Ukraina nie widzi już w Europie silnego partnera
Obietnice, deklaracje, zapewnienia i rozmowy o konsorcjum gazowym, które zmodernizowałoby ku paneuropejskiej korzyści ukraińską sieć, trwają już całe lata. Kijów ma dość unijnego imposybilizmu. Pogmatwane procedury i wewnętrzne sprzeczności w ramach Unii uniemożliwiają jej jakiekolwiek konkretne działania. Ukraina coraz bardziej skłania się ku poszukiwaniu rozwiązań dwustronnych - z Rosją, ale bez udziału UE.
- Trójstronne konsorcjum zależy od trzeciej strony. Ukraina jest gotowa, Rosja jest gotowa, a gdzie ci trzeci? Gdzie to wasze poparcie, Unio? Już trzy lata o tym rozmawiamy. Ile mamy jeszcze czekać, rok, dwa lata, trzy? - retorycznie pytał wiosną wyraźnie poirytowany premier Mykoła Azarow. - O możliwościach i perspektywach słyszę już od dawna. Na razie pod tym względem Europa nie wyszła poza stadium mówienia o możliwościach - mówił mi zajmujący się energetyką deputowany rządzącej Partii Regionów Ołeh Zarubinski. I praktycznie każdy rozmówca po tamtej stronie Sanu podpisałby się pod tymi słowami.
Oczywiście niezdolność Unii do działania, jaskrawa zwłaszcza na tle ambitnej polityki energetycznej Kijowa, wynika z samej jej istoty. Mozolne ucieranie kompromisu, zwłaszcza w sprawie z punktu widzenia Brukseli trzeciorzędnej wobec sytuacji w strefie euro i kolejnej recesji, mogłoby być zastąpione przez zdecydowane działania wyłącznie w przypadku sfederalizowania Wspólnoty. A na to nie ma zgody samych Europejczyków. I wbrew temu, co ostatnio mówił szef Komisji Europejskiej Jose Barroso, nigdy nie będzie. W przeciwieństwie do USA nie ma bowiem na Starym Kontynencie jednego narodu.
A skoro tak, Kijów musi sobie radzić inaczej. Na razie po jednej stronie ma coraz bardziej brutalne rosyjskie naciski na rzecz dopuszczenia Moskwy do ukraińskich rur, w towarzystwie marchewki w postaci niższych cen gazu. Po drugiej może liczyć na obiecanki i poklepywanie po plecach. Coraz bardziej oczywiste jest więc, że poszukuje alternatywy. Bo sama z siebie Ukraina nie znajdzie kilkunastu miliardów dolarów potrzebnych na modernizację sieci przesyłowej i obniżenie rekordowej na skalę europejską energochłonności gospodarki.
Taką alternatywą może być konsorcjum dwustronne, co prawda z udziałem Rosji, ale oparte na eurozasadach, przewidujących m.in. rozdział producentów gazu i właścicieli gazociągów. Dałoby to przynajmniej częściową ochronę przed Gazpromem. I zdaje się, że taki właśnie będzie ostateczny wybór regionałów. W parlamencie już czeka projekt ustawy legalizujący możliwość podziału Naftohazu i sprywatyzowania go po kawałku, a także oddania w dzierżawę gazociągów. W razie zrealizowania takiego scenariusza po stronie "ma" Ukraińcy będą mogli sobie zapisać 5 mld dol. rocznie z tytułu wpływów z tranzytu, oszczędności na gazie i inwestycji w obniżenie energochłonności. Po stronie "winien" - większe ryzyko w relacjach z brutalnie wykorzystującą każdą słabość rywala Rosją. Takie są skutki euroimpotencji.
@RY1@i02/2013/089/i02.2013.089.00000070a.802.jpg@RY2@
Michał Potocki dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Michał Potocki
dziennikarz działu życie gospodarcze świat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu