Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Energetyka

Ryzyko wcale nie jest większe niż przy klasycznym wydobyciu

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

ŚRODOWISKO - Czy ekolodzy słusznie się obawiają wydobycia gazu z łupków? Specjaliści uspokajają: nic złego się nie stanie

Gaz łupkowy jest nam potrzebny jak powietrze. Jak czyste powietrze - mówi Andrzej Jagusiewicz, generalny inspektor ochrony środowiska. Ekolodzy natomiast twierdzą, że jego wydobycie zaszkodzi środowisku.

Polskie organizacje ekologiczne - idąc śladem swoich francuskich odpowiedników - wszczynają alarm, twierdząc, że pozyskiwanie w Polsce gazu z łupków będzie miało silny negatywny wpływ na środowisko naturalne. Obawiają się przede wszystkim, że skażeniu mogą ulec wody gruntowe.

Jak mogłoby do tego dojść? Otóż do pozyskania gazu ze skały, jaką jest łupek, stosuje się technologię rozszczelniania. Proces ten polega na wtłoczeniu do pokładu skały płynu (najczęściej jest to woda z chemikaliami). Istnieją alternatywne sposoby, np. użycie upłynnionego dwutlenku węgla, ale to droższe rozwiązanie i nie ma co liczyć, by było powszechnie stosowane. Choć w przyszłości mogłoby się nawet przyczynić do zmniejszenia emisji CO2, co wpłynęłoby korzystnie nie tylko na mniejsze zużycie wody, ale i na ograniczenie emisji gazu cieplarnianego do atmosfery (miałoby to wymierne korzyści i dla środowiska naturalnego, i dla finansów). Na razie wiadomo, że do rozszczelniania (czyli de facto uwalniania gazu - lub ropy - z pokładu łupków) będzie stosowana woda, której mamy w Polsce za mało i trzeba ją oszczędzać. Nie to jest jednak punktem zapalnym, ale wspomniane chemikalia, których będzie nośnikiem. Przyczyniła się do tego reakcja koncernów na wymaganie podawania składu mieszanki, które pojawiło się w Stanach Zjednoczonych. Okazuje się, że firmy nie chcą tego zrobić, ale nie z powodu szkodliwości, tylko swojej tajemnicy biznesowej. Każdy z producentów, mimo stosowania tych samych lub podobnych substancji, ustala różne ceny, do czego ma prawo, ale ujawnienie składu mogłoby narazić na szwank finansowe interesy firm.

Nikt jednak nie kwestionuje, że stosowane roztwory nie są obojętne dla środowiska. Użyta raz woda może być magazynowana lub trafiać do ponownego wykorzystania do perforacji skał (rozwiązanie oszczędzające wodę i środowisko). Obawy ostatecznie rozwiewa główny inspektor ochrony środowiska.

- Zagrożenie skażeniem wód powierzchniowych i gruntowych, z których zasobów korzystamy np. do picia, praktycznie nie istnieje. Mówimy o wodzie, która znajduje się na poziomie 200 m pod ziemią, a wiercenia osiągają głębokość 3 - 4 km. Nie ma szansy, by woda z inhibitorami zmieszała się z wodą pitną, tym bardziej że jest izolowana słabo przepuszczalną warstwą skały - mówi Andrzej Janusiewicz.

Wtóruje mu naczelnik w Głównym Inspektoracie Ochrony Środowiska Paweł Dadasiewicz.

- Znam sytuację w Kanadzie i to o niej mogę się wypowiadać. Nie odnotowano tam przypadków zanieczyszczeń, choć zdarzały się skargi mieszkańców. Zbadano 10 tys. studni i nie było powodów do niepokoju - mówi.

Jedna na razie skarga została rozpatrzona przez polski GIOŚ. Obywatel spod Zamościa bał się zmiany składu wody w swojej studni w okolicy wiercenia próbnego. Obaw nie potwierdziła analiza wody: nie było żadnych różnic od czasu rozpoczęcia inwestycji.

Co do nadmiernego zużycia wody, Andrzej Janusiewicz nie pozostawia wątpliwości: woda musi być poddawana recyklingowi.

Mieszkańcy boją się też zwiększenia hałasu w okolicy odwiertów. To akurat jest nie do uniknięcia, ale inspektor uspokaja: - To uciążliwość, ale krótkotrwała.

To konkretne powody do obaw. Czy jednak polskie służby środowiskowe są systemowo przygotowane do kontrolowania wydobycia gazu łupkowego i zapobiegania ewentualnym niebezpieczeństwom?

- W Polsce wydobywamy węgiel, gaz, ropę, rudy miedzi. Mamy więc doświadczenie w górnictwie, a pozyskiwanie gazu łupkowego nie będzie jakimś szczególnym nowym wyzwaniem. Rozszczelnianie już jest stosowane. W dodatku o wydobyciu na skalę przemysłową mówimy w perspektywie 10 - 15 lat, wtedy będziemy przygotowani jeszcze lepiej - odpowiada Andrzej Jagusiewicz.

Za bezpieczeństwo ekologiczne odpowiadają u nas m.in. Ministerstwo Środowiska, Wyższy Urząd Górnictwa czy Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej. Wszystkie te instytucje mają wystarczające doświadczenie i przygotowanie, by nie dopuścić do niebezpieczeństwa.

Według Jagusiewicza prawo ochrony środowiska jest w Polsce wystarczające. Przed udzieleniem koncesji wymagana jest decyzja środowiskowa, a do niej z kolei potrzebny jest raport o oddziaływaniu na środowisko naturalne, bo wiercenie zawsze spełnia kryterium znaczącego wpływu na środowisko. Są więc wszelkie instrumenty, by kontrolować sytuację, tym bardziej że GIOŚ ma możliwość kontroli na każdym etapie inwestycji i może nakładać milionowe kary (skądinąd przeznaczane na fundusze środowiskowe), a nawet wstrzymać inwestycję.

Czy te argumenty przekonają nieprzekonanych? I kto właściwie najbardziej obawia się wydobycia gazu ze złóż niekonwencjonalnych?

Nie brakuje teorii spiskowych, według których za ruchami ekologicznymi stoją działania polityczne, a nawet wywiadowcze.

Z takimi rewelacjami wystąpił m.in. czeski generał Andor Sándor, który na łamach jednego z polskich dzienników alarmuje, że obce wywiady mogą próbować torpedować wydobycie gazu łupkowego w Polsce za pośrednictwem grup ekologicznych. Nie ulega wątpliwości, że na uruchomieniu u nas eksploatacji tego gazu straciłaby Rosja, i ekonomicznie, i politycznie.

Większość sceptyków to osoby naprawdę zatroskane. Pewnie sporo wśród nich widzów nominowanego do Oscara w 2011 roku dokumentu Josha Foxa "Gasland", który w Polsce pokazał kanał HBO. Ukazana w nim dewastacja środowiska mogła naprawdę przerazić niefachowców.

- W Stanach Zjednoczonych sytuacja jest inna niż w Polsce. Przede wszystkim pokazane zostały tereny już zniszczone przez eksploatację konwencjonalnych źródeł gazu i ropy - odpowiada Andrzej Jagusiewicz.

W Ameryce nie ma też tak szerokiej kontroli jak w Polsce, bo nasze prawo zapewnia własność złóż państwu, a amerykańskie przyznaje je właścicielom działki.

Andrzej Janusiewicz uspokaja jeszcze w jednej kwestii:

- Jest bardzo niewielkie ryzyko awarii w czasie wydobywania gazu. Większe zagrożenie przynosi składowanie gazu, ale to nie dotyczy tylko surowca pozyskiwanego z łupków, tylko każdego, także wydobywanego metodami konwencjonalnymi czy sprowadzanego.

@RY1@i02/2011/129/i02.2011.129.050.002a.001.jpg@RY2@

Fot. Artut Chmielewski

Polskie służby środowiskowe mają doświadczenie z górnictwem i poradzą sobie z gazem z łupków - uważa Andrzej Jagusiewicz

Karol Dominowski

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.