Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Google wspierane przez amerykańską administrację wchodzi na rynek energii

Ten tekst przeczytasz w 5 minut

Google, światowy gigant internetowy, to nie tylko znana na całym świecie wyszukiwarka, serwis YouTube czy poczta internetowa Gmail. Od niedawna amerykański koncern inwestuje także w branżę energetyczną.

Jak poinformowała Lux Research, firma doradcza działająca na rynku nowych technologii, firma z Mountain View w ciągu zeszłego roku rozszerzyła swoje zaangażowanie w sektor energetyczny poprzez uruchomienie nowych przedsięwzięć biznesowych, a także działań lobbyingowych.

Konkretnym działaniem było wypuszczenie na rynek własnego serwisu o nazwie PowerMeter, który pozwala na zmierzenie zużywanej energii w gospodarstwie domowym oraz daje porady, jak to zużycie ograniczyć - informują John Kluza i Jason Eckstein, eksperci Lux Research.

PowerMeter, którego partnerami są firmy energetyczne (m.in. TXU Energy, San Diego Gas & Electric czy też Toronto Hydro-Electric System Limited) zaliczany jest do inteligentnych aplikacji, które wskażą właścicielowi domowej sieci, jak rozkłada się zużycie energii w ciągu dnia oraz gdzie generowane są największe straty i jak je ograniczyć.

Google dla swoich projektów zyskał już wsparcie amerykańskiej administracji - przed kilkoma tygodniami federalny Urząd Regulacji Energetyki (US Federal Energy Regulatory Commission) zezwolił, aby spółka-córka giganta - Google Energy - miała prawo do handlu energią elektryczną na razie na potrzeby własnych centrów programistycznych, które zużywają coraz więcej prądu.

- Jest to podobna strategia do tej, jaką przyjęła sieć supermarketów Safeway czy papierniczy gigant Kimberly-Clark, które również handlują energią zużywaną potem na własne potrzeby. Jednak regulator dał Google Energy możliwość, aby sprzedawać prąd także innym podmiotom i ostatnie posunięcia giganta wskazują, że ma on takie plany - twierdzą eksperci Lux Research.

Google nie ogranicza się do działań na rynku inteligentnych sieci energetycznych (tzw. smart grid), do których zalicza się chociażby aplikacja PowerMeter. Kilka tygodni temu Bill Weihl z Google Inc., nazywany przez Reutersa "carem zielonej energii" ogłosił, że inżynierom firmy udało się skonstruować panel, który obniży koszty budowy stacji solarnej o połowę. W ciągu trzech lat ruszy na skalę masową produkcja tych paneli.

Sukces udało się Google osiągnąć dzięki opracowaniu specjalnej technologii produkcji materiału, która pokrywa powierzchnię luster solarnych. Oszczędność będzie polegać na obniżeniu kosztów wyrobu powierzchni skupiających promienie słoneczne.

- Mamy szansę ma dwukrotne obniżenie tych kosztów - mówi Bill Weihl.

Google do tej pory zainwestował 10 mln dolarów w firmy zajmujące się budową stacji solarnych - eSolar and BrightSource i to one miałyby być pierwszymi odbiorcami nowych paneli słonecznych Google.

Jednak słychać także głosy sceptyczne w sprawie przedsięwzięć solarnych Google.

- Sugestia, że uda się obniżyć koszty budowy farm solarnych o połowę, jest nieco przesadzona. Po pierwsze, panele stanowią maksymalnie 15 proc. kosztów takiego przedsięwzięcia. Poza tym minie jeszcze minimum rok, a maksimum trzy lata, zanim Google uruchomi produkcję i sprzedaż swoich paneli. A w tym czasie inne firmy mogą znacznie rozwinąć swoje technologie - uważają eksperci Lux Research. Google jest jednak przygotowany i na taki scenariusz: może udzielać licencji na swoje tanie panele, a w zamian za to uzyskiwać dzięki umowie energię po obniżonych cenach od jej producentów. Na pewno jest o co walczyć.

Krzysztof Olszewski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.