Nasz gigant maluczki
Sprzedaż w wysokości 6 mld euro rocznie klasyfikuje polskiego potentata na szarym końcu europejskiej stawki producentów prądu - wynika z raportu Pracodawców RP i Ernst & Young.
Na czele stawki są niemiecki E.ON oraz francuski GDF Suez. Pierwszy może się pochwalić przychodami w wysokości 87 mld euro, drugi 83 mld euro. To kilkanaście razy więcej od polskiego gracza numer jeden, czyli PGE. Trzeci w Europie jest EDF, również z Francji, który notuje przychody na poziomie 64 mld euro. O 3 mld euro mniej zarabiają Włosi z koncernu Enel. Pierwszą piątkę zamyka niemiecki RWE z przychodami 49 mld euro. Z zestawienia za 2008 r. wynika, że PGE może się równać jedynie z państwowym koncernem CEZ, który powstał w wyniku konsolidacji czeskiej branży. CEZ i tak ma przychody o 1 mld euro większe i zajmuje wśród europejskich gigantów 10. pozycję.
PGE jest 11., a 14. miejsce ma Energa. Ewentualne połączenie PGE z Energą dałoby łączne przychody 8 mld euro i pozwoliłoby przeskoczyć jedynie Czechów.
Eksperci Pracodawców RP i Ernst & Young podkreślają, że połowa największych europejskich koncernów inwestuje już w Polsce. Według Wiesława Skrobowskiego z Pracodawców RP oznacza to, że nie istnieje już coś takiego jak lokalny rynek energetyczny. - W związku z tym na polskim rynku nie może istnieć wiele podmiotów - twierdzi Wiesław Skrobowski.
Kraje UE postawiły na konsolidację. W siedmiu spośród dziesięciu krajów z najtańszym prądem liczba znaczących producentów energii nie przekracza trzech. UOKiK, który do końca roku zadecyduje o połączeniu PGE i Energi, uważa, że fuzja może oznaczać dla klientów podwyżkę cen za prąd.
MACIEJ SZCZEPANIUK
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu