W Europie państwowe firmy energetyczne to standard
PaweŁ SzaŁamacha: Prywatyzacja oznacza jednorazowy przypływ gotówki i pobieranie renty monopolistycznej przez sprawnego prywatnego właściciela. Uważam, że Enea powinna pozostać pod kontrolą państwa
Jedynym uzasadnieniem sprzedaży firm elektroenergetycznych jest załatanie dziury budżetowej. Elektroenergetyka nie potrzebuje partnerstwa kapitałowego, aby pozyskiwać technologie dla swojego rozwoju, ponieważ może je zdobyć samodzielnie w inny sposób.
W przypadku PZL Mielec oraz innych firm przemysłu lotniczego zapóźnienia technologiczne były tak duże, że potrzebna była ich prywatyzacja, prowadząca do transferu nowoczesnych technologii. W elektroenergetyce takiej sytuacji nie mamy. Pamiętajmy, że w przeważającej większości krajów europejskich elektroenergetyka jest własnością skarbu państwa danego kraju, tak jest w Skandynawii, Francji, Włoszech i Czechach. Wyjątkiem jest Wielka Brytania, gdzie po prywatyzacji elektroenergetyki nastąpiła jej wtórna renacjonalizacja, czyli zakup tych firm poprzez państwowe koncerny francuskie. Wiodące firmy brytyjskie, które w pierwszej fali prywatyzacji trafiły na giełdę i stały się własnością rozproszonego kapitału finansowego, w drugiej fali zostały skupione przez państwowych inwestorów branżowych.
Musimy także pamiętać o presji ze strony firm elektroenergetycznych na stałe podwyższanie cen energii dla odbiorców końcowych. Istnieje zagrożenie, że po sprzedaży - co miało miejsce na Węgrzech i w Wielkiej Brytanii - nowy właściciel państwowo-prywatny będzie bardziej skuteczny w wykorzystywaniu swojej pozycji, niemal monopolistycznej, w przeforsowywaniu podwyżek cen. Przykład takich działań mieliśmy już dwa lata temu, kiedy RWE Polska i Vattenfall weszły z Urzędem Regulacji Energetyki w spór dotyczący taryfowania cen energii dla odbiorców indywidualnych. Prywatyzacja oznacza jednorazowy przypływ gotówki i pobieranie renty monopolistycznej przez sprawnego, prywatnego właściciela. Biorąc te wszystkie czynniki pod uwagę, opowiadam się za pozostawieniem Enei pod kontrolą państwa.
Czy to ma oznaczać, że minister skarbu musi minimalizować skutki nieudanych działań ministra finansów? Nie tędy droga. Najdramatyczniejszym przykładem, z którego warto wyciągnąć wnioski, są Węgry, które w latach 2002 - 2007 dokonały prywatyzacji niemal całego sektora elektroenergetycznego. Pieniądze z tej sprzedaży wydawano na bieżące potrzeby budżetu państwa. Nastąpił jednak krach finansów państwa, a wtedy już brakowało jakichkolwiek aktywów do spieniężenia. Polsce może grozić podobna sytuacja co Węgrom.
Proponowaliśmy wprowadzenie na giełdę. Moim zamiarem było pozostawienie wiodącego pakietu w rękach skarbu, ale zgadzam się, że w ramach rządu były także inne opinie. Te kwestie w pełni są doceniane przez świat polityki i ekspertów dopiero z pewnym opóźnieniem, po kilku latach. To, co jest standardem w innych krajach Europy, czyli państwowe firmy energetyczne, jak Vattenfall, CEZ, Verbund czy EdF, w Polsce budzi zdziwienie. Należy zbierać doświadczenia z innych krajów i modyfikować programy, a przede wszystkim poprawiać poziom zarządzania firmami publicznymi.
@RY1@i02/2010/254/i02.2010.254.167.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Paweł Szałamacha, prezes Instytutu Sobieskiego, były wiceminister Skarbu Państwa w rządzie PiS
ROZMAWIAŁ DARIUSZ CIEPIELA
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu