W dobie globalizacji trzeba skończyć z anachronicznym myśleniem
DOMINIK OLSZEWSKI: Przyłączenie polskich firm do dużych europejskich grup będzie sprzyjać eliminowaniu z krajowej energetyki czynników, które dziś blokują jej modernizację i dalszy rozwój
Trudno tu o jednoznaczną odpowiedź. Rynek energetyczny podlega regulatorowi, co w dużym stopniu ogranicza swobodę realizowania na nim marż wynikających z pozycji rynkowej. Z drugiej strony interes ekonomiczny nakazuje przedsiębiorcom o silnej pozycji rynkowej wykorzystywać ją do maksymalizacji zysków. Z punktu widzenia konsumentów najkorzystniejszy jest rozsądny balans między rozdrobnieniem rynku energetycznego a zdominowaniem go przez parę oligopoli. Kryterium decydującym dla konsumentów jest cena, jaką muszą oni zapłacić za jednostkę energii. Małe, lokalne firmy są z reguły mniej efektywne i wyraźnie ustępują większym podmiotom, które mogą wykorzystać efekt skali i jednocześnie oferować usługi po niższych cenach przy realizacji wyższych marż. Z kolei na rynku zdominowanym przez jeden podmiot odbiorcy są skazani na akceptację jego warunków, które nie podlegają rynkowej weryfikacji. Niewykluczone, że obecna struktura polskiego rynku nie jest już bardzo oddalona od wspomnianej równowagi. W ciągu ostatnich 10 lat rynek energii przeszedł proces konsolidacji. Gdzie powinien się on zatrzymać, by struktura rynku była w pełni dostosowana do potrzeb odbiorców? Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) stoi na stanowisku, że przejęcie Energi przez PGE byłoby dla konkurencji i dla konsumentów niekorzystne. Uważa, że koncentracja spowodowana tą transakcją naruszyłaby równowagę rynkową. Z drugiej strony trudno się dziwić dążeniom prezesa Zadrogi i resortu skarbu, którzy kierują się zupełnie innym interesem - interesem akcjonariuszy PGE, dla których przejęcie Energi stwarzałoby okazję do wzrostu wartości firmy.
Na rynku europejskim procesy konsolidacyjne w energetyce zachodzą od wielu lat. Jednak przejęcie Energi przez PGE nie byłoby w tym kontekście znaczącym wydarzeniem. Regionalne rynki energetyczne bardzo powoli otwierają się na odbiór energii spoza określonego obszaru. Jest trochę za późno, by polskie firmy, nawet te największe, mogły odgrywać wiodącą rolę na rynku europejskim. Tendencja jest odwrotna - to duże firmy europejskie szukają możliwości przejęcia aktywów w Polsce i podjęcia konkurencji o udziały w naszym rynku. Powstaje więc pytanie: do której z wiodących na rynku europejskim grup energetycznych powinny z czasem zostać przyłączone duże polskie firmy, po uprzednim stopniowym wycofaniu się z nich Skarbu Państwa na pozycje mniejszościowego udziałowca. Tylko w takim aliansie polskie firmy będą mogły się dalej rozwijać dla dobra zarówno swoich akcjonariuszy, jak i klientów.
Jeżeli interes narodowy zdefiniujemy jako interes klientów i akcjonariuszy firm energetycznych, to będzie on zapewniony. Przyłączenie polskich firm do dużych europejskich grup będzie bowiem sprzyjać eliminowaniu z krajowej energetyki czynników, które blokują jej modernizację i dalszy rozwój. To z kolei pozwoli zapewnić konsumentom rynkowy poziom cen energii, a akcjonariuszom zmaksymalizować wartość ich inwestycji. Pojęcie interesu narodowego rozumianego jako interes polityków, którym udziały Skarbu Państwa w przedsiębiorstwach dają możliwość manipulowania grą rynkową i wpływania na otoczenie, jest zupełnie inną kwestią.
Procesy globalizacyjne są dziś szczególnie widoczne w gospodarce światowej. W takim kontekście podnoszenie kwestii narodowości przedsiębiorstwa energetycznego jest coraz bardziej anachroniczne i niezrozumiałe. Co to znaczy, że firma ma mieć jakąś narodowość? Ma być zarejestrowana w danym kraju, ma tam prowadzić swój biznes, mają w niej dominować udziałowcy z określonym obywatelstwem czy może to prezes ma mieć określone, narodowe pochodzenie? Z punktu widzenia poprawnie rozumianej działalności gospodarczej te kwestie mają drugorzędne znaczenie. Liczy się przede wszystkim interes klientów i akcjonariuszy. Jeśli firma energetyczna potrafi o nie zadbać, to dobrze spełnia swoje funkcje.
Drzwi do aktywów energetycznych w Polsce przez lata były zamknięte. Ostatnio otwarto je wraz z konsolidacją rynku i pojawieniem się na giełdzie PGE, Enei, Tauronu. Pojawiły się oferty sprzedaży firm inwestorom strategicznym, choć z jakichś względów na razie nie udaje się ich zrealizować. Na rynku jest ruch, którego nie było przez lata. Gdy 5 lat temu pracowałem w banku inwestycyjnym, co miesiąc otrzymywaliśmy zapytania od graczy europejskiego rynku energetycznego o możliwości nabycia aktywów w Polsce. Jednak wówczas takie aktywa nie były dostępne. Obserwowane obecnie otwarcie polskiej energetyki ma w dłuższej perspektywie szansę zaowocować fuzjami i przejęciami. Struktura właścicielska dużych firm energetycznych, które trafiły lub trafią w przyszłości na giełdę, z czasem ulegnie zmianie i Skarb Państwa zajmie w nich pozycję mniejszościową. Wówczas staną się one obiektem zainteresowania europejskich koncernów i być może polskie dotychczas firmy staną się częścią koncernów europejskich. Pozostałe mogą z powodzeniem nadal funkcjonować jako niezależne spółki giełdowe. Być może pojawi się wtedy pytanie: dlaczego tak długo zwlekano z prywatyzacją i nie dostrzegano, że o wiele lepiej służy ona podniesieniu bezpieczeństwa energetycznego Polski niż w czasie pozostawania tych firm pod wpływem Skarbu Państwa?
Problem upolitycznienia prywatyzacji jest ściśle powiązany z poziomem dojrzałości ekonomicznej społeczeństwa. Niewątpliwie zarówno w Polsce, jak i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej poziom świadomości społecznej w zakresie prywatyzacji i roli państwa w gospodarce jest nieco niższy niż w krajach bardziej rozwiniętych. To jest grunt, na którym powstaje opór wobec procesów czysto ekonomicznych w imię wzniosłych, ale bliżej nieokreślonych i niepraktycznych idei. Prywatyzacja pomogłaby rozwiązać problemy polskiej energetyki i poprawić bezpieczeństwo energetyczne Polski, ale wolimy się jej opierać. Propozycja dalszej prywatyzacji budzi oburzenie. Jednocześnie nie mamy scenariuszy alternatywnych, co prowadzi do stopniowego pogarszania się kondycji branży i do narastania zagrożeń dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. Można odnieść wrażenie, że władza państwowa przeoczyła jeden z etapów najnowszej historii, w którym biznes oswobodził się z ram ściśle narodowych czy krajowych i odtąd już się z nimi nie utożsamia. Przynależność biznesu do kraju czy kontynentu ma wartość drugorzędną. Najważniejszy jest interes konsumentów i akcjonariuszy.
@RY1@i02/2011/116/i02.2011.116.167.002a.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Dominik Olszewski, partner w firmie doradczej Saski Partners
Rozmawiał Krzysztof Polak
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu