Zapasy paliw jako test odporności państwa
Czy polski system zapasów paliw jest przygotowany na realny kryzys, czy jedynie na spełnianie regulacyjnych norm? Debata na ten temat wciąż toczy się w oderwaniu od realiów – od warunków, w których zapasy miałyby zostać użyte. A to przecież jest najważniejsze.
Długa lista problemów
Znacząca część paliw ciekłych trafia do Polski drogą morską przez Naftoport w Gdańsku oraz terminale paliwowe Trójmiasta. Infrastruktura ta, choć nowoczesna, działa w coraz bardziej niestabilnym środowisku. Bałtyk przestał być neutralnym korytarzem handlowym, działania poniżej progu wojny mogą ograniczać zdolności importowe. Dlatego to magazyny paliw w głębi kraju powinny być głównym buforem bezpieczeństwa. Przemilczanym problemem jest to, że nawet jedna trzecia pojemności magazynowej znajduje się w regionie Małaszewicz, a więc praktycznie w zasięgu artyleryjskim z Białorusi. Na ironię zakrawa fakt, że jest to w dużym stopniu skutek polskiego prawa zamówień publicznych. Przetargi na magazynowanie zapasów rozstrzygane są według najniższej ceny za metr sześcienny, bez kryteriów ryzyka geograficznego czy militarnego.
Dla krajowego systemu szczególne znaczenie ma podziemny magazyn ropy i paliw w Górze (woj. kujawsko-pomorskie), należący do IKS Solino z Grupy Orlen, odpowiadający za niemal połowę krajowej pojemności ropy. Jest on kluczowy z punktu widzenia bezpieczeństwa systemu, dlatego to, że jego pojemność systematycznie maleje, co wynika z braku inwestycji, dodatkowo zwiększa ryzyko.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.