Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Giełda była ukłonem w stronę odbiorców prądu, konkurencja zadziałała na poziom cen

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

W sierpniu 2010 r. wprowadzono w Polsce tzw. obligo giełdowe, które polega na tym, że producenci energii elektrycznej muszą jej część sprzedawać na giełdzie. Miało to ograniczyć wzrost cen prądu. Już dziś można powiedzieć, że to się udało

Kilka lat temu decyzją rządu należące do państwa elektrownie i zakłady energetyczne połączono w cztery grupy energetyczne: PGE, Tauron, Enea i Energa. Zrobiono to dlatego, że w Polsce firmy z tej branży muszą zrealizować w najbliższych latach ogromne inwestycje i obawiano się, że sobie z nimi nie poradzą. Utworzenie z nich większych grup miało je wzmocnić i ułatwić pozyskanie funduszy na inwestycje.

Wielu ekspertów ostrzegało jednak, że taka konsolidacja może odbić się czkawką odbiorcom. Twierdziło, że to bardzo ograniczy konkurencję na rynku, że będzie on zdominowany przez kilka firm, które będą mogły narzucać odbiorcom swe warunki, m.in. dlatego, że zmniejszy się ilość prądu trafiająca do wolnego obrotu, na rynek, bo duża część producentów będzie sprzedawać energię elektryczną tylko spółkom handlowym ze swojej grupy kapitałowej (czyli że handel hurtowy prądem zamiast na rynku będzie odbywał się wewnątrz nowych grup energetycznych). A to z kolei doprowadzi do szybkiego wzrostu cen prądu.

Te przestrogi w dużej mierze się ziściły, bo energia elektryczna po utworzeniu czterech nowych grup energetycznych zaczęła faktycznie szybko drożeć (z wyjątkiem prądu sprzedawanego gospodarstwom domowym, którego ceny wciąż zatwierdza państwowy regulator - Urząd Regulacji Energetyki).

Rząd postanowił rozwiązać ten problem, wprowadzając tzw. obligo giełdowe. Polega ono na tym, że firmy energetyczne, produkujące prąd, muszą jego określoną część sprzedawać na giełdzie i innych otwartych, publicznych platformach handlowych. Miało to doprowadzić do większej przejrzystości i konkurencyjności polskiego rynku prądu oraz do jego upłynnienia. W jaki sposób miało się to dokonać? Przed wprowadzeniem obliga handel energią elektryczną w Polsce odbywał się w większości na podstawie zwykłych umów dwustronnych: sprzedawca-odbiorca, z tym że odbiorca na ogół nie wiedział, czy zaproponowana mu cena nie jest zawyżona. Ceny z Towarowej Giełdy Energii (TGE) nie były miarodajne, bo na owej giełdzie - przed wprowadzeniem obliga- obroty były bardzo niewielkie, trafiała tu bardzo mała ilość produkowanego w Polsce prądu.

Gdy wprowadzono obligo, firmy energetyczne zaczęły się stosować do niego głównie za pośrednictwem właśnie

Towarowej Giełdy Energii, której obroty dzięki temu wielokrotnie wzrosły i cały czas dynamicznie rosną. Doszło do tego, że obecnie już większość hurtowego handlu energią elektryczną w Polsce odbywa się właśnie na TGE. Efekt jest taki, że odbiorcy mają już wiarygodny punkt odniesienia przy zakupie energii elektrycznej, wyborze sprzedawcy i negocjowaniu cen. Są nim indeksy cenowe na Towarowej Giełdzie Energii.

Kolejną korzyścią jest to, że na rynek giełdowy w Polsce trafia dziś tyle energii elektrycznej, że można na nim kupować prąd niemal bez ograniczeń i to za rozsądne ceny. Dzięki temu wiele firm nie musi kupować prądu tak jak wcześniej, bo może go nabyć na giełdzie. Stało się też to, czego chyba najbardziej oczekiwali autorzy pomysłu obliga. Tzn. że na giełdowym rynku energii panuje dziś silna konkurencja, co ogranicza na nim presję na wzrost cen. Ceny czasem nawet spadają (tak jak na tradycyjnym rynku akcji). To zaś ogranicza wzrost cen prądu na całym polskim rynku.

Jacek Krzemiński

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.