Konsolidacja ciepłownictwa pozwoli branży na modernizację
DEBATA - W związku z opłatami za emisję dwutlenku węgla odbiorcy ciepła muszą się przygotować do podwyżki cen o co najmniej 40 proc.
Oczywiście, choć należy zaznaczyć, że prowadzimy działalność gospodarczą silnie regulowaną przepisami, zwłaszcza w zakresie ustalania cen. Z drugiej strony w przeciwieństwie do elektroenergetyki czy energetyki jądrowej ciepłownictwo jest lokalnym biznesem. Dlatego regułą jest silne rozproszenie firm ciepłowniczych w kraju. SPEC, który posiada ponad 1,7 tys. km sieci przesyłowej i jest największym przedsiębiorstwem w Unii Europejskiej, jest na tym tle wyjątkiem. W 2010 r. osiągnęliśmy wynik ze sprzedaży brutto na poziomie ok. 81 mln zł, podczas gdy cały sektor zgodnie z danymi za 2009 r. ponosi straty.
Trzeba pamiętać, jak ważnym elementem, który wpływa na wyniki firm ciepłowniczych, jest temperatura zewnętrzna. W naszej branży 1 stopień Celsjusza w górę lub w dół istotnie wpływa na wynik finansowy. Jeśli chodzi o SPEC, ten 1 stopień determinuje mniej więcej od kilku do nawet 10 milionów wyniku finansowego albo w górę albo dół.
Jeśli mówimy o zysku, to musimy wiedzieć, że rozstrzyga się on już na etapie przygotowywania taryfy. Przedsiębiorstwa ustalają wynik na minimalnym 3 - 4-proc. poziomie, bo w przeciwnym razie ich taryf nie zaakceptuje prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE). W takiej sytuacji kilka dni cieplejszych w roku praktycznie zjada zysk. Należy też pamiętać, że poza dużymi miastami przedsiębiorstwa mają mocno ograniczone możliwości inwestycyjne. Posiadają środki co najwyżej na bieżące remonty. Ciepło jest też produktem czułym społecznie. W większości przypadków podniesienie ceny oznacza mniejsze poparcie dla burmistrza i możliwą dymisję prezesa spółki. Historia zna takie przypadki. Wreszcie większość przedsiębiorstw w produkcji wykorzystuje węgiel. Tym samym firmy znajdują się w nieuchronnej pułapce zakupu uprawnień do emisji CO2. Dlatego wkrótce w wielu przedsiębiorstwach ciepłowniczych w kraju mogą się zdarzyć masowe odłączania od systemu, bo ciepło pozyskiwane z węgla będzie niekonkurencyjne w stosunku do gazu. W perspektywie 10 lat, a więc nie tak znowu odległej, ciepłownictwo wymaga też modernizacji technologicznej. To największe wyzwanie dla branży. Sądzę, że nie uda się go zrealizować bez kompleksowego programu rządowego i znaczących kwot pomocowych z Unii Europejskiej.
Poziom dekapitalizacji sieci ciepłowniczej wynosi 63 - 65 proc., podczas gdy w przypadku sieci przesyłowych w elektroenergetyce jest to 75 - 79 proc., a na terenach wschodnich nawet 90 proc. Choć oczywiście można mieć pretensje do ciepłownictwa, że tylko jedna trzecia przewodów jest preizolowana, to przecież w kontekście elektroenergetyki można też powiedzieć, że to jest aż jedna trzecia.
Jednak nie zapominajmy, że te inwestycje były wymuszone awariami, które po 1989 roku stały się zmorą sektora.
Moim zdaniem dla efektywności firm ciepłowniczych mordercza jest przede wszystkim zasada zakładająca doliczenie do kosztów działalności firmy minimalnej marży. Przecież normalnie myślącemu prezesowi nie opłaca się poprawiać efektywności funkcjonowania, bo jeżeli on poprawi efektywność, to zabierze mu ją natychmiast regulator. To jest absurd. W pewnym momencie nawet niewolnictwo z przyczyn ekonomicznych przecież, a nie etycznych, przestało funkcjonować, chociaż wydawało się wcześniej, że nie ma nic lepszego niż darmowy pracownik.
Zasadnicza jest kwestia, w jaki sposób inwestować. Wydaje się, że przy określonych uwarunkowaniach budżetowych musimy wykorzystać jak najwięcej środków pochodzących z Unii Europejskiej. To jest wręcz zadanie strategiczne. Trzeba zwiększyć pulę środków na ciepłownictwo. Po drugie, ceny energii będą rosnąć. Tymczasem od prezesa URE dowiedziałem się, że część przedsiębiorstw w ogóle nie występuje o nową taryfę. Tak jak zauważył prof. Janusz Lewandowski, są pod istotną presją władz lokalnych. Ta sytuacja może doprowadzić do tego, że w pewnym momencie przedsiębiorstwa nie będą w stanie już inwestować. A przecież musimy jeszcze bardzo dużo zrobić w zakresie poprawy jakości sieci, żeby straty były jak najmniejsze. Pamiętajmy przy tym, że straty na sieci nie są wyłącznie determinowane przez stopień ich opreizolowania, ale też przez to, że sieci w naszym kraju są nieopomiarowane. A to są naprawdę inwestycje liczone w dziesiątkachi, jeśli nie setkach milionów złotych. Coraz częściej mówimy o konieczności posiadania rozwiązań, które w środowisku nazywamy inteligentnymi sieciami. Rozwiązania te mogą w znakomity sposób przyczynić się również do ograniczenia strat na przesyle.
W związku z opłatami za emisję dwutlenku węgla musimy się psychologicznie przygotować do podwyżki cen o co najmniej 40 proc., czyli np. w Warszawie z 40 zł do 56 zł za GJ.
W nowych budynkach zużywamy 0,26 - 0,54 GJ na metr kwadratowy rocznie. Ale większość Polaków żyje w starych budynkach, wtedy powinni zużycie pomnożyć przez dwa albo nawet przez trzy. Jeżeli ktoś mieszka w budynku z lat 60. lub 70., to zużyje rocznie 1,3 - 1,6 GJ na metr kwadratowy.
Tym czynnikiem może być proces konsolidacji sektora. Czy tego chcemy, czy nie, wydaje się, że ten proces będzie postępował tak jak w sektorze elektroenergetycznym.
Ależ są takie przykłady. Proszę sprawdzić Energetykę Cieplną Opolszczyzny. Gdy mówimy o konsolidacji, nie zawsze powinniśmy myśleć o powiązaniach kapitałowych. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby firmy należące do różnych właścicieli porozumiały się np. w zakresie zakupu węgla i zupełnie z innej pozycji rozmawiały z górnikami. Można sobie też wyobrazić związek w celu zakupu biomasy, czyli odnawialnych źródeł energii dla ciepłownictwa. To przecież także ważne dla ciepłownictwa.
Proces konsolidacji może się odbywać według różnych formuł. W mojej ocenie jest niezbędny, bo inaczej nie da się zgromadzić niezbędnych zasobów. Skomasowanie aktywów ułatwia wiele rzeczy, choćby wzięcie kredytu. Istota sprawy polega na tym, żeby sektor organizacyjnie się skonsolidował, nadal utrzymując swoją lokalność. Choćby dostosowywał produkty do warunków lokalnych. Przykładowo w Warszawie coraz więcej osób oczekuje nowego produktu, którym jest chłód. Trudno mówić o perspektywach rozwoju tego produktu w małych aglomeracjach, ale w Warszawie, gdzie powstaje bardzo dużo budynków biurowych, możliwości dostarczania chłodu są znakomicie większe. To jest też przykład rozwoju technologii, lepszego wykorzystania ciepła, które i tak jest produkowane. Inny przykład to dostawa ciepłej wody użytkowej. Słowem, powinniśmy myśleć, żeby mieć jak najwięcej tzw. letniej sprzedaży. To poprawi ekonomikę przedsiębiorstw, ale też sprawność energetyczną. Po trzecie, poprawi się też komfort cieplny. Przy okazji trzeba jednocześnie zapytać, czy ten komfort cieplny powinien być doprowadzany tak jak teraz do węzła, a więc np. do wspólnoty albo spółdzielni, czy może powinien być rozliczony z każdym odbiorcą indywidualnym. W tym wszystkim na końcu pojawia się też pytanie o zdolności finansowania tych przedsięwzięć.
Odpowiedź jest prosta: nie będzie.
No to mu system ciepłowniczy wysiądzie. Czy można sobie wyobrazić, że za pański chleb i za pańskie mleko zapłaci ktoś inny? Za pańskie ciepło też nikt inny nie zapłaci.
Oczywiście, choć to tragiczne. Gdy zamarza całe miasto tak jak ostatnio, to proszę uwierzyć, nie dlatego że ktoś tam nie nacisnął odpowiedniego guzika, lecz dlatego że tam popękały rury, zniszczyły się pompy i zawory. A teraz proszę zapytać, ile lat mają te urządzenia? Czy one były zamontowane wczoraj, 10 lat temu, czy może w okresie późnego Gomułki albo wczesnego Gierka? Niestety najczęściej właśnie wtedy. Ale na koniec chcę powiedzieć coś pozytywnego. Załóżmy, że z powodu kosztów emisji CO2 ciepło zdrożeje o 40 proc. To dużo, ale i tak to stosunkowo niewielki wzrost w porównaniu z sektorem elektroenergetycznym, w którym wprowadzenie pełnej emisji już dziś oznaczałaby ceny wyższe o 60 proc.
Ale nie zapominajmy o dodatkowych kosztach tzw. zazielenienia, czyli dostosowania się do unijnej dyrektywy dotyczącej odnawialnych źródeł zgodnie. W 2020 r. 15 proc. energii w bilansie kraju ma przecież pochodzić ze źródeł odnawialnych. To kolejne 20 proc. podwyżki. To dramatyczna sytuacja, prawda? A teraz dobra informacja. W Polsce mamy duży potencjał w zakresie redukcji zapotrzebowania na ciepło. W budynkach mieszkalnych możemy nawet zmniejszyć zużycie średnio o 40 proc. Zatem w przyszłości nie musi być taniej, ale nie będzie aż tak drogo.
Z punktu widzenia globalnego zużycia ciepła będzie oczywiście dobrze, ale z punktu widzenia odbiorcy nie byłbym już tak tego pewien. Za niższe zużycie będziemy płacić wielokrotnie wyższą cenę jednostkową.
Dlatego uważam, że pożądany jest wariant duński. Całość tego ciepła, które klienci, przecież nie od razu, ale stopniowo będą oszczędzać np. w SPEC-u, powinna być sprzedana nowym klientom. Przecież w ciepłownictwie sprzedanie tej samej ilości ciepła dwóm klientom daje większy przychód niż sprzedanie tej samej ilości ciepła jednemu klientowi. A to dlatego że mamy do czynienia z opłatami stałymi.
Ponieważ podwyżki cen w ciepłownictwie nie są akceptowane społecznie, obawiam się, że przedsiębiorstwa ciepłownicze będą mieć ujemny wynik finansowy. Oczywiście one nie mogą być zlikwidowane. Nie można przecież formalnie doprowadzić do bankructwa przedsiębiorstwa ciepłowniczego. Dlatego sytuacja ciepłownictwa jest naprawdę trudna, tak jak sytuacja dzisiejszej kolei i wielu branż gospodarki, które nigdy nie zostały poddane tak naprawdę prawom rynku, choć w otoczeniu rynkowym działają.
Do tego dosyć złożonego obrazu dodam jeszcze jeden element. Wielu doświadczonych audytorów energetycznych potwierdza, że oszczędzamy w Polsce energię, ale w dość dziwny sposób. Otóż w wielu miejscach, w wielu budynkach oszczędzamy energię poprzez niedogrzewanie pomieszczeń. To nie jest oszczędność w sensie zrównoważonego rozwoju. Zamiast utrzymywać w mieszkaniach temperaturę standardową, czyli 20 stopni, to utrzymujemy w nich 18 stopni, a bywa, że nawet niższą.
Problemem jest też niska ranga planowania energetycznego w gminie, które niby jest, ale tak naprawdę nikt nie zwraca na to uwagi. W związku z tym to prawo nie potrafi na przykład doprowadzić do takiej sytuacji, że centrum handlowe zamiast przyłączyć się do sieci, na której stoi, buduje własną kotłownię i własny system chłodniczy, chociaż mogłoby się i ogrzewać z sieci i ochładzać z tej sieci.
Wchodzimy w obszar zagadnień, które nam bardzo utrudniają realizację nowych inwestycji liniowych na terenach zurbanizowanych. Dziś potrzeba nam 2 - 3 lat na to, żeby przygotować koncepcję uciepłownienia dla jakiegoś konkretnego obszaru i kolejnych 2 - 3 lat, żeby zbudować magistralę. Z tej perspektywy, dzisiejsze zarządy przedsiębiorstw ciepłowniczych podejmują decyzje, które przyniosą efekty za 5 - 6 lat.
@RY1@i02/2011/028/i02.2011.028.167.0002.001.jpg@RY2@
Zużycie paliw do produkcji ciepła w latach 2002 i 2009
@RY1@i02/2011/028/i02.2011.028.167.0002.002.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Michał Machlejd, prezes Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej
@RY1@i02/2011/028/i02.2011.028.167.0002.003.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Prof. Janusz Lewandowski, dyrektor Instytutu Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej
@RY1@i02/2011/028/i02.2011.028.167.0002.004.jpg@RY2@
Fot. Wojciech Górski
Prof. Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji
Debatę prowadził Marcin Piasecki
Relację przygotował Cezary Pytlos
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu