Ukraina, Białoruś i Rosja na progu nowej wojny gazowej
Rosja przymierza się do nałożenia na Kijów wysokich kar - nawet 4 mld dol. - za naruszenie porozumień gazowych
Dziesięć tygodni przed końcem roku Ukraińcy i Białorusini wciąż nie porozumieli się z Gazpromem co do zasad, na jakich w 2010 r. będą kupować rosyjski gaz. W powietrzu wisi powtórka ze styczniowej wojny gazowej.
Rozmowy między Gazpromem i Naftohazem Ukrajiny tym razem dotyczą nie ceny błękitnego paliwa, ale wysokości dostaw. - Ukraina na własne życzenie wpadła w pułapkę, zobowiązując się do odbioru gazu w ilości nie mniejszej od zakontraktowanej - mówi nam niezależny ekspert energetyczny Ołeksandr Narbut. - Nikt nie przewidział spadku produkcji przemysłowej o jedną trzecią, co obniżyło popyt na gaz - dodaje. To duży problem, ponieważ Naftohaz - jeśli nie pobierze zakontraktowanej objętości surowca - musi płacić pokaźne kary (zasada "bierz lub płać"). Kijów chce zmniejszyć objętość sprowadzanego według obowiązującego kontraktu gazu aż o 45 proc. Gazprom nie chce o tym słyszeć.
Rosjanie na razie obiecują, że nie będą żądać od Kijowa dodatkowych opłat. Podczas wrześniowego spotkania premierów Władimira Putina i Julii Tymoszenko ustalono, że Ukraina zapłaci jedynie za tyle gazu, ile faktycznie pobrała. Obietnica padła jednak jedynie ustnie. Teraz Naftohaz domaga się, aby zawarto umowę o podobnej treści. W przeciwnym razie Gazprom mógłby się bowiem wycofać z ustaleń i nałożyć nawet 4 mld dol. kary na Ukraińców. A kasy Naftohazu świecą pustkami.
Taki scenariusz jest realny, tym bardziej że w styczniu na Ukrainie odbędą się wybory prezydenckie. Moskwa mogłaby wykorzystać niejasną sytuację gazową, aby wesprzeć najlepszego dla siebie kandydata.
W jeszcze trudniejszej sytuacji są Białorusini. Rosjanie domagają się bowiem od stycznia podwyżki cen gazu. Od 2006 r. preferencyjna stawka za błękitne paliwo wzrosła już z 47 do 158 dol. za 1 tys. m sześc. Teraz Gazprom żąda powyżej 200 dol. (Ukraina płaci obecnie 275 dol.). - To cena niesprawiedliwa i monopolistyczna - komentował dla Radia Swaboda białoruski politolog Leanid Zaika. Z przecieków, jakie dotarły do mediów, wynika, że Rosjanie w zamian za zachowanie starej ceny domagają się lojalnej polityki gospodarczej i większościowych udziałów w Biełtranshazie, białoruskim koncernie gazowym. Dla Mińska oznaczałoby to całkowitą zależność energetyczną od Rosjan.
Dla Europy najgorszym scenariuszem byłaby jednoczesna wojna gazowa Rosji z oboma sąsiadami. W styczniu Polska czy Niemcy uniknęły konsekwencji kryzysu tylko dlatego, że białoruskie gazociągi pozostały sprawne. W efekcie Europa wyciągnęła wnioski i do przodu ruszył m.in. projekt Nabucco, przy pomocy którego UE powinna uzyskać dostęp do kaspijskiego gazu z pominięciem Rosji. Stosowne umowy podpisano w czerwcu w Ankarze. Unia obiecała też pomoc w modernizacji ukraińskiej infrastruktury gazowej. Kijów z kolei zapewnia, że tym razem lepiej przygotował się do możliwych przerw w dostawie gazu. - Mamy wystarczające zapasy w magazynach, aby tej zimy zapewnić tranzyt gazu do europejskich odbiorców - zapewniał doradca prezydenta Ukrainy ds. energetycznych Bohdan Sokołowski.
@RY1@i02/2009/202/i02.2009.202.000.010a.001.jpg@RY2@
Główne gazociągi łączące Rosję z Europą
Michał Potocki
michal.potocki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu