprawdził, jak idzie realizacja programu ochrony powietrza w tzw. krakowskim obwarzanku, gdzie używanych jest ok. 48,5 tys. kopciuchów. W ubiegłym roku wymieniono zaledwie 1735 z nich. ”To wynik prawie dwa razy lepszy niż w 2017 r., ale powodów do radości jednak nie ma, bo oznacza wzrost z… 1,9 na 3,6 proc. całości„ – podaje KAS. Może to nie tylko problem bierności urzędniczej, o której pan wspomniał, ale także bierności samych mieszkańców?
To też prawda. Mówimy niestety o problemie zmiany mentalności, a o takie zmiany zazwyczaj jest najtrudniej. I choć w bardzo wielu gospodarstwach domowych nowoczesność praktycznie wszędzie już zawitała, to jeśli chodzi o kotłownie, wciąż tkwimy w XIX wieku. Musimy przekonać ludzi, że warto zainwestować w najnowszy model kotła, podobnie jak w telewizor 4K, samochód o klasie Euro 6 czy lodówkę A++. Tymczasem w Polsce mamy ok. 3,5 mln kopciuchów. To nie powinno mieć miejsca w kraju aspirującym do nowoczesnej Europy.
A może za bardzo skupiliśmy się na projektach termomodernizacyjnych, a za mało na tempie wymiany starych pieców?
Termomodernizacja to dobry pomysł i musimy kłaść na nią nacisk. Sama wymiana źródła ciepła bez ocieplenia domu spotyka się z dużym oporem społecznym, ponieważ ludzie obawiają się wzrostu kosztów ogrzewania. Łatwiej przełamać ten lęk, jeśli powiemy: ”Jak ocieplisz dom, skorzystasz z dotacji, zmienisz źródło ciepła, to twoje koszty utrzymania tych 20 stopni ciepła w domu wyniosą cię tyle samo lub nawet mniej„. Pierwszym kontrargumentem, jaki słyszymy przy temacie wymiany kopciuchów, jest cena gazu. Ludzie mówią, że jest tak drogi, że ich na niego nie stać. W nieocieplonym domu rzeczywiście koszty ogrzewania mogą wzrosnąć. Ale w ocieplonym, przy niskim zapotrzebowaniu na energię i dobrej sprawności kotła gazowego, może się okazać , że te koszty są niższe. Standardowa termomodernizacja zwykle zmniejsza o mniej więcej połowę zapotrzebowanie na ciepło w budynku. Bywa nawet, że o 70 proc. Jeśli ocieplimy dom, to powinniśmy równolegle wymienić źródło ciepła.
Właśnie wszedł w życie zakaz handlowania kopciuchami na aukcjach internetowych, które sprzedawano pod szyldem ”kotłów na biomasę niedrzewną„ i ”urządzeń wyłącznie do ogrzewania wody użytkowej„. Dość długo musieliśmy czekać na taką, mogłoby się zdawać, dość prostą zmianę przepisów.
Rzeczywiście już dawno o tym alarmowaliśmy. Tworzymy bowiem prawo, które już na starcie jest nieco dziurawe. Cieszymy się z tego uszczelnienia, ale przecież można to było zrobić od razu. Niestety, nie zawsze nasze argumenty przebijają się wyżej.
Mówi się, że przykład idzie z góry, tymczasem Dolnośląski Alarm Smogowy podaje, że choć w tamtym województwie od lipca 2018 r. obowiązuje uchwała antysmogowa zakazująca spalania węgla brunatnego w domowych kotłach, to i tak paliwo to nadal jest sprzedawane w regionie przez Kopalnię Węgla Brunatnego Turów, czyli państwowy koncern PGE.
Wiem, że na Dolnym Śląsku odbyły się rozmowy na ten temat, uczestniczył w nich m.in. Piotr Woźny, czyli pełnomocnik rządu ds. programu czyste powietrze, i ponoć wspomniany przez pana proceder ma się skończyć. Miejmy nadzieję, że tak się stanie. Zdaniem Piotra Woźnego ”spółka powinna zrewidować umowy z pośrednikami i powinna wprowadzić w umowach takie klauzule, które doprowadzą do tego, że skutecznie zaprzestana zostanie sprzedaż węgla brunatnego do domowych instalacji„.
A swoją drogą z rządowym programem Czyste Powietrze podobno też nie jest najlepiej. W informacji z 22 lutego br. Polski Alarm Smogowy informował, że po pięciu miesiącach działania programu podpisano zaledwie 147 umów na ocieplenie domów i wymianę kotłów, choć w całym kraju złożono niemal 26 tys. wniosków. Stawiacie tezę, że ten program to fikcja.
Nasze dane zostały tydzień później sprostowane – dowiedzieliśmy się, że podpisano ponad 600 umów. Obecnie ta liczba na pewno wzrosła, ale do planowanych 400 tys. wniosków rocznie jeszcze długa droga.
To nie zmienia jakoś istotnie faktu, że efekty są raczej mizerne.
Rzuca się to w oczy, tym bardziej że program był przecież szeroko promowany na wielu konferencjach. Podkreślano bezprecedensowość tego przedsięwzięcia, w które w perspektywie 10 lat zaangażowanych mają być 103 mld zł. W tej chwili, tak realnie, w ramach programu mamy ulgę termomodernizacyjną i to jest bardzo dobry mechanizm. Każdy, kto chce wstawić pompę ciepła, ocieplić dom czy zainwestować w fotowoltaikę, to przez najbliższych sześć lat będzie mógł odjąć od uzyskanego przychodu kwoty wydane na fakturze. To rozwiązanie działa i po roku jego funkcjonowania będziemy zapewne podsumowywać jego efekty. Myślę, że w skali Polski będą to duże, liczone w setkach milionów złotych kwoty. Drugą częścią programu ”Czyste Powietrze„ był program dotacyjny. Jakiś czas temu byłem na kongresie czystego powietrza w Warszawie, na który była też obecna przedstawicielka Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska z Mazowsza. Z jej informacji wynika, że w najlepszym scenariuszu w całym województwie pracuje może 10 urzędników, którzy przyjmują i rozpatrują wnioski. Tymczasem na Mazowszu mamy 400–500 tys. kopciuchów i pewnie podobną liczbę domów do ocieplenia.
Może więc warto zaangażować w ten proces gminy?
Od początku to był jeden z naszych głównych postulatów. Nawet jeśli w każdej gminie rozpatrzony byłyby zaledwie jeden wniosek dziennie, to przy liczbie 2477 gmin w kraju i 251 dniach roboczych rozpatrzono by 620 tys. wniosków rocznie! Proszę zobaczyć, o ile zwiększa nam się efektywność działania w stosunku do stanu obecnego. Jeśli program Czyste Powietrze nie zejdzie o te dwa poziomy w dół, tj. ze szczebla rządowego przez wojewódzki, aż do gminnego, to możemy być właściwie pewni, że ten program po prostu nie zostanie zrealizowany. ©℗
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu