Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Stawiamy na wieloletnie kontrakty i wydobycie gazu z własnych źródeł

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Terminal LNG czy gazociągi transgraniczne to projekty, które mają być jedynie uzupełnieniem dla surowca, jaki otrzymamy w ramach kontraktu jamalskiego i wydobytego z krajowych złóż.

Pan redaktor zadaje pytanie, jakby pracował dla Gazpromu. Wynik negocjacji to efekt kompromisu i raczej nie przechylałbym wagi na którąś ze stron. Porozumienie zapewnia nam w dającej przewidzieć się przyszłości stabilne dostawy oparte na długoterminowym kontrakcie. Przedłużyliśmy bowiem kontrakt jamalski o 15 lat. Mamy zatem gwarancję dostaw gazu do Polski i funkcjonowania gazociągu tranzytowego aż do 2037 r.

Poza tym udało się nam wyeliminować pośredników w handlu gazem i zwiększyć poziom dostaw bezpośrednio od Gazpromu z obecnych 8 mld m sześc. do około 10 mld m sześc. rocznie.

Dawały one nadzwyczajne zyski tym, którzy gaz ten dostarczali i dawały nam co kilka lat dużo kłopotów związanych z przedłużaniem tychże umów. Na przykład w 2006 roku, gdy kończyła się taka krótkoterminowa umowa, strona polska została postawiona pod ścianą. Aby zagwarantować odpowiedni poziom dostaw, zrezygnowano wówczas z istotnego bonusa zawartego w kontrakcie długoterminowym, czyli 10-proc. obniżki cen w stosunku do tej, która wynikała z formuły cenowej. W efekcie, po 13 latach od zawarcia kontraktu jamalskiego, musieliśmy za gaz płacić więcej. Ówczesne błędy negocjacyjne doprowadziły zatem do problemów, które sporo nas kosztowały i zresztą do dziś kosztują. To przykład tego, jak opłacalne są owe umowy krótkoterminowe.

Cena gazu ani formuła, na podstawie której jest ona określana, nie była przedmiotem negocjacji. Pozostała ona niezmieniona i jest ustalana - jak dotychczas - formułą zależną od notowań cen ropy z ostatnich dziewięciu miesięcy.

Chcę podkreślić, że Polska jest krajem, który ma najmniejszą zależność od zagranicznych dostaw surowców, bo wynosi ona 18 proc. surowców importowanych w stosunku do wydobywanych w kraju. W przypadku innych członków UE ten parametr średnio wynosi około 50 proc. Gaz w polskim systemie energetycznym w sumie ma około 12 proc. udziału, z czego jedna trzecia jest z produkcji krajowej. Polska jest więc najbardziej bezpiecznym energetycznie krajem w Unii.

Na ten temat należy spojrzeć z drugiej strony. Bez tego porozumienia w najbliższych latach gazu na pewno by zabrakło. Zatem nawet jeżeli surowca będzie trochę za dużo, to nic się złego nie stanie. Gorzej byłoby, gdyby okazało się, że jest go za mało. Jestem ciekaw, jak ci, którzy krytykują tę część porozumienia, zapewniliby nam wówczas niezbędny surowiec.

Nie ma żadnej potrzeby, by rezygnować z projektów dywersyfikacyjnych. Nie wiadomo bowiem, czy w ogóle będziemy mieli do czynienia z nadmiarem gazu. W przyszłości rozwój gospodarczy będzie wpływał na zwiększone zapotrzebowanie na to paliwo i za parę lat być może będziemy mieli do czynienia z zupełnie inną sytuacją na rynku. To wiąże się m.in. ze sprawami klimatycznymi i możliwością wytwarzania prądu elektrycznego z gazu. W naszych warunkach - przy kwocie 35 euro za tonę CO2 - wytwarzanie prądu z gazu zrównuje się cenowo z produkcją energii elektrycznej z węgla. W tych okolicznościach może się okazać, że będziemy potrzebowali więcej błękitnego paliwa.

Trzeba stawiać na długoterminowe kontrakty z jasno określoną formułą cenową i zdecydowanie bardziej wzmacniać krajowe źródła wydobycia gazu, bo to jest najbardziej bezpieczne rozwiązanie. Inicjatywy związane z innymi kierunkami, takie jak choćby budowa gazoportu czy łączenie się z niemieckim, czeskim i słowackim systemem gazowym, trzeba traktować jako rozwiązania uzupełniające, gwarantujące bardziej elastyczne możliwości działania w sytuacji kryzysowej.

Wystarczy iść, porozmawiać z ludźmi i sprawdzić, czy chcą płacić ekstra za takie projekty. Uważam, że nie ma potrzeby stosować takich rozwiązań.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz Gazprom zadeklarowały gotowość regulowania wzajemnych relacji w taki sposób, by w EuRoPol Gazie proporcje w udziałach między nimi były w stosunku 50/50, zgodnie zresztą z porozumieniem podpisanym przez strony w sierpniu 1993 r. Rozwiązanie 50/50 stosuje się w wielu krajach, gdzie jest partnerstwo tego typu. Dokładnie takie same relacje z Gazpromem mają Włosi, z kolei w Serbii, w spółce odpowiedzialnej za taką inwestycję, Gazprom ma 51 proc. Podobne udziały Gazprom ma zresztą w projekcie gazociągu północnego.

Natomiast co do wysokości taryfy tranzytowej, to ustalony poziom gwarantuje bezpieczne funkcjonowanie EuRoPol Gazu. Taryfa została uzgodniona w ten sposób, by spółka miała 2-proc. zysk netto. Na początku negocjacji wychodziliśmy z dużo wyższych poziomów, Rosjanie - z dużo niższych. Spotkaliśmy się w przedziale, który odpowiada poziomom taryf stosowanym przy tranzycie przez europejskich operatorów. Wydaje się, że znaleźliśmy rozsądny kompromis. Spółki zaakceptowały formułę zgodnie z polskim prawem.

Warto dodać, że taryfa nie została ustalona w sposób kwotowy, lecz parametryczny. Dzięki temu będziemy mieli spokój w sytuacjach zmieniających notowania kursów walut.

Padła z naszej strony taka propozycja, ale odniosłem wrażenie, że strona rosyjska nie była zainteresowana przyspieszaniem tych spłat.

Ten proces będzie wymagał czasu. Dziś Aleksander Gudzowaty odnosi się do tej sprawy krytycznie. Myślę, że możliwe jest jednak porozumienie. Są pewne możliwości, czy też przestrzeń do zaoferowania spółce, która wychodzi z EuRoPol Gazu. Warto zastanowić się na przykład, czy nie można przychylnie odnieść się do inicjatywy Aleksandra Gudzowatego i pozwolić mu zbudować gazociąg Bernau -Szczecin. To byłby dla niego projekt do zrealizowania. Wydaje mi się bowiem, że miałby większe szanse na szybkie pozyskanie gazu na Zachodzie niż Wschodzie. A Polska zyskałaby w ten sposób dodatkowy interkonektor na granicy z Niemcami.

Nie. Przez gazociąg jamalski przepływać może 30 mld m sześc. gazu rocznie, a Polska importuje w sumie z tego kierunku około 10 mld m sześc. Gdyby więc nasze potrzeby nawet się potroiły, nie musimy korzystać z Nord Streamu. Mamy Jamał.

Niemcy zaprojektowali Nord Stream, żeby kupować gaz bezpośrednio od Gazpromu, ale w efekcie będą ponosić wyższe koszty dostawy. To wiąże się z kosztami budowy tej magistrali. Jeśli zdecydowali się na tego typu ekskluzywne rozwiązanie dla Rosjan, to nie będziemy im przeszkadzać. Nie zamierzamy jednak uczestniczyć w tym i płacić więcej za gaz. Możemy odbierać gaz taniej z Jamału czy systemu rurociągów ukraińskich.

Ta sprawa była przez nas podnoszona przy okazji negocjacji. Siergiej Szmatko, minister ds. energetyki, powiedział, że na dzisiaj projekt ten został odłożony na półkę i w najbliższym czasie nie będzie realizowany. Nie został on jednak przekreślony. Być może w przyszłości będzie szansa, by do niego wrócić.

@RY1@i02/2009/217/i02.2009.217.166.0006.001.jpg@RY2@

Waldemar Pawlak, wicepremier, minister gospodarki

Fot. Wojciech Górski

Od listopada 2007 roku wicepremier i minister gospodarki. Polityk PSL. Dwukrotnie premier Polski (1992 r. i w latach 1993-1995). Poseł na Sejm nieprzerwanie od 1989 r.

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.