Energetyczne konflikty w obozie rządzącym spowalniają transformację
Koszt praw do emisji CO2 przekłada się bezpośrednio na hurtowe ceny energii, a zatem im więcej czystej energii znajdzie się w systemie i im więcej jej będzie, tym mniej odczujemy podwyżki taryf. Ale szybkość transformacji wpłynie nie tylko na rachunki odbiorców i firm, lecz także na dostępność mocy. Potrzebne są nowe źródła prądu. Jak pokazują m.in. symulacje Polskich Sieci Elektroenergetycznych, po 2026 r. wzrośnie zagrożenie deficytem mocy (ryzyko krótkotrwałych spadków zakładanych rezerw spodziewane jest już tej jesieni). Potrzebne są nowe moce nie tylko z odnawialnych źródeł energii, ale jak podkreśla operator sieci przesyłowych, także ze źródeł uelastyczniających system. Producenci i odbiorcy prądu (głównie przedsiębiorstwa energochłonne) potrzebują wielu rozstrzygnięć na poziomie rządowym.
Najbardziej wyczekiwaną zmianą jest zapowiadane już złagodzenie zasady 10H, która praktycznie zatrzymała powstawanie nowych farm wiatrowych na lądzie. A wiatraki są najtańszym i najszybszym sposobem na zwiększenie mocy z OZE. Część polityków PiS na czele z europosłanką Anną Zalewską sprzeciwia się zmianie pierwotnego stanowiska Prawa i Sprawiedliwości w sprawie wiatraków i luzowaniu limitów. Rząd dotąd nie przyjął projektu łagodzącego 10H, który powstał w resorcie rozwoju, pracy i technologii. Jego orędowniczką była m.in. związana z Porozumieniem wiceminister Anna Kornecka. Do zmian przychyla się też aktualny wiceminister z ramienia PiS Piotr Uściński.
Producenci i odbiorcy prądu czekają na wiele rozstrzygnięć na poziomie rządowym
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.