Radykalna zmiana systemu certyfikatów nie jest potrzebna
Obowiązujący system kolorowych certyfikatów jest dobrym systemem, zwłaszcza w przypadku energii produkowanej ze źródeł odnawialnych (OZE). Istnieją jednak pewne obszary w systemie wsparcia, które mogłyby zostać poprawione. Pierwszym jest perspektywa obowiązywania wsparcia. Obecnie, w przypadku energii z OZE, system kończy się na roku 2013, i nie wiemy, co będzie dalej. Stąd trudno przygotowywać kolejne projekty inwestycyjne, ponieważ ta perspektywa nie pokrywa się z okresem życia projektu. Kolejna modyfikacja powinna polegać na zróżnicowaniu wsparcia dla nowych i istniejących, już zamortyzowanych, instalacji. Aktualny system jest na tyle dobry, że wystarczy go poprawić. Radykalna zmiana tego systemu nie jest wskazana.
Gdyby obowiązywał system wsparcia pozwalający na funkcjonowanie projektu w perspektywie 10-12 lat od momentu oddania do eksploatacji, to byłby on z pewnością bardziej dostosowany do realiów i oczekiwań sektora energetycznego.
W Polsce jest dużo miejskich systemów ciepłowniczych, co pozwala na rozwijanie kogeneracji w dużej skali. Wymaga to tylko atrakcyjnego systemu zachęt dla inwestorów. Stąd też pomysł na certyfikaty wspierające w większym stopniu nowe instalacje niż te, które już zostały zamortyzowane. Taki system pozwoliłby także na podwojenie wysokosprawnej kogeneracji, co jest jednym z celów "Polityki energetycznej Polski do roku 2030". Dalkia posiada w Polsce ok. 40 sieci ciepłowniczych, co oznacza, że w tylu miejscowościach możemy zbudować źródła kogeneracyjne. Moglibyśmy to zrobić nawet w ramach obowiązującego systemu wsparcia, gdyby tylko była dłuższa perspektywa jego obowiązywania. Obecny system kończy się za trzy lata, a to zbyt krótki okres, by móc planować inwestycje.
Oczekujemy systemu wsparcia dla produkcji ciepła z odnawialnych źródeł energii. Dziś obowiązuje wsparcie tylko dla energii elektrycznej, dlatego biomasa jest w większości wykorzystywana przez duże elektrownie systemowe. Gdyby ten system był korzystniejszy dla elektrociepłowni, produkowalibyśmy zielony prąd i zielone ciepło, a więc wykorzystywali biomasę dwa razy bardziej efektywnie (sprawność elektrociepłowni to ponad 80 proc., elektrowni maksimum 45 proc.). Dlatego wskazane jest wprowadzenie wsparcia dla zielonego ciepła.
W Polsce kwoty wsparcia dla energii elektrycznej produkowanej w OZE należą do najwyższych w Europie. Powinny się zmienić, można stosować np. rozróżnienia w zależności od stosowanej technologii. Dla instalacji już istniejących kwoty wsparcia powinny być mniejsze, ale nie powinny zostać całkowicie zlikwidowane. Warto pamiętać, że określone zostały cele polityki energetycznej Polski i w ślad za tym powinny zostać podjęte odpowiednie środki pozwalające na zrealizowanie tych celów.
Te zarzuty są częściowo prawdziwe. Nie powinniśmy konkurować o te same źródła biomasy. Będziemy starali się kupować odpady nadające się tylko do spalenia, których nie da się inaczej wykorzystać, jak np. odpady ze ścinek w lesie, które nie są używane przez przemysł meblowy. Możemy być konkurencją dla przemysłu meblarskiego, jeśli chodzi o trociny. To problem lokalny. Kto ma bliżej do tartaku, może trociny łatwiej przewieźć i zaoferować lepszą cenę. Jeśli chodzi o zasadę, to staramy się nie być konkurencją. Chcemy, aby wykorzystanie biomasy mieściło się w logice zrównoważonego rozwoju i żeby nie było dzikiej konkurencji.
@RY1@i02/2011/073/i02.2011.073.167.003b.001.jpg@RY2@
Fot. Archiwum
Frederic Faroche, członek zarządu ds. technicznych i eksploatacji Dalkia Polska
ROZMAWIAŁ DARIUSZ CIEPIELA
dziennikarz miesięcznika "Nowy Przemysł" i portalu WNP.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu