Sektor ciepłowniczy oczekuje zmiany zasad jego regulacji
JACEK SZYMCZAK: Metodologia regulacji przedsiębiorstw ciepłowniczych powoduje, że nie mają one wystarczających środków na inwestycje. Sektor ciepłowniczy jako całość nigdy nie miał takiej rentowności jak inne działy gospodarki
W roku 2010 r. doszło do nowelizacji ustawy Prawo energetyczne m.in. w zakresie sposobu kalkulowania cen ciepła wytwarzanego w kogeneracji z wykorzystaniem metody benchmarkingowej. Nowy sposób kalkulowania cen ciepła jest wreszcie słuszny ekonomicznie i eliminuje błędny system, w którym przychody ze świadectw związanych ze sprzedaży energii elektrycznej zmniejszały podstawę do kalkulowania cen ciepła.
Pozytywną konsekwencją tej zmiany w prawie energetycznym było wejście w życie rozporządzenia taryfowego dla ciepła, w którym doprecyzowano sposób realizacji metody benchmarkingowej, a jednocześnie zostały doprecyzowane przepisy dotyczące kalkulacji zwrotu na kapitale dla wszystkich przedsiębiorstw ciepłowniczych. Jest to istotne, ponieważ ta metodologia odnosi się do relacji ekonomicznej, gdzie zwrot na kapitale to jest wartość regulacyjna aktywów razy poziom zwrotu na kapitale. Uwzględniono również premię za ryzyko prowadzenia działalności na poziomie przyjmowanym zgodnie z warunkami panującymi na rynkach finansowych. Po raz pierwszy zgodzono się z tym, że ciepłownictwo to nie jest monopol naturalny, lecz konkurencja w ciepłownictwie istnieje. Nie ma ona takiego samego wymiaru jak w przypadku dóbr szybko zbywalnych, ale ciepło można wytworzyć z pierwotnego i wtórnego nośnika energetycznego. Metoda podana w rozporządzeniu jest metodą ogólną, w związku z tym niezbędne jest przyjęcie metodologii postępowania naliczania zwrotu na kapitale. Mamy nadzieję uzgodnić to wspólnie z Urzędem Regulacji Energetyki.
Niestety, podczas zeszłorocznej nowelizacji prawo energetyczne nie zmieniło się w zakresie metodologii regulacji przedsiębiorstw ciepłowniczych. Wyjątkiem, który zmierza w dobrym kierunku, jest zmiana dotycząca kogeneracji. Cały obszar dystrybucji i ciepłowni podlega starej formule kosztowej, nieefektywnej i niebezpiecznej, z czym zgadzają się nawet Ministerstwo Gospodarki i URE.
Kolejny rok funkcjonowania w tym stanie prawnym będzie prowadził do tego, że pogłębią się problemy z zatwierdzaniem taryf. Problemy pojawiają się w wielu przypadkach związanych np. z koniecznością zmiany taryfy w okresie obowiązywania w związku ze zmianą cen nośników energii, która od przedsiębiorstw ciepłowniczych jest niezależna. Trudnością jest także brak doprecyzowania nowej metodologii liczenia zwrotu na kapitale, którą wprowadziło rozporządzenie taryfowe, a także przedłużanie postępowań taryfowych. Bardzo często takie postępowania trwają nawet pół roku, co jest irracjonalne po kilkunastu latach regulacji. Niezbędne jest więc, aby zmiany w tym zakresie zostały wprowadzone.
Współpracujemy z Ministerstwem Gospodarki i proponujemy rozwiązania dotyczące zmiany metody kosztowej dla całego ciepłownictwa. Na razie pozytywnie oceniam tę współpracę i mam nadzieję, że nie będzie jakiegoś nieprzewidzianego negatywnego zwrotu, który uniemożliwiłby wprowadzenie w nowelizacji prawa energetycznego nowej metodologii zatwierdzania taryf. Jest zrozumienie po stronie MG dla tych zmian, dlatego uważam, że te zmiany na lepsze uda się wprowadzić.
Jeżeli firmy będą bardziej rentowne, to będą miały więcej środków na realizację inwestycji. Z danych URE wynika, że w 2009 r. inwestycje w przedsiębiorstwach ciepłowniczych były na poziomie ok. 1,1 mld zł, z czego ok. 900 mln zł to inwestycje w sieci ciepłownicze. Inwestycje te powinny być ok. 4 razy większe.
Gdy patrzymy na liczbę wniosków złożonych na inwestycje ciepłownicze, o wartości ponad 20 mln zł, w ramach programu Infrastruktura i Środowisko, działanie 9.2, widać, że istnieje duże zapotrzebowanie na inwestycje. Jeżeli rentowność będzie normalna, tak jak dla innych podmiotów, to w ciepłownictwie wzrośnie poziom inwestycji. Średnia rentowność sektora ciepłowniczego w 2009 r. była na poziomie minus 2 proc. Tak zły wynik statystyczny wynikał w dużej mierze z uwagi na istniejący, stary model kalkulacji cen ciepła w elektrociepłowniach, ale nawet przy jego uwzględnieniu rentowność jest na poziomie zerowym. Z informacji GUS wynika, że rentowność badanych podmiotów z innych działów w okresie kryzysu gospodarczego była na poziomie ok. 5 proc. Sektor ciepłowniczy jako całość nigdy nie miał takiej rentowności.
W roku 2010 w Komisji Europejskiej toczyły się prace dotyczące zasad systemu handlu emisjami, w które aktywnie włączały się m.in. Ministerstwo Gospodarki, Ministerstwo Środowiska oraz samorządy gospodarcze, w tym IGCP. W oparciu o przyjęte założenia na bazie dyrektywy ETS (o handlu emisjami) ma zostać podjęta przez KE decyzja, jak w praktyce regulacje dyrektywy mają być realizowane. Wcześniejsze stanowisko KE było takie, żeby w odniesieniu do ciepłownictwa i elektroenergetyki zastosować układ odniesienia do 10 proc. najbardziej efektywnych instalacji w UE, co w praktyce oznacza, że byłby to benchmarking do instalacji wytwarzającej ciepło w oparciu o gaz ziemny. Problem polega na tym, że w polskim ciepłownictwie w 75 proc. wykorzystywany jest węgiel, a gaz tylko w 6 proc. Wskaźnik emisyjności, liczony w kg CO2 na GJ, dla gazu jest niemal dwukrotnie mniejszy niż dla węgla. Zasada przyjęta w dyrektywie ETS mówi, że przedsiębiorstwa objęte systemem ETS od roku 2013 roku 20 proc. uprawnień przedsiębiorstwa będą musiały kupować na rynku, a 80 proc. będzie uprawnień darmowych. W kolejnych latach ten wskaźnik będzie zmniejszany, aż do roku 2020, kiedy 70 proc. uprawnień ma być kupowanych, a 30 proc. darmowych, w 2027 r. wszystkie uprawnienia do emisji CO2 mają być kupowane. Jeżeli wszedłby w życie układ benchamarkingu gazowego, to w praktyce oznaczałoby to, że od 2013 r. polskie przedsiębiorstwa ciepłownicze musiałyby kupować nie 20 proc., ale ok. 50 proc. uprawnień do emisji, co groziłoby istotną, skokową podwyżką cen ciepła.
Ciekawym i do końca jeszcze nierozpracowanym stanowiskiem jest stanowisko z 15 grudnia 2010 r., w którym KE z benchmarkingu gazowego wyłączyła gospodarstwa domowe. Komisja wskazuje, że dla gospodarstw domowych w 2013 r. wszystkie uprawnienia będą darmowe, a liczba tych uprawnień będzie ustalona na podstawie średniej emisji z lat 2005 - 2008. W 2014 r. liczba darmowych uprawnień zmniejszyłaby się o 10 proc., czyli 10 proc. uprawnień trzeba by dokupić. W kolejnych latach, co roku liczba darmowych uprawnień zmniejszałaby się o kolejne 10 proc., tak by ok. 2020 r. oba systemy - w oparciu o benchmarking gazowy i wskaźnik administracyjny - spotkały się i ok. 30 proc. uprawnień byłoby darmowych, a 70 proc. byłoby kupowanych na rynku. Wydaje się, że taki system uchroniłby gospodarstwa domowe przed skokowym wzrostem cen ciepła od 2013 r. Ten pomysł jest jeszcze wciąż świeży, więc rodzi się wiele pytań, np. jaka jest definicja gospodarstwa domowego. Rodzą się też wątpliwości natury technicznej związane z rozliczaniem ciepła dostarczanego w tym samych budynkach i dla gospodarstw domowych i lokali użytkowych.
@RY1@i02/2011/082/i02.2011.082.167.0002.001.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie
ROZMAWIAŁ DARIUSZ CIEPIELA
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu