Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Górnicy i energetycy mają czego się bać

25 maja 2021
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Najbardziej zagrożone przez transformację są ośrodki takie jak Bełchatów czy Turów, ale państwo ma narzędzia, aby uniknąć powęglowej smuty

Nad polskimi ośrodkami węglowymi wisi widmo Wałbrzycha. Regiony zależne od kopalni i elektrowni boją się, że unijna polityka klimatyczna przyczyni się do powtórki z traumatycznych lat 90.: upadku zakładów, które stanowią lokalne silniki rozwoju i mogą pociągnąć na dno całe społeczności. Z opisywanego przez nas w zeszłym tygodniu badania Instytutu Jagiellońskiego wynika, że aż 88 proc. śląskich górników uważa, że nie należy odchodzić od wydobycia węgla. 62 proc. boi się utraty pracy, a 43 proc. nie widzi szans na znalezienie innego zatrudnienia w swojej najbliższej okolicy. Prawie trzy czwarte z nich krytycznie podchodzi do polityki klimatycznej UE, którą postrzegają jako „zamach na polskie górnictwo”. Jednocześnie jeszcze mniej niż Unii (36 proc.) górnicy ufają polskiemu rządowi (26 proc.). Badani potwierdzają artykułowane przez związkowców przekonanie, że najważniejsze oczekiwanie w stosunku do rządu dotyczy utrzymania zatrudnienia. Jako najbardziej pożądane sektory przy ewentualnej zmianie miejsca pracy wskazują budownictwo, wydobycie innych niż węgiel surowców i transport, rzadziej branżę motoryzacyjną i energetykę odnawialną.

– Jak się nic nie zrobi, to będzie Wałbrzych – przyznaje Paweł Czyżak z Fundacji Instrat. Podobnego zdania jest dr hab. Przemysław Sadura z Instytutu Socjologii UW. – Bez atrakcyjnej oferty i wsparcia ze strony państwa dominującą strategią będzie ucieczka z regionów węglowych, a nie np. przekwalifikowywanie się – mówi.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.