Polska energetyka wymaga odbudowy
70 proc. polskich elektrowni to przestarzałe, bliskie zużycia i mało efektywne zakłady, które trzeba zmodernizować lub zastąpić nowymi.
Modernizacji lub wymiany wymaga także większość sieci do przesyłu prądu. Koszty tych inwestycji mogą przekroczyć 200 mld zł, co bardzo wpłynie na ceny energii.
Przez ostatnie 20 lat branża energetyczna w Polsce za mało inwestowała, prawie nie budowała nowych dużych elektrowni, nie modernizowała na większą skalę sieci przesyłowych. Z różnych powodów. Teraz trzeba te zaniedbania inwestycyjne nadrabiać w przyspieszonym tempie. 15 proc. bloków w polskich elektrowniach ma ponad 50 lat, a 40 proc. więcej niż 40 lat. Takie bloki już dziś powinny być wymieniane na nowe, żeby za kilka lat w Polsce nie było niedoborów prądu. Koszty będą ogromne: budowa tylko jednego bloku w Elektrowni Bełchatów pochłonęła 900 mln zł.
Te inwestycje już ruszają, w Polsce mamy obecnie wysyp przetargów na budowę nowych wielkich bloków w istniejących elektrowniach, m.in. w Kozienicach, Opolu, Turowie, Ostrołęce. Oprócz tego mają powstawać zupełnie nowe elektrownie - jedną z nich chce wybudować we Włocławku koncern Orlen.
Inwestycje wymusza nie tylko kiepski stan istniejących zakładów, ale także unijna polityka energetyczno-klimatyczna, która ma doprowadzić do obniżenia emisji gazów cieplarnianych. To z jej powodu PGE, największa firma energetyczna w Polsce, chce zbudować dwie elektrownie atomowe, a tylko jedna z nich może kosztować aż 55 mld zł. Oprócz tego PGE zamierza inwestować w budowę na Bałtyku morskich farm wiatrowych, których koszty także będą gigantyczne. Z powodu unijnej polityki energetyczno-klimatycznej producenci prądu w Polsce masowo budują bloki na biomasę i gaz. Z tej samej przyczyny będą musieli także inwestować setki milionów złotych w energetykę odnawialną, a bloki węglowe wyposażać w instalacje do wychwytywania i magazynowania dwutlenku węgla (CCS). Sęk w tym, że instalacje CCS są bardzo drogie w budowie i eksploatacji. Pierwsza z nich ma powstać przy nowym bloku w Bełchatowie, a jej koszt szacuje się na 2,3 mld zł. To oznacza, że jej budowa będzie droższa niż sam blok. To jednak nie wszystko. Taka instalacja obniża bowiem znacząco wydajność energetyczną bloku, przy którym jest zamontowana. Na dodatek jej eksploatacja ma być tak kosztowna (mówi się o 40 euro w przeliczeniu na 1 MWh), że może podwoić koszty produkcji energii.
Trzeba dodać, że nowe elektrownie, szczególnie wiatrowe, których najwięcej ma powstać na Pomorzu, będą wymagać bardzo kapitałochłonnej rozbudowy sieci przesyłowej, a także budowy tzw. mocy rezerwowych. Chodzi o to, że np. wiatraki nie produkują energii przez cały czas i wtedy, kiedy nie pracują, muszą je zastępować inne elektrownie. Tych istniejących jest na to za mało, więc trzeba będzie budować kolejne nowe.
By firmy energetyczne było stać na inwestycje, by one im się zwracały, by banki chciały je finansować, konieczne będą radykalne podwyżki cen energii elektrycznej. Wszyscy więc będziemy musieli zapłacić za lata zaniedbań inwestycyjnych w tej branży, ale i za unijną politykę energetyczno-klimatyczną, która w Polskę uderzy wyjątkowo boleśnie. To tym bardziej niepokojące, że według Eurostatu ceny energii w Polsce w stosunku do tzw. parytetu siły nabywczej już dziś należą do najwyższych w UE. Za kilka mogą być najwyższe we Wspólnocie nawet bez uwzględniania różnic w sile nabywczej i dochodach. Temu nie da się jednak zapobiec, bo polska energetyka musi być zmodernizowana, a władze UE są zdeterminowane, by trzymać się przyjętej polityki energetyczno-klimatycznej.
Jacek Krzemiński
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu