Mamy kłopoty, bo za długo nie modernizowaliśmy energetyki
●
- To bez wątpienia nowa dyrektywa o handlu uprawnieniami do emisji CO2 i dyrektywa o emisjach ze źródeł przemysłowych, która zastąpi pięć dotychczasowych, powiązanych dyrektyw. Dyrektywa o systemie handlu emisjami CO2 jest już uzgodniona, zostanie opublikowana w kwietniu tego roku, a nowe zasady zaczną obowiązywać od 2013 roku. Nad drugą trwają prace. Odbyło się już pierwsze czytanie w Parlamencie Europejskim. Przewiduje się, że akt powinien być przyjęty wiosną 2010 roku, a nowe regulacje zaczną obowiązywać od 2016 roku.
●
- Zgodnie z tą dyrektywą elektrownie w UE od 2013 roku mają kupować na aukcjach uprawnienia do emisji CO2, które teraz dostają w większości za darmo. Polskie elektrownie mają mieć ten przywilej, że i od 2013 roku mają mieć do 70 proc. uprawnień za darmo z obowiązkiem redukcji tej puli do zera w 2020 roku. Jednak, czy zaczniemy z pułapem 70 proc. darmowych pozwoleń to się okaże. Polski rząd musi do września 2011 roku przedstawić Komisji Europejskiej wykaz i wartość planowanych inwestycji w okresie od wejścia w życie dyrektywy do 2019 roku. Ten plan Komisja może przyjąć lub odrzucić, a dopiero na podstawie realizacji tego planu będą przydzielane darmowe emisje. Warto dodać, że wartość przyznanych nieodpłatnie uprawnień nie może być większa niż wartość realizowanych inwestycji wynikających z tego planu. Wprowadzenie nowego systemu handlu emisjami oznaczać będzie wzrost kosztów produkcji energii i jej cen w przypadku energii wytwarzanej z węgla.
●
- W trudniejszej. W zakresie produkcji energii elektrycznej zasady będą takie same jak dla elektrowni. Ponadto ciepłownictwo zostało uznane za przemysł, który nie jest zagrożony ucieczką z Unii z powodu kosztów uprawnień do emisji CO2. To znaczy, że od 2013 roku elektrociepłownie (i ciepłownie produkujące ciepło do systemów ciepłowniczych) mogą dostać za darmo do 80 proc. pozwoleń na emisję CO2 związaną z produkcją ciepła i ta ilość ma maleć do 30% w roku 2020 i zera w 2027 roku. Przy rozdziale uprawnień punktem odniesienia mają być emisje najlepszych elektrociepłowni europejskich, a ponieważ najmniej CO2 emitują te na gaz, więc nasze, w większości węglowe, nie dostaną na początek 80 proc. darmowych pozwoleń, a znacznie mniej, sądzę, że około 40 proc. Koszty zakupu reszty uprawnień będą musiały przenieść na ceny ciepła, które w konsekwencji zdrożeje od kilku do ok. 30 proc lub więcej, w zależności od rodzaju paliwa i sprawności źródła produkującego ciepło.
●
- Znacznie bardziej. Ona jest bardziej niebezpieczna, bo prawa do emisji CO2 będzie można kupić, a nieprzestrzeganie norm emisji SO2, NOx i pyłów będzie oznaczało wyłączenie instalacji. Przede wszystkim ta dyrektywa uznaje, że źródłem emisji nie jest kocioł, jak się dotychczas przyjmuje w Polsce, a komin. Przy zaostrzeniu norm emisji - na przykład SO2 - oznacza to drastyczną zmianę. Na przykład mamy w Elektrociepłowni Siekierki w części kolektorowej 4 kotły po 180 MW podłączone do wspólnego komina i każdy kocioł może emitować obecnie do 1500 mg SO2/Nm3. Zgodnie z nową dyrektywą będą one traktowane jako jedno źródło o mocy 720 MW, a norma dla źródła o mocy powyżej 300 MW wynosić będzie 200 mg SO2/Nm3. Oznacza to konieczność posiadania mokrej instalacji odsiarczania spalin. Sama zmiana definicji źródła spowoduje, że ilość obiektów, które będą się musiały dostosować do nowych norm emisji wzrośnie z około 400 teraz do ponad 1100 w prawie 270 przedsiębiorstwach. Ponadto, planuje się obniżenie mocy źródeł podlegających tej dyrektywie z 50 MW do 20 MW, co jeszcze zwiększy ilość zakładów wymagających modernizacji. Na dostosowanie się jest trochę ponad 6 lat. To zdecydowanie za mało, aby polska energetyka miała czas dostosować się do tych zmian.
●
- Emisje NOX mają być ograniczone do 200 mg/Nm2 z obecnego poziomu 600 mg/Nm2, co nie jest możliwe do zrealizowania bez inwestycji w technologie odazotowania spalin. Dla pyłów norma ma wynosić 20 mg/Nm2, a obecnie jest 50 mg/Nm2. Wszystkie wymienione zmiany dotyczą instalacji już istniejących, bo nowe mają spełniać jeszcze ostrzejsze wymagania. Wydaje mi się, że trudno negować ideę zaostrzania norm emisji, ale można i należy jeszcze negocjować racjonalny termin ich wdrożenia i przekonywać, aby w Polsce nie weszły one w życie w 2016 roku tylko później lub z pewnymi wyjątkami. Polski rząd chce, żeby nowe przepisy zaczęły nas dotyczyć od 2020 roku lub nawet 2025 roku. Mamy kłopoty, bo za długo nie modernizowaliśmy energetyki. Kolejne rządy hamowały wzrost cen energii, firmy nie inwestowały i teraz walczymy ze skutkami zaniedbań. Niestety, moim zdaniem obecna polityka regulacyjna też nie sprzyja inwestycjom.
Fot. Wojciech Górski
Jacek Piekacz, dyrektor d.s. współpracy z Unią Europejską Vattenfall Poland
●
dyrektor d.s. współpracy z Unią Europejską Vattenfall Poland
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.