Przybywa mocy wytwarzanej w elektrowniach wykorzystujących biomasę
Na koniec pierwszego kwartału, jak wynika z danych Urzędu Regulacji Energetyki, funkcjonowało w naszym kraju 19 elektrowni na biomasę. W ciągu poprzedzającego półrocza przybyło ich zaledwie kilka. Ale są to na tyle duże kompleksy, że w tym czasie ich moc wzrosła o przeszło połowę - z 259 do 393 MW.
W Polsce spośród wszystkich obiektów, wytwarzających prąd z odnawialnych źródeł energii (OZE) najmniej liczną grupę stanowią elektrownie wykorzystujące biomasę. Kilkanaście takich obiektów to niewiele w porównaniu z innymi elektrowniami OZE, które są liczone w setkach. Mimo to stanowią one trzecią siłę w OZE, jeśli chodzi o pozyskanie czystej energii.
Wzrost ilości energii wytwarzanej z biomasy to przede wszystkim efekt dwóch inwestycji - w woj. podlaskim i na Kujawach. W pierwszym regionie, w którym dotychczas nie spalano biomasy, moc elektrowni wynosi 88 MW, w drugim jest o 40 MW niższa. Plany na najbliższy okres są optymistyczne. W Połańcu ma zostać oddana do użytku bioelektrownia o mocy aż 205 MW. Tak wielka inwestycja tego typu ma być największą na świecie. GDF Suez szacuje, że wyda na nią 1 mld zł. Mariusz Winnicki z GDF Suez zapewnia, że zacznie ona działać już w przyszłym roku.
O nowych przedsięwzięciach wspomina też PGE.
Ryszard Gajewski, prezes Polskiej Izby Biomasy (PIB), uważa, że powstające elektrownie na biomasę stwarzają szansę dla rolników. Korzyści mogą osiągnąć zarówno producenci biomasy, jak i wytwórcy prądu. Jednakże skłania się on bardziej ku budowie bioelektrowni o mocy kilkunastu, co najwyżej kilkudziesięciu MW. Sceptycznie raczej podchodzi do współspalania w elektrowniach surowca roślinnego.
- Biomasa jest zbyt różnorodna i nie przystaje do węgla kamiennego - tłumaczy Ryszard Gajewski.
Jeszcze bardziej radykalne poglądy ma Karol Teliga kierujący Polskim Towarzystwem Biomasy "Polbiom" (PTB). Według niego inwestycje w elektrownie spalające biomasę są w ogóle pozbawione sensu. Zamiast takich budowli racjonalniej byłoby zmodernizować i rozbudować lokalne źródła ciepła, wykorzystując potem okoliczną biomasę.
- Kotłownia w gminie spalająca biomasę mieści się w tej samej lidze co duża elektrownia. Biomasa to paliwo lokalne od zawsze i Polska od stuleci jest potęgą w jej wykorzystywaniu. W kraju mamy 5 mln kotłów, z czego 2,3 mln znajduje się na terenach wiejskich, gdzie słoma i drewno jest pod ręką - mówi Karol Teliga.
Jego zdaniem paradoksem jest, że biomasa z terenów rolniczych, zamiast być wykorzystana na miejscu, trafia do elektrowni. Zamiast niej używa się na wsiach węgla.
Jeden z przedstawicieli GDF Suez, choć zgadza się z opinią, że wykorzystanie lokalnych źródeł energii jest słusznym kierunkiem, to uważa jednak, że takie działania nie spowodują gwałtownego jej pozyskania z OZE. To mogą zapewnić właśnie duże bioelektrownie. Ponadto dzięki tej inwestycji emisja związków siarki i azotu zostanie znacznie ograniczona, a ilość dwutlenku węgla będzie minimalna.
Zarówno Ryszard Gajewski, jak i Karol Teliga przyznają, że ilość biomasy w kraju jest duża.
- Z biomasy leśnej można otrzymać 6 mln t, ze słomy i trawy nawet 8 - 10 mln t. Jednak proces pozyskiwania biomasy rolniczej do celów dużej energetyki jest w tym przypadku dość skomplikowany. Łatwiej jest uzyskać to właśnie z wierzby. Jak na razie jej produkcja wynosi 80 - 90 tys. ton rocznie - mówi Ryszard Gajewski.
O ile Karol Teliga jest przekonany, że w elektrowniach za dużo spala się z innymi surowcami biomasy, co powoduje jej odpływ z rynków lokalnych, to z kolei Ryszard Gajewski widzi szansę w rozwoju uprawy wierzby energetycznej. Jednakże przyznaje, że musi on istnieć w powiązaniu z producentem energii. Jego zdaniem realne jest, aby areał wierzby energetycznej wzrósł do 100 tys. ha.
Problemem może być sam początek, gdy trzeba ponieść sporo kosztów przy zakładaniu takiej plantacji. Ale podaje przykład Vattenfallu, który znalazł dobre rozwiązanie. Ta firma pomaga rolnikom finansować plantację, a następnie związuje się z gospodarzami kilkunastoletnimi umowami na dostawę materiału energetycznego.
Ryszard Gajewski ma jednak obawy, czy elektrownia w Połańcu, w której planuje się spalać około 1,1 mln t biomasy, zdoła jej tyle pozyskać.
Wątpliwości rozwiewają przedstawiciele GDF Suez. Mówią, że decyzja o budowie zielonego bloku zapadła po gruntownej analizie wszystkich uwarunkowań, m.in. infrastruktury energetycznej, możliwości pozyskania biomasy. Zresztą od siedmiu lat spółka współspala ją w elektrowni. W 2009 r. pozyskała jej 700 tys. t i jest w stanie zagwarantować sobie jej dostawy na potrzeby nowej inwestycji.
Przemysław Kurszewski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu