Gazowe moratorium Waszyngtonu nie oznacza rewolucji na rynku
Decyzja Joego Bidena, który ogłosił wstrzymanie wydawania zgód na eksport gazu skroplonego, ucieszyła aktywistów klimatycznych. Według nich to krok w dobrym kierunku: ku zatrzymaniu rosnącej bańki nowych projektów, dla których nie ma już oczywistego pokrycia na globalnym rynku, ograniczeniu emisji i uniknięciu pułapki gazowej zagrażającej światowej transformacji.
Odwrócenie tej decyzji już pierwszego dnia po odzyskaniu prezydentury zapowiedział z kolei Donald Trump, dając sygnał do włączenia sporu o LNG do amerykańskiej kampanii wyborczej. Oburzenia nie kryją także republikańscy kongresmeni, którzy obawiają się m.in., że na ograniczeniu ekspansji USA zyskają konkurenci Ameryki na światowym rynku gazu, w tym Rosja.
Według ekspertów wyhamowanie gazowej rewolucji USA nie stanowi jednak poważniejszego zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego Europy, która i tak zamierza w najbliższych latach ograniczać zużycie błękitnego paliwa – choć może przejściowo podnieść ceny w dopiero negocjowanych kontraktach na dostawy LNG. Realistycznie rzecz biorąc, planowana infrastruktura – w tym amerykańskie terminale, które są już w budowie lub otrzymały już odpowiednie zgody na eksport – oznacza perspektywę nadpodaży na światowych rynkach w II połowie bieżącej dekady. ©℗ A3
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.