Operatorzy nie boją się źródeł odnawialnych
Mimo narzekań na problemy z przyłączaniem do sieci w Polsce zaczyna rozwijać się energetyka oparta na odnawialnych źrodłach, w tym szczególnie energetyka wiatrowa.
Kiedy nieco prowokacyjnie zapytaliśmy zarząd PSE Operator, dlaczego sieci energetyczne są niechętne odnawialnym źródłom energii (OZE), Dariusz Chomka, rzecznik firmy, stwierdził, że to bzdura. Wręcz przeciwnie, robią wszystko, aby włączyć jak najwięcej OZE do systemu. W 2009 roku odnotowano dwukrotny przyrost mocy farm wiatrowych.
- Dziś do krajowego systemu elektroenergetycznego przyłączonych jest ponad 1000 MW i wszystko wskazuje na to, że rynek OZE w najbliższych latach będzie rósł jeszcze bardziej dynamicznie - twierdzi.
Nieco łagodniej odpowiada Henryk Majchrzak, wiceprezes PSE Opertor.
- Mogłoby się wydawać, że nie lubimy odnawianych źródeł, ale to nieprawda. Po prostu istnieją naturalne ograniczenia w przyłączaniu OZE do sieci - mówi.
PSE Operator podpisał umowy o przyłączenie do sieci kolejnych farm wiatrowych o łącznej mocy 1371 MW. Wydane już warunki przyłączenia opiewają na 4233 MW mocy z wiatru.
Inni operatorzy systemów dystrybucyjnych podpisali z umowy o przyłączenie do sieci farm wiatrowych o łącznej mocy około 6000 MW, a uzgodnione z PSE Operator warunki przyłączenia do sieci dystrybucyjnej 110 kV wynoszą około 2870 MW.
- Mimo wszystkich problemów jest lepiej i będzie lepiej. Do 2011 roku chcemy wydawać 1 mld zł na inwestycje sieciowe. Problemem jest biurokracja. Obliczyliśmy, że zanim wbijemy łopatę, uzyskiwanie wszelkich pozwoleń i decyzji administracyjnych zajmuje nam średnio 241 dni - mówił Przemysław Zalewski, wiceprezes Enei, w trakcie konferencji energetycznej w Bełchatowie.
- Spółki dytrybucyjne coraz lepiej współpracują z inwestorami - tłumaczy Bogdan Gutkowski z Polskiego Towarzystaw Energii Wiatrowej. Sam wprawdzie ma fatalne doświadczenia, bo pozwolenia na budowę wiatraka uzyskał po siedmiu latach starań, jednak praktyka dowodzi, że przeciętnie proces ten trwa dwa, trzy lata.
- Problem także w tym, że lepiej rozwinięte są sieci energetyczne na południu kraju, a farmy wiatrowe powstają głownie na północy. Energetyka wiatrowa jednak się rozwija - zwraca uwagę Bogdan Gutkowski.
OZE, a ściślej: energetyka wiatrowa, rozwija się zgodnie z planem, czyli z Polityką Energetyczną Polski do 2030 roku (PEP 2030), w której założono, że do 2020 roku farmy wiatrowe powinny mieć moc 6000 MW, a do roku 2 030 8000 MW.
Czy oznacza to, że opowieści o cierniowej drodze inwestorów starających się o przyłączenie odnawialnych źrodeł do sieci są po prostu nieprawdziwe? Nie.
Problem pierwszy to odmowy przyłączenia do sieci, z jaką spotykają się inwestorzy. Na mocy prawa energetycznego inwestor ma prawo się odwoływać, a instancją rozstrzygającą spory jest Urząd Regulacji Energetyki (URE).
- W 2009 roku otrzymaliśmy od operatorów 364 informacje o odmowie przyłączenia do sieci elektroenergetycznej, w tym także farm wiatrowych. Było to znacząco więcej niż w roku 2008. Pojawiły się odmowy przyłączenia także biogazowni - wyjaśnia Agnieszka Głośniewka, rzeczniczka URE.
Energa - Operator w Poznaniu odmówiła np. przyłączenia do sieci dystrybucyjnej 292 farm wiatrowych na ogólną moc prawie 1400 MW, a także12 biogazowni o łącznej mocy blisko 16 MW. Wszystkie odmowy podobnie jak w latach poprzednich spowodowane były "brakiem warunkow technicznych przyłączenia do sieci" - wyjaśnia URE.
- Najczęstszymi przyczynami braku możliwości przyłączenia były przekroczenie, dozwolonych poziomów napięcia w określonych ciągach liniowych, kryterium mocy zwarciowej w punkcie przyłączenia, przekroczenie dopuszczalnych wskaźników migotania napięcia oraz przekroczenie dopuszczalnego wskaźnika dynamicznych zmian napięcia - tłumaczy rzeczniczka URE.
Zdarza się, że inwestorzy wykupują tereny pozornie w celu np. postawienia farmy wiatrowej. Starają się o pozwolenie na przyłączenie do sieci i sprzedają teren.
- Ustawodawca wprowadził mechanizm, który ma na celu ograniczenie tego rodzaju działań spekulacyjnych - wyjaśnia rzeczniczka URE.
Mechanizmem tym są zaliczki (art. 8a znowelizowanej ustawy energetycznej), jakie płacą inwestorzy starający się o przyłączenie do sieci. Zaliczka wynosi 30 zł za każdy kilowat, co w przypadku farm wiatrowych wynosi często od kilkuset tysięcy, a przy mocach 50 - 100 MW do kilku milionów złotych.
- Obecne regulacje nie pozwalają na skuteczne i szybkie prowadzenie inwestycji liniowych - uważa PSE Operator. Chodzi o służebność przesyłu. Rząd przygotował propozycje zmian prawnych ułatwiających budowę linii.
- Problem także w tym, że wiatr jest źródłem niestabilnym. Średni czas mocy farmy to rocznie 2 tys. godzin, a rok ma 8760 godzin. Stąd konieczność źródeł rezerwowych, aby bilnasować moc, kiedy wiatr nie wieje. Będą to źródła głównie gazowe, bo można uruchomić je w ciągu kilku minut - tłumaczy wiceprezes Majchrzak.
Wprowadzenia zasady gwarantowanego przyłączenia do sieci dla źródeł małej mocy domaga się Michał Ćwil z Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej. Potencjalni inwestorzy nie mogą też pojąć, dlaczego ktoś, kto chce postawić przy domu niewielki wiatrak, musi starać się o koncesję na wytwarzanie energii i przechodzić wszystkie etapy procedury wymaganej od inwestora dużej farmy wiatrowej.
@RY1@i02/2010/191/i02.2010.191.050.004b.001.jpg@RY2@
Elektrownie korzystaj z odnawialnych źródeł energii
Barbara Cieszewska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu