Unia odcina nas od prądu
Bruksela może sparaliżować naszą gospodarkę, jeżeli zmusi Polskę do dalszej redukcji CO2.
Według informacji "DGP" polscy negocjatorzy odjechali z niczym z rozmów w Meksyku, gdzie ustalane są szczegóły grudniowego szczytu klimatycznego. Unia chce się zobowiązać do zmniejszenia emisji CO2 w ciągu dziesięciu lat o 30 proc., chociaż pierwotnie miało to być 20 proc. Dla nas oznaczałoby to jedno - wielomiliardowe inwestycje w znajdującą się w przedzawałowym stanie energetykę.
Ale pieniędzy nie będzie, dopóki nie stanie się jasne, jakie będą limity emisji dwutlenku węgla. Nie wiadomo, czy nowe siłownie będą zwolnione z haraczu za emisję CO2, czy też będą musiały za nią płacić.
Dlatego wyhamowały przygotowania do budowy nowych bloków energetycznych. Niemiecki koncern RWE mówi o tym wprost. Inni inwestorzy po prostu ograniczają wydatki. - Banki przerywają rozmowy w sprawie udzielenia kredytów na nowe inwestycje, bo nie potrafią określić ryzyka związanego z kosztami zakupu uprawnień - mówi nam jeden z prezesów polskiego oddziału zagranicznego koncernu energetycznego.
Jeżeli budowa nowych elektrowni nie ruszy do końca 2011 r., nie będzie praktycznie szans, żeby zaczęły one produkować prąd przed 2015 - 2016 r. Jeśli spełni się ten scenariusz, czeka nas fala przerw w dostawach energii. Zużycie prądu rośnie w tempie ponad 2 proc. rocznie, ale nowych bloków nie przybywa.
ms
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu