Co dalej z gazem w Europie?
POLITYKA ENERGETYCZNA - Jednym z największych wyzwań Unii Europejskiej jest zapewnienie bezpieczeństwa dostaw gazu ziemnego w obliczu rosnącego uzależnienia od importu - tę oczywistą opinię można usłyszeć w Brukseli przy każdej okazji. Jednak deklaracje polityczne to za mało
Nadszedł już czas na podjęcie konkretnych działań. UE musi importować aż 62,8 proc. proc. potrzebnego gazu. Polska na 14,5 mld m sześc. zużycia rocznego importuje ok. 9,5 mld m sześc. Najwięcej importowanego gazu do Europy (blisko 37 proc. całego importu) pochodzi z Rosji. Kolejne ponad 26 proc. importuje się z Norwegii. Z krajów afrykańskich i Bliskiego Wschodu około 25 proc. Rosnący import wynika ze zmniejszenia wydobycia na terenie UE. Udokumentowane zasoby gazu ziemnego spadły o ok. 26 proc. Według prognoz produkcja własna UE do 2030 r. spadnie z obecnego poziomu ok. 200 mld m sześc./rok do ok. 100 mld m sześc./rok. Tymczasem według IEA zapotrzebowanie UE na gaz ziemny będzie rosło średnio o 0,4 proc. rocznie i w 2035 roku wyniesie 598 mld m sześc., z czego ok. 84 proc. będzie pochodzić z importu. Perspektywa importowa UE może być jednak w przyszłości diametralnie inna. W danych tych nie uwzględniano możliwości, jakie stwarza gaz łupkowy, który zapewne może zmienić wiele na tym rynku. Tak, jak ma to miejsce w USA. Szansa jest na wyciągnięcie ręki, jednak aby tak się stało, musimy dołożyć starań, tworząc optymalne warunki do poszukiwań i wydobycia gazu niekonwencjonalnego, w tym gazu z łupków.
Zbliżająca się jesień 2011 r. zwiastuje początek sezonu grzewczego, a to oznacza zwiększone zapotrzebowanie na gaz. Jego konsumenci z uwagą śledzą doniesienia o kolejnych rekordowych dochodach wypracowywanych przez największego dostawcę gazu dla Europy - Gazpromu. Na te rekordowe wyniki składa się cała "gazowa" Europa. Według dostępnych danych (za rok 2009) kraje UE zużyły ok. 460 mld m sześc. gazu ziemnego (stanowiło to 15,6 proc. proc. całego zużycia światowego).
Niestabilna sytuacja w części krajów arabskich spowodowała skokowy wzrost cen ropy, a za nią poszybowały ceny gazu. Szef Gazpromu Alieksiej Miller zapowiedział w swoim blogu, iż pod koniec 2011 roku cena gazu z rosyjskich źródeł może sięgnąć nawet 500 dol. za 1000 m sześc.. Dlatego do międzynarodowego arbitrażu w Sztokholmie wpływają kolejne wnioski od europejskich gigantów energetycznych - E.ON, GDF Suez, ENI czy Shella domagających się ograniczenia powiązania ceny gazu z cenami ropy i obniżenia rachunków za rosyjski gaz.
Jak na tym tle wygląda sytuacja Polski? Właściwa ocena nie jest możliwa bez ukazania okoliczności sprzed dwóch lat. Kryzys gazowy na początku 2009 roku pozostawił nasz kraj z poważnym deficytem dostaw po zaprzestaniu wywiązywania się ze swoich zobowiązań przez spółkę RosUkrEnergo. Kontrakt z tym podmiotem był spadkiem po nieprzemyślanych decyzjach poprzednich rządów. Aby uniknąć kryzysu gazowego w środku zimy, PGNiG podjął aktywne próby pozyskania brakujących ilości gazu. Rozmowy były tym trudniejsze, że Polska nie posiadała wówczas możliwości sprowadzenia dodatkowych ilości gazu z kierunku innego niż wschodni. Ostatecznie w październiku 2010 r. udało się osiągnąć porozumienie ze stroną rosyjską, zgodne w pełni z prawem europejskim i zabezpieczające interesy RP. Aneks do umowy gazowej z roku 2010 gwarantuje nam stabilność dostaw bez udziału niepewnych pośredników do roku 2022. Strona rosyjska potwierdziła wolę utrzymania tranzytu gazu przez polski odcinek gazociągu jamalskiego do 2045 roku. Dzięki uzyskanemu rabatowi oraz własnemu wydobyciu pochodzącemu ze źródeł krajowych udaje się utrzymać cenę gazu dla polskich odbiorców poniżej cen w krajach sąsiednich, zwłaszcza Niemiec czy Czech. Jednak dążąc do jej obniżenia poprzez częściowe oderwania od cen ropy i, podobnie jak inni duzi odbiorcy gazu, PGNiG wszczął negocjacje cenowe, które zapewne zakończą się niebawem wnioskiem do arbitrażu. Czy uda się uzyskać obniżkę ceny? W naszej ocenie jest to w pełni uzasadnione.
Znacznie skuteczniejszym instrumentem wzmacniającym pozycję negocjacyjną są inwestycje w infrastrukturę zapewniającą Polsce realną dywersyfikację zarówno źródeł, jak i kierunków dostaw gazu: terminal LNG, połączenia z europejskim systemem gazowym oraz poszukiwania złóż surowca w kraju i za granicą. Aby w przyszłości uniknąć sytuacji pozostawionej przez poprzednie rządy, czyli de facto uzależnienia od jednego dostawcy, ostatnie cztery lata były czasem inwestycji w sektorze gazowym na skalę niespotykaną w ostatnich kilkudziesięciu latach. W ich efekcie powstał pierwszy interkonektor z Czechami (2,5 mld m sześc. przepustowości), a do końca roku otwarte będzie rozbudowane połączenie z Niemcami w Lasowie (1,5 mld m sześc. przepustowości). Ponadto sukcesywnie realizowane są kolejne etapy inwestycji w zakresie Terminalu LNG w Świnoujściu, dzięki czemu od 2014 r. możliwy będzie import gazu z dowolnego miejsca na świecie. Równolegle powstaje ok. 1 tys. km nowych gazociągów przesyłowych. Jesienią rozpocznie się wydobycie gazu na norweskim złożu Skarv, którego udziałowcem jest PGNiG.
W dalszej perspektywie czynnikiem mogącym istotnie zmienić sytuację na polskim (i nie tylko) rynku jest gaz ze złóż niekonwencjonalnych. Dzięki eksploatacji takich złóż od roku 2009 USA wyprzedzają Rosję pod względem wydobycia gazu ziemnego. Jej efektem były także obniżki cen gazu na rynkach spotowych. To dobre wiadomości dla nas. Tak samo jak informacja na temat potencjału polskich złóż łupków, które wg wstępnych szacunków mogą zawierać nawet 5,3 bln m sześc. gazu.
Jednak zanim będziemy mogli mówić o sukcesie, niezbędne jest podjęcie szeregu działań. Konieczna jest szeroko zakrojona akcja informacyjna, która powielanym bezrefleksyjnie negatywnym stereotypom przeciwstawi rzeczowe argumenty. Proces wydobycia gazu z łupków nie stwarza jakiegokolwiek zagrożenia dla ludzi i środowiska, co potwierdzają m.in. raporty polskich służb geologicznych. Nie ma ryzyka zatrucia wód pitnych, wiercenia nie wywołują trzęsień ziemi, a środki chemiczne w tzw. płuczki używanej do szczelinowania hydraulicznego są wykorzystywane w życiu codziennym w produktach spożywczych czy środkach czystości. Jednocześnie regulacje i procedury środowiskowe obowiązujące w Polsce i Europie należą do najbardziej restrykcyjnych na świecie. Zapewniają one pełną kontrolę i bezpieczeństwo wykonywania prac związanych z poszukiwaniem i eksploatacją węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych. Co ciekawe, wątpliwości bądź sprzeciw wobec perspektywy rozwoju wydobycia gazu łupkowego w Europie formułują przede wszystkim przedstawiciele państw, które z określonych powodów nie są zainteresowane ekonomicznym powodzeniem tego projektu. Jednocześnie jednak wiele liczących się członków UE, jak Czechy czy Wielka Brytania dostrzegają w łupkach szanse, a nie zagrożenia i konsekwentnie wydają pozwolenia na prowadzenie poszukiwań. Rozwój wydobycia węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych przyczyniłby się do wzrostu bezpieczeństwa energetycznego całej Unii. Zatem instytucje europejskie zamiast wprowadzania ograniczeń powinny raczej skupić się na wspieraniu budowania własnych kompetencji w zakresie poszukiwań i eksploatacji gazu łupkowego przez podmioty europejskie.
Obok niewątpliwie istotnych zagadnień związanych z ochroną środowiska, kluczowe są również aspekty ekonomiczne. Do wydobycia gazu ze złóż niekonwencjonalnych konieczne jest wykonanie skomplikowanych i kosztochłonnych zabiegów (koszt jednego odwiertu w zależności od lokalizacji to 30 - 50 mln zł). Dla ewentualnego zagospodarowania wyłącznie koncesji należących do spółek z udziałem Skarbu Państwa konieczne będzie wykonanie w najbliższych latach co najmniej kilkuset odwiertów, co pokazuje skalę inwestycji. Aktualnie działania powinny zatem skoncentrować się na zapewnieniu otoczenia regulacyjnego stymulującego inwestycje w poszukiwania i wydobycie gazu ze złóż niekonwencjonalnych oraz maksymalnej akumulacji przez podmioty krajowe środków niezbędnych na prowadzenie prac. Celem zapewnienia równych szans w stosunku do podmiotów prywatnych należy rozważyć wprowadzenie rozwiązań rozluźniających rygory związane z obowiązkiem stosowania prawa zamówień publicznych przez podmioty z udziałem Skarbu Państwa np. przy pracach poszukiwawczych. Być może warto byłoby też zastanowić się nad uwzględnieniem projektów w tym zakresie w instrumentach dofinansowania z UE. Pozostaje wreszcie kwestia opłacalności wydobycia gazu z łupków. Szacunki pokazują, iż nawet przy założeniu wyższych kosztów wydobycia niż w Ameryce Płn. cena gazu z takiego źródła pozostawałaby konkurencyjna wobec średnich cen na rynkach europejskich.
Perspektywa rozwoju wydobycia gazu na terenie UE ma jeszcze jeden walor. Pakiet energetyczno-klimatyczny przyjęty przez kraje Unii Europejskiej oraz działania na rzecz stałego zmniejszania emisji CO2 do atmosfery powodują zwiększone nakłady na tzw. odnawialne źródła energii, jak wiatr, słońce, wodę i biomasę. Ich specyfiką jest jednak niska wydajność, a także uzależnienie od warunków pogodowych. Jeżeli jednocześnie wskazuje się na potencjalne zagrożenia związane z energetyką jądrową, istnieje tylko jedna alternatywa dla węgla, gwarantująca przy tym stabilność systemu energetycznego - elektrownie opalane gazem. Nie jest istotne, czy pochodzący z łupków, czy ze złóż konwencjonalnych - ważne, aby jego dostawy były pewne, a cena konkurencyjna.
@RY1@i02/2011/174/i02.2011.174.167.004a.001.jpg@RY2@
Fot. Archiwum
Mikołaj Budzanowski, wiceminister Skarbu Państwa, odpowiedzialny za nadzór nad realizacją terminalu LNG w Świnoujściu oraz sektor ropy i gazu
NOT. md
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu